wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozdział 21


Nathelie

Około godziny 17 wszyscy zwijają się do hotelów i zostajemy sami. Nareszcie. Wychodzę z wody i staje na brzegu patrząc na morze łączące się z horyzontem. Po chwili dołącza do mnie Luke tuląc mnie od tyłu.
– Jest cudownie...
Przyznaję z uśmiechem
– Tak...Dziękuję.
Mówi chłopak kładąc mi rękę na brzuchu.
– Nie masz za co.
Odwracam się do chłopaka.
– Mam. Za kilka miesięcy na świat przyjdzie nasz skarb.
Oznajmia i całuje mnie. Po pocałunku styka czoło z moim.
– A dokładnie za 5 miesięcy.
Uśmiecham się, co chłopak odwzajemnia. Odwracam się z powrotem w stronę morza i rozkoszuję się tym widokiem. Nagle odwracam się i w drzwiach wyjściowych hotelu, w którym wynajmujemy aktualnie pokój, widzę Lily z jej profesorem?! Chwilę stoję wmurowana w podłogę, ale potem otrząsam się i podążam do mamy.
– Mamo...
Mówię półszeptem.
– Co się stało kochanie?
Pokazuje na miejsce obok siebie bym usiadłam.
– Nie dziękuję, ale wydaje mi się, że widziałam Lily...
– Nath coś się stało? To przecież nie możliwe...
Śmieje się Robert.
– Nie! Naprawdę! Mamo, chodźmy coś zjeść.
– Dobrze. Skoro tak bardzo chcesz...
Mówi mama i wstaje. Podążamy do bufetu.

Lily

Nie, nie i jeszcze raz nie! Co oni tutaj robią? Nawet nie zamierzam przez to psuć naszych planów. Biorę rękę Jorge i ciągnę go do bufetu, ale nawet jego widok nie jest wstanie mnie zadowolić. Czy tutaj wszystko musi być związane z morzem! Ryby wszelkiego rodzaju i ze wszystkim, owoce morza utwierdzają mnie w przekonaniu, że to nie jest przeciętny hotel. Chce wziąć już jakąś sałatkę, ale nawet w niej znajduje się jakaś ryba. Chyba przejdę na strajk głodowy przez te trzy dni. Decyduje się na jakąś kanapkę i siadamy przy oknie.
 – Myślałem, że po podróży będziesz bardziej głodna.
No co ty kurde nie powiesz.
– Nie lubię jedzenia związanego z morzem.
– Przepraszam, nie wiedziałem. Chociaż powinienem zapytać wcześniej.
Chce go jakoś pocieszyć, więc kładę moją dłoń na jego i ją ściskam.
– Jak chcesz możesz jeszcze zostać ja idę do pokoju.
Już próbuje odejść gdy do sali wchodzą oni. Szybko chowam się pod stół przy którym siedzi Jorge, i szepczę do niego, że mnie nie ma. Cholera ile czasu będę musiała tu siedzieć? Znaczy my, bo Jorge nie zostawi mnie samej.

Nathalie

Wchodzimy do pomieszczenia i zajmujemy miejsca.
– Widzisz? Nikogo nie ma, oprócz tego pana i pani z dzieckiem.
Zauważa Robert.
– Mamo...ten PAN, to profesor Lily.
– To chyba nie on...
– Tak to on!
– Poczekajcie chwilę.
Mówi mama i podchodzi do mężczyzny.

Lily

Słyszę jak ktoś podchodzi do naszego stolika i nagle słyszę ten głos. Mojej matki.
– Przepraszam, czy to Pan jest profesorem Lily?
– Tak, ale..
– Chwileczkę! Lily widzę twoją torebke, wyłaź z pod stołu TERAZ!
Niechętnie, ale wychodzę z pod stołu i staje twarzą w twarz z mamą. W progu zauważam resztę osób przyglądających nam się z uwagą.
– Czyżby ktoś znowu ci wyśpiewał gdzie jestem?
Mówię podniesionym głosem by Nathalie to usłyszała, jestem pewna, że to ona nas zauważyła.
– To nie jest teraz ważne.
– Ach tak? A co jest dla ciebie teraz ważne?
– Żeby spędzić z tobą trochę czasu. Jesteś moją córką! Kocham cię.
Mówi i przytula mnie.
Odpycham ją od siebie z obrzydzeniem.
– NIE! Ty już powiedziałaś co o mnie myślisz!
– Przepraszam...proszę wybacz mi...może pójdziemy gdzieś wszyscy na miasto?
– Co!? Nie mów, że nie obchodzi cię co tutaj robię z moim profesorem!?
– Obchodzi, ale chciałabym iść porozmawiać gdzieś na miasto...
– Teraz. Pytaj teraz.
– Lily może lepiej porozmawiajcie na spokojnie?
I on jeszcze przeciw mnie?
– Chyba byłeś tam, co nie? Słyszałeś co mówiła. Ja wiem, że to prawda.
Szybko odchodzę od nich i biegnę do naszego pokoju. Szybko zamykam się w łazience i odkręcam kran żeby nalać wody do wanny. Ja wiem, że to co mówiła w szpitalu było prawdą. Nigdy ze mną nie chodziła na zakupy, chociaż z Nathalie osobiście szła po sukienkę na jej bal w szkole. Ja gdy tylko powiedziałam, że coś takiego jest w szkole od razu zakazała mi iść na nie. I ten obraz, który powraca choć nie jest tu mile widziany jak weszła do pokoju gdy jej własny brat, a mój wujek próbował dobrać mi się do majtek gdy miałam sześć lat. Gdy chciałam powiedzieć o tym tacie sama zaczęła snuć ojcu, jaką ja mam bujną wyobraźnię. Takich wspomnień jest zbyt dużo. Wchodzę do wanny i próbuje o tym zapomnieć. Po dziesięciu minutach słyszę otwieranie drzwi, więc szybko przebieram się w piżamę i wychodzę z łazienki. Na łóżku zamiast mojego chłopaka siedziała moja siostra.
– Skąd wiedziałaś gdzie mam pokój?
– Jorge mi powiedział.
Odpowiada bawiąc się brelokiem od kluczy.
– Słucham. Miejmy to za sobą.
– Proszę dogadajmy się...za 5 miesięcy zostaniesz ciocią...
– Ale na rozejm z mamą nie licz.
– To już jest sprawa między tobą, a mamą. Dziękuję, że mi wybaczyłaś!
Mówi radośnie i wstaje.
– Hej, ale nie spowiadaj jej się po każdym naszym spotkaniu, okej?
– okej. A pójdziesz z nami dziś wieczorem na pizze? Możesz cały czas gadać z Jorge, tylko chodź...
I po co ja ubrałam piżamę?
– Jak chcesz możesz przyjść z Luke'iem i pizzą tutaj, nie chce mi się przebierać.
– Zobaczę co da się zrobić.
Śmieje się i wychodzi.

Nathalie

Schodzę na dół gdzie jest reszta.
– Mamo, idźcie z Robertem sami na miasto, Lily chce pobyć z naszą dwójkę, nie wiem, może zróbcie sobie romantyczny wieczór, czy coś.
Mówię łapiąc Luke za rękę.
– Myślę, że to dobry pomysł
Odpowiada Robert.
– Dobrze, to wrócimy około północy.
Śmieje się mama, a ja z nią po czym wychodzą. My trójkę skierowaliśmy się do pokoju Lily i Jorge.

Lily

Po wyjściu Nath, staram się trochę ogarnąć pokój i poszukać coś do picia. Po czym włączam telewizor i otwierają się drzwi, w progu stoją trzy osoby.
– Stop. A gdzie ta pizza?
Wszyscy stają i patrzą na mnie przez chwile, a potem Nath znika w tyle by zamówić. Ja w tym czasie przeglądam programy gdzie trafiam na czyste zło.
– Nie przewijaj!
Titanic. Moja siostra zna go na pamięć i wręcz zmuszała mnie za każdym razem kiedy leciał w telewizji do wspólnego oglądania.
– Nath błagam cię, chociaż nie teraz.
– Nie. Dopiero się zaczyna więc to znak, żeby go obejrzeć.
Mówi i układa się jak najbliżej telewizora.
– Nath nie na brzuchu!
Krzyczy Luke.
– BOŻE!
Dziewczyna wstaje i siada po turecku przed ekranem. Ja za to układam się jak najdalej w łóżku i po kryjomu przeglądam jakieś strony na telefonie.
– Luke, nie teraz.
Mówi Nathalie odpychając chłopaka, który pocałował ją w szyję.
– Ej! Z tym na zewnątrz proszę.
Kończę tą konwersacje bo, do pokoju ktoś puka. Wstaje i odbieram naszą pizze i oddaje jedną kochasią a drugą nam. Już chcę wziąć jeden kawałek gdy przypomina mi się moja obietnica złożona pół roku temu. Chociaż jeden fast food który musi zniknąć z mojego życia. Los zadecydował, że była to pizza.
– Czemu nie teraz?
Pyta Luke
– Bo oglądam?
Odpowiada ironicznie dziewczyna. Co za ludzie. Jeszcze jedno takie zdanie a ich wyrzucę z stąd.
Po dwóch godzinach męki w końcu młodzi wyszli, a ja bardziej przytuliłam się do Jorge.
– Ja przynajmniej umiem się powstrzymać przy ludziach.
– Yhym.
Chcę już coś odpowiedzieć, ale mój brzuch zaczyna głośno burczeć.
– Nie rozumiem cię. Rozumiem jeszcze te ryby, ale pizza? Nie wybrzydzasz?
– Wiesz? Akurat chciałam chociaż ograniczyć jeden fast food w moim życiu! Ale, skąd to możesz wiedzieć! Że ponad dwa lata nie jem pizzy! Przecież nic o sobie nie wiemy!
– Dla tego przecież pojechaliśmy na ten wyjazd! Żeby się lepiej poznać!
– Chyba przez łóżko. Chciałam powiedzieć to pod nosem, ale Jorge raczej to usłyszał bo ruszył w stronę łazienki. Ja za to idę spać.

Nathalie

– Luke, nadal jestem głodna.
– Dopiero co była pizza.
– Odmówisz ciężarnej?
– Nie no dobra, chodźmy.
Mówi chłopak i łapie mnie za rękę.
Po godzinie wracamy do hotelu i kładziemy się wykończeni spać.

Rano

Budzą mnie hałasy dochodzące z zewnątrz. Pada grad. Zakrywam twarz poduszką, ale do drzwi ktoś puka. Niechętnie wstaję i otwieram.
– Mama?
Pytam zaspana.
– Tak, razem z tatą jedziemy na cały dzień do centrum, jedziecie z nami?
– Po pierwsze nie nazywaj go tatą, bo nigdy nim nie będzie...a po drugie nie idę.
– No dobrze, to do wieczora...
Odchodzi zrezygnowana.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział 20



Nathalie

Budzę się z głową na kolanach Luke'a. Uśmiecham się do niego.
– Która godzina?
Pytam zaspana.
– 20... będziemy jechać jeszcze 3 godziny.
Odpowiada patrząc mi w oczy. Ja uśmiecham się i wtulam się w niego. Po niecałych 10-ciu minutach Morfeusz zabiera mnie do siebie.
– Nathalie...
Słyszę dobrze znany mi głos, a następnie czuję czyjeś usta na swoich
– Co się stało?
Pytam podnosząc się
– Już jesteśmy...
Mówi Luke tuląc mnie

Rano

– Heej
Witam chłopaka, który dopiero otwiera oczy
– Hej.
Chłopak odwzajemnia uśmiech.
– Zbieraj się i idziemy na śniadanie.
Mówię malując oczy.
– Już?
Pyta przytulając poduszkę i zamykając oczy.
– Tak, bo za godzinę mama chce iść na plażę.
Mówię malując usta. Kończę makijaż i wstaję.
– Idę na dół. Jak się zbierzesz to przyjdź.
Mówię i wychodzę. Luke dołącza do nas po chwili i razem jemy śniadanie, które swoją drogą jest pyszne.
– Lekka zmiana planów...
Mówi mama
– Czyli?
Pytam zdziwiona.
– Teraz pójdziemy pozwiedzać, a nad morze pójdziemy wieczorem.
Mówi Robert.
– No dobrze..
Przytakuję niechętnie.

Lily

Schodzę po schodach z moją wielką walizką i słyszę kroki z dołu. Podnoszę wzrok i widzę Jorge z rozbawioną miną.
– Z czego się tak śmiejesz!?
– Od tego chyba jest winda, wiesz?
– Tak się składa, że jest zepsuta.
– Daj to.
Bez żadnego sprzeciwu oddaje mu moją walizkę i sama ruszam do auta. W połowie drogi dostaje sms-a od Darena.
                                     D: Tylko mi tam nie wpadnij :)

Co za buc! Spokojnie Daren na to się akurat nie zanosi. Szybko chowam telefon do torebki i zapinam pasy.
– Będziemy długo jechać?
– Jakieś cztery godziny...jeszcze są postoje.
Wyjmuje słuchawki i włączam moją playliste, po czym próbuje zasnąć.
Otwieram oczy i spoglądam na godzinę, 14:32 zaczęliśmy gdzieś jechać może...trzy godziny temu.
– Daleko jeszcze?
– Tak
– Aleś ty bezpośredni, a ile było postojów?
– Dopiero jeden
Boże, ale duszno tu. Otwieram okno i spoglądam na krajobrazy za oknem i muszę przyznać, że gdyby nie mój budżet chętnie bym podróżowała po całym świecie. Nagle mój pęcherz daje o sobie znać i czuje się już pełny.
– Ymm...Jorge? Kiedy będzie najbliższa stacja benzynowa?
– Jakieś parę minut temu minęliśmy najbliższą, a co?
–Nie nic, tak pytam.
Kurde, nie jednak nie wytrzymam.
– A mógłbyś zawrócić? Proszę.
– Coś się dzieje?
– Muszę do toalety.
Nic już nie mówi tylko skręca na pobocze i jedzie w przeciwną drogę.
– Dziękuje.
Po paru minutach samochód staje, a ja szybko lecę do łazienki. Po chwili wychodzę z niej i idę kupić coś na ząb, jedyne co tu korzystnego widzę to hot dogi, biorę dwa i jakieś picie po czym ruszam w stronę samochodu.
–  Trzymaj.
Podaje mu jednego i widzę, że skorzystał z postoju, bo tankuje i sam później rusza do łazienki.
–  Okej, możemy już jechać.
–  CHWILA!
Szybko biegnę w stronę sklepu i kupuje miętowe gumy do żucia. To jedyne "jedzenie" które mój żołądek toleruje podczas jazdy i nie mam przez to mdłości.
Wracam do pojazdu i już widzę minę Jorge, która oczekuje wyjaśnień.
– Mam chorobę lokomocyjną, odwal się.
Po parunastu minutach udaje mi się znowu zasnąć.
– LILY!
– Co jest kurde?
Otwieram oczy i widzę jakiś hotel i nie daleko plaże, no nareszcie.
– Ile spałam?
– Prawie dwie godziny. Już wcześniej zarezerwowałem nam pokój więc teraz tylko po klucze.
– Dziś już pewnie nie zdążymy nic zrobić?
– No nie, bo jest zaraz osiemnasta.
Zabieramy bagaże i wchodzimy do hotelu. Już w samym holu można zauważyć, że nie jest to przeciętny hotel, czekam na Jorge który odbiera klucze i ruszamy do wspólnego pokoju.
– Jorge, ile kosztowało cię to?
– Spokojnie, nie zbankrutuje.
Wnętrze nie jest luksusowe, ale gustowne jak na wystrój plażowy. Odkładam moje rzeczy na bok, bo raczej nie opłaca się rozpakowywać na trzy dni i razem ustalamy, że teraz zjemy i pójdziemy spać.
W drodze można zauważyć wyjście z holu od razu na plażę i jeszcze lekkie słońce które dzielnie się trzyma na niebie. Zerkam okiem na ludzi którzy są na plaży i jedna rodzina przykuwa moją uwagę. Czy tam jest Luke? Ale jeśli on tam jest, to zapewne Nathalie też! I zapewne nie pojechali sami tylko z mamą i jej facetem.
Dopiero teraz orientuje się, że przyglądam się im od kilku minut i Jorge musiał też odgadnąć o co mi chodzi, bo patrzy się na ten sam punkt co ja. No to rodzina w komplecie.

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 19


Lily

Nie patrząc na konsekwencje, pierwsza całuje Jorge, a on nie pozostaje mi dłużny i sam przyciąga mnie bliżej siebie. Nie wiem ile tak się całowaliśmy, ale dzwonek oprzytomniał mój umysł i szybko zerwałam się z blatu. Pognałam w stronę wyjścia, za sobą usłyszałam jego głos.
– Po zajęciach zaczekaj na dworze, proszę.
Tylko nie to, chyba nie zamierza powiedzieć o tym dziekanowi? Przecież to by było głupie, sam by się wkopał. Na każdych kolejnych zajęciach nie mogłam się skupić, i czy nie było by lepiej po prostu zwiać? Albo jednak zostać i może się nie rozczarować. Tyle myśli a tylko jedna odpowiedź w głowie. Jednak zostanę, co ma być to będzie. Po zajęciach zbyłam Ashley, że muszę chwilę zostać i żeby na mnie nie czekała, i po upewnieniu się, że nikt już nie został, podeszłam do ławki na dziedzińcu i czekam. Po dziesięciu minutach, nadal go nie ma. A jeśli to pułapka lub żart?
Chce już wstać gdy z budynku wychodzi sam dziekan, kiwam mu głową na pożegnanie i po chwili po nim wychodzi Jorge. Patrzę czy dziekan już sobie poszedł i podchodzę do Jorge.
– Możemy porozmawiać u mnie? Nie chce by ktoś nas widział razem.
– ...Okej
Wsiadamy do jego samochodu i przez resztę drogi nie odzywamy się do drugiej osoby i to chyba lepiej, bo ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należy.
Po dwudziestu minutach wchodzimy do jego domu i od razu zabieram głos.
– Jorge. Nie przedłużajmy tego, powiedzmy sobie to co nam leży i tyle.
– Tylko ja nie chce by po tym wszystkim było tylko "tyle". Lily ja nie wytrzymam tyle tego, ja coś czuje do ciebie i to nie jest przelotne uczucie.
– Jeśli mam być szczera to ja też, darzę ciebie dosyć głębokim uczuciem, ale przecież jesteś moim profesorem!
– Wiem, ale został nam tylko rok, możemy ukrywać ten związek, a później się zobaczy. Jeśli oczywiście zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
– A jeśli nas ktoś nakryje?
– Będziemy na tyle ostrożni by nas nikt nie połapał, to jak?
– No...Dobrze.
Już dawno nie czułam się tak bezpiecznie w ramionach mężczyzny, wtulam się w niego jeszcze bardziej, nie chcąc by kiedykolwiek to się skończyło.
– Posłuchaj, a co powiesz na wyjazd? By lepiej się poznać, oczywiście w wakacje.
– No okej może uda mi się wziąć urlop na tydzień, wiesz dopiero zaczęłam pracować, więc głupio trochę.
– Ale lepiej byśmy się poznali, na ten tydzień chociaż co?
Jego ręce błądzące po moich ramionach i jego wzrok nie ułatwia sprawy.
– A gdzie byś ty chciał wyjechać?
– Nie wiem. Dawno nie byłem w górach.
– W górach? Ja nic bym tam nie miała do roboty, nie umiem jeździć na nartach.
– Wiesz zawsze możemy zostać cały tydzień w domku, będzie klimat, pewnie i ciepłe łóżko.
– Zboczuch! Nie pamiętasz? Jak ci mówiłam, że chce poczekać do ślubu?
– Jeszcze to przedyskutujemy, odwieźć cię czy chcesz dziś zostać?
– No nie wiem. A nie zgwałcisz mnie?
– Ha, ty jeszcze sama mnie o to poprosisz.


Nathalie

Jest już 19. Po rozmowie z Lily poszliśmy do Alexa po rzeczy, a teraz on zostaje u mnie na noc.
– To może teraz karaoke?
Pytam po skończonej wojnie na poduszki.
– Ale ja nie umiem śpiewać...
Skarży się chłopak.
– Alex! Tyle razy już razem śpiewaliśmy, że mi nie wmówisz.
Śmieję się widząc reakcję chłopaka. Nie zwlekając dłużej wstaję z łóżka i podchodzę do laptopa. Włączam karaoke i zaczynamy śpiewać.
– Nie myślisz o karierze?
Zaśmiał się.
– Tak... teraz... już lecę.
Mówię śmiejąc się i pokazuję na brzuch.

Rano

Budzę się jakoś przed godziną 10. Alex jeszcze śpi, więc postanawiam go nie budzić. Schodzę na dół.
– Hej mamo.
Przytulam rodzicielkę.
– Hej kochanie, jak się spało?
Pyta ze szczerym uśmiechem.
– Bardzo dobrze, a ty nie w pracy?
– Nie...dziś po raz pierwszy od dawna mam okazję odpoczęcia i razem z Robertem chcemy jechać nad morze na weekend i chcieliśmy cię zabrać.
– Nie, dzięki.
– Na pewno?
– Tak
– No dobrze, wyjeżdżamy wieczorem, więc może jeszcze zmienisz zdanie.
Odpowiada, a ja tylko uśmiecham się i wracam na górę. Biorę tam ten zestaw:

I idę do łazienki się ogarnąć. Gdy wracam Alex nadal śpi, stwierdzam że go obudzę.
– Wstawaj!
Krzyczę
– Jeszcze 5 minut...
Odpowiada odwracając się na drugi bok.
– O boże rodzę!
Krzyczę, a chłopak zrywa się na równe nogi
– Dobra już wstaje....
Odburkuje słysząc mój śmiech.
Niedługo potem chłopak idzie do domu, a ja siadam do biurka. Zaczynam pisać. Pisać to, co czułam. Czyli? Czyli radość.

Ten years old, hair running wild
Dirt on my face and a naughty smile
I was so in love with the place that I called home

To by było na tyle. Schodzę na dół i włączam telewizor. Chwytam ulotkę z pizzeri i zaczynam zastanawiać się co chciałabym zamówić. Przemyślenia przerywa mi mama.
– I jak Nath?
– Nie wiem...jestem w ciąży, a to są aż 4 godziny drogi...
– Nic Ci nie będzie... jak ja byłam z wami w ciąży to latałam samolotem.
Śmieje się mama, a ja spoglądam na nią wesoła. Po chwili jednak wzrok przenoszę na telefon oznajmiający, że ktoś wysłał mi sms-a. Odczytuję go szybko

Od: Luke

Możemy się jutro spotkać? Proszę...

– Mamo jadę z wami. 
Mówię szybko
– Zobaczysz, dobrze ci to zrobi.
– Mam nadzieję.
Przytulam szybko mamę i idę na górę, nie mam już ochoty na pizze. Muszę się spakować. Kończę pakowanie i odkładam walizkę w róg pokoju. Kładę się na łóżku zmęczona.

Lily

Chcę się przytulić do Jorge, ale moje ręce trafiają na...plecy? Otwieram oczy i widzę Jorge z laptopem na kolanach.
– A ty co w pracy? Sobota jest.
– Jak ty sobie jeszcze smacznie spałaś to do mnie dzwonili z uczelni. Przez tydzień są odwołane wszystkie zajęcia bo nie ma wody.
Odkłada laptop i przybliża się do mnie z zamiarem pocałowania mnie, ale nie tak szybko. Zakrywam usta dłonią i sprawdzam swój oddech.
– O co chodzi?
– Chyba oboje musimy umyć zęby.
– Chwila. Teraz sprawdzam hotele. I może najpierw pojedziemy nad morze na trzy dni, i później może w góry.
– A wyrobimy się?
– Na pewno. A teraz wynocha myć te zęby! Później cię odwiozę i się spakujesz, przyjadę po ciebie z samego rana.
Po odwiezieniu szybko informuje Darena i mojego szefa o moich krótkich wakacjach po czym w pół godziny wszystko udaje mi się spakować na dwa różne klimaty. Postanawiam się przejść i trafiam na Luke'a!? Już skończył trasę? Chyba wyczuł mój wzrok bo odwrócił się i idzie w moim kierunku.
– Cześć, Lily? Dobrze pamiętam? Siostra Nath.
– Hej, zgadza się, Lily.
– Co u Nath? Dawno jej nie widziałem.
– Ja w sumie też. Po tym jak się upiła, chociaż przez ciąże nie powinna, i po zrzuceniu winy na mnie, nie mam z nimi kontaktu od jakiegoś miesiąca.
– Upiła się?!
Chce odpowiedzieć, ale Luke szybko odchodzi.

Nathalie

Leżę już tak z dobra 20 minut kiedy nagle do mojego pokoju ktoś wpada.
– Luke?!
Pytam zszokowana podnosząc się
– No, a kto?! Czemu nie odpisujesz do cholery?! I czemu się upiłaś?!
– Po pierwsze. Nie będziesz na mnie krzyczał, a po drugie nie muszę ci się spowiadać.
Mówię spokojnie.
–Upiłaś się?
Pyta spokojniej widząc, że mam ,łzy w oczach.
–Tak, ale raz i żałuję...
Mówię, a z moich oczu leci łza. Siadam na łóżku.
– Przepraszam...
Mówię i łapię się za brzuch płacząc
– Nie szkodzi...a...czy to prawda, że to nie moje dziecko?
– Nie, skąd ty to wziąłeś?
– Sama mi to powiedziałaś...
– To było w nerwach...To twoje dziecko.
– Proszę wybacz mi
Mówi siadając obok mnie.
– Luke...
– Nie Nathalie, proszę wybacz mi...
– Chodź tu...
Mówię i przyciągam go do siebie. Chłopak całuje mnie tak delikatnie, jakby bał się, że zrobi coś źle, albo jakby miał mnie skrzywdzić. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale do mojego pokoju wchodzi mama.
– Ups....Przepraszam...Nathalie spakowana?
Pyta speszona.
– Tak mamo, walizka stoi tam.
Mówię pokazując bagaż.
– Jedziesz gdzieś?
Pyta zmartwiony patrząc mi w oczy.
– Nad morze na weekend, może chciałbyś jechać z nami? Może?
Ostatnie pytanie kieruję do rodzicielki, która zaczynała wychodzić z pokoju.
– Tak, ale musiałby jechać się teraz spakować, bo o 19 wyjeżdżamy.
Mówi i wychodzi.
– To jak?
– Będę za godzinę.
Mówi całując mnie szybko ostatni raz i wychodzi z mojego pokoju. Czekałam na to tak długo...

poniedziałek, 3 lipca 2017

Rozdział 18


Nathalie

Jaka ta chemia jest nudna...Marzę tylko o tym, aby wrócić do domu i położyć się po kołdrą, z dala od ludzi...Nagle Lucy uderza mnie w ramię.
– Ała! Co ty robisz?
– Robimy razem to doświadczenie?
Pyta i na dźwięk dzwonka wstaje
– Jakie doświadczenie?
– Widać jak słuchałaś...
Śmieje się widząc moją minę
– To nie jest zabawne...mów co mamy zrobić?
– Dobrać się w pary i zrobić razem wybrane przez siebie doświadczenie.
– Powiedz, że żartujesz...
Mówię i kieruję się do szafki.
– Niestety nie, ale zobacz kto idzie...
Mówi wręcz z piskiem, a w naszym kierunku podąża osoba, której nie widzę ponieważ stoję do niej tyłem.
– Możemy porozmawiać?
Słyszę przy swoim uchu melodyjny głos osoby, której bym się tu nie spodziewała.
– Nie mamy o czym.
Mówię zamykając szafkę z hukiem.
– A ja jednak myślę, że mamy. Sorki, ale możesz zostawić nas samych?
W tym drugim zdaniu Luke zwraca się do Lucy.

– Jasne.
Oznajmia radośnie dziewczyna, a ja morduję ją wzrokiem
– To o czym chcesz rozmawiać?
– Słyszałem, że jesteś w ciąży...
Mówi cicho chłopak patrząc mi w oczy
– Calum ci powiedział?!
– Tak, ale czemu mi nie powiedziałaś, że zostanę ojcem?
Pyta patrząc mi w oczy ze złością. Zwlekam chwilę z odpowiedzią, bo co jeśli będzie mi kazał usunąć ciążę? Nie żebym jakoś specjalnie kochała to dziecko, ale w końcu ma prawo do życia.
– Nie mówiłam Ci, ponieważ to nie twoje dziecko...
– Co?! Zdradziłaś mnie?! Kiedy?! Z kim?!
Krzyczy, a oczy wszystkich kierują się na nas. Wybiegłam ze szkoły nie zwracając na NIKOGO uwagi i wraca, zapłakana do domu. Strasznie brakuje mi Lily...chciałabym, aby mnie przytuliła...Ponownie próbuję się do niej dodzwonić...

Lily

Wychodzę z klasy i zaczynam szukać dziewczyn, w końcu trzeba odnowić stare stosunki, o ile to możliwe. Starałam się dziś wszystkich unikać i jak to możliwe gadać na wszystkich lekcjach z Ashley. Widzę je! Chcę do nich podejść ale Ash popycha mnie w stronę innego korytarza.
 – O co ci chodzi.
Okej to już jest dziwne.
– Nie ważne po prostu chodź za mną!
Idę za nią co jest mega dziwne, bo "śledzimy" Sophie i Jess.
– Czemu śledzimy moje przyjaciółki?
Oczywiście nie mogę liczyć na odpowiedź bo wchodzimy do łazienki dla dziewczyn i Ashley zamyka nas w jednej z kabin, czy to się już podlicza jako próba gwałtu? Siedzimy już tak dłuższą chwilę gdy do łazienki wchodzą Soph i Jess.
– Rozmawiałam dziś z Chrisem. Napisał mi, że ma wolną chatę i czy chcę do niego wpaść.
O co tutaj chodzi?
– Nie wiem jak on mógł tyle wytrzymać z tą cnotką, nawet jej młodsza siostra zaliczyła już tego Luke'a.
Czyli tylko udawały moje przyjaciółki i za pewne Chris i Jess byli w "kontakcie" jak jeszcze z nim chodziłam. Przeczekujemy z Ash ich wyjście po czym wybieramy się wspólnie do kawiarni i chyba czas szczerze pogadać.
 – Skąd.. skąd wiedziałaś?
 – Że to podłe siksy? Od dawna, ale nie miałam dowodów by ich zdemaskować, teraz słyszałam na przerwie, że w toalecie powie coś ważnego Sophi.
 – Czemu to robisz? Wiesz nie pałaliśmy do siebie miłością.
 – Bo cię...polubiłam.
– Może chcesz wyjść dzisiaj do klubu?
– A będzie może Daren?
– Może uda mi się go wyciągnąć
 – To o dwudziestej pod klubem Cosmo?
 Tylko grzecznie mi tam z Darenem.

Godzina 19:40

Okej, ostatnie poprawki i możemy wychodzić, Daren od razu mówił, że będzie pił i na jego pomoc nie mamy co liczyć z podwózką. Po paru minutach widzę czekającą na nas Ashley. Muszę przyznać, że obie wyglądamy do schrupania:











 











– No muszę przyznać dziewczyny, będę o obie zazdrosny. 
Na mnie ta uwaga nie zrobiła wrażenia, ale Ashley zarumieniła się na tą uwagę. Po wejściu do klubu od razy poszliśmy do baru zamówić drinki na orzeźwienie, gdy chce go wypić, mój telefon zaczyna dzwonić. Cholera! Chyba zacznę go zostawiać w domu, Nathalie...czy ona nie ma życia prywatnego. 
– Zaraz wracam.
Odchodzę tam gdzie mniej słychać muzyki i do niej oddzwaniam.

– Luke był u mnie dzisiaj w szkole
Mówi zapłakana.
– I to tyle? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?!
– I wróć do domu...tęsknię...
– Jasne żeby znowu było wszystko na mnie?        
– Nic nie jest na ciebie. Mama zapomniała, a ja cię potrzebuję...
Mówi nadal płacząc
– Nie Nathalie, i tak miałam się wyprowadzić, to tylko przyspieszyło przeprowadzkę, i czemu teraz do mnie dzwonisz? Po tygodniu, kiedy znowu się coś u ciebie dzieje to Lily mi pomoże!?
– Dzwoniłam wcześniej!
– Po kilku dniach od mojego zniknięcia. Przepraszam, ale teraz nie jestem jeszcze gotowa by zapomnieć, pa Nath.
Wracam do przyjaciół i bawimy się przez resztę wieczoru, a po dwóch godzinach wracamy do mnie w trójkę i jak to Daren stwierdził, skoro to był nasz pierwszy wypad gdzieś razem to trzeba uwiecznić tą chwile. Pobiegłam do mojego pokoju i wzięłam mój aparat "natychmiastowy" i po tym Daren poszedł odprowadzić Ashley a ja poszłam spać.

Nathalie

Po skończonej rozmowie rzucam telefonem o fotel i zaczynam płakać jak małe dziecko. Gdy trochę się uspokajam dzwonię do Lucy, a ta gwarantuje, że będzie u mnie niedługo. Ja przebieram się w piżamę i otwieram laptopa w celu napisania do Alexa. Niestety. Pech chce, że laptop rozładował się, a ja nie wiem gdzie jest ładowarka. Schodzę na dół. Niestety nikt nie raczył mnie poinformować, że tego wieczoru odbędzie się spotkanie mojej mamy z jej znajomymi.Oczywiście gdy pojawiam się na dole wszystkie oczy kierują się na mnie. Ciekawe dlaczego. Bo mam na sobie piżamę? Ludzie jestem u siebie. Nie zwracając na nikogo uwagi udaję się do kuchni. Biorę z niej popcorn, czekoladę, oraz wino, po czym wychodzę z kuchni i kieruję się na górę. Na schodach zatrzymuje mnie głos mamy.
– Nathalie możesz chwilę poczekać?
Pyta, a ja zrezygnowana podążam na dół.
– Tak?
Na moich ustach pojawia się sztuczny uśmiech.
– To jest moja przyjaciółka Sylvia
– Ymmm...dobry wieczór?
– Dobry wieczór
Odpowiada mi pogodnie kobieta.
– A to jej syn Leo.
Ty razem mama pokazuje na chłopaka, który ma, według mnie, 19 lat.
– Może posiedzi z tobą i Lucy w pokoju, bo tu i tak się nudzi
Mówi zadowolona mama, a ja tylko kieruję się do pokoju, chłopak udaje się za mną.
– Napijesz się wina?
Pytam po chwili ciszy.
– Pewnie.
Odpowiada chłopak ze szczerym uśmiechem.
– Nathalie jestem tak w ogóle, ale wszyscy mówią mi Nath.
Mówię podając chłopakowi wino
– Leo.
Uśmiecha się po raz kolejny tego wieczoru, a w tym samym momencie do mojego pokoju wpada Lucy.
– Jestem! Sorry za...hej?
– To jest Leo, syn koleżanki mojej mamy.
Mówię zadowolona.
– Hej, Lucy jestem.
Widzę, że dziewczynie świecą się oczy, więc postanawiam ich zostawić.
– Poczekacie? Ja zadzwonię do Alexa.
Nie słyszę odpowiedzi, więc biorę telefon i wyjmuję szybko jednego papierosa, po czym wychodzę na balkon i odpalając papierosa próbuję dobić się do przyjaciela. Jednak wszystko na marne. Gdy wracam do pokoju na łóżku zauważam kartkę

Leo musiał już iść, a ja jadę do szpitala.
Katherine RODZI!

Katherine to jej 21-letnia siostra. No i znowu jestem sama. Super. Kładę się spać, bo mam na jutro plan.

Lily

Następnego dnia

Chowam swoje rzeczy i mam zamiar opuścić salę, gdy Jorge wchodzi do niej i zamyka mi drzwi przed nosem.
 – Dzień dobry, ale my nie mamy teraz ze sobą lekcji.
 – Wiem, widziałem twoją siostrę przed uczelnią i chyba na ciebie czeka.
 – Nie wiem po co skoro wszystko sobie wyjaśniłyśmy, a co robiła?
 – To nie moja sprawa, ale paliła jeśli o to ci chodziło
 – Wiedziałam, cholerna egoistka
Nic już nie mówiąc idę pod uczelnie i podglądając jeszcze przez okno widzę ją z jej przyjacielem i oczywiście papierosem w ręku.

Nathalie

Rano

Po śniadaniu wychodzę z domu i podążam przed uczelnię Lily. Muszę z nią porozmawiać. Idzie ze mną Alex, który rano do mnie oddzwonił i przepraszał. Jak to on. Pozwala mi na wszystko. Przy nim mogę być po prostu sobą, więc wyjmuję papierosa i odpalam go. Po 5 minutach jesteśmy na miejscu. Czekamy chwilę, ale nagle słyszę znajomy głos, więc szybko gaszę resztkę papierosa.
– Miałaś z tym skończyć
– Myślisz, że tak łatwo jest zerwać z nałogiem? Z resztą ja nie po to tu jestem. Proszę wróć do domu...
– Przecież ci mówiłam już tam nie wrócę! I przez telefon powiedziałaś, że mama już zapomniała, o co ci wtedy chodziło? 
– Ale mama już zapomniała o złości na ciebie...
– Złości się na mnie?!
– No już nie. Chodziło o to jak się napiłam i wylądowałam w szpitalu, a mama cię obwiniała... Zresztą rób co chcesz.
Odeszłam łapiąc Alexa za rękę, ale po chwili rozpłakałam się.

Lily

Jak zawsze wszystko moja wina, czemu ja zawsze muszę być ta gorsza. Wracam na uczelnie i zamykam się w damskiej toalecie, napiszę tylko do Ashley, że jestem tutaj.
Po posłuchaniu piosenek na uspokojenie, spoglądam na telefon i widzę, że jestem spóźniona na lekcje Jorge! Kurde, miała być dzisiaj ostatnia kartkówka w tym roku. Szybko przemywam twarz wodą, super nie zdążę poprawić makijażu, wychodzę z łazienki i idę do sali.
– Przepraszam, za spóźnienie
Szybko idę do Ashley z głową spuszczoną w dół i zaczynam przepisywać pytania z tablicy na kartkę. Nie mogę się skupić przez to wszystko, tylko żeby mi to nie pogorszyło oceny końcowej, no nic już nie wymyślę. Wstaje i kładę pustą kartkę i z powrotem siadam na swoje miejsce. Chyba nic się nie stanie jak położę się na moment.
– Lily....Lily obudź się.
Czyżbym znowu usnęła, otwieram oczy i widzę pochylającego się nade mną Jorge, rozglądam się po klasie ale jesteśmy tu sami, patrzę na zegar i widzę, że jest już dawno po zajęciach.
– Już tak późno?!
– Co się tam wydarzyło? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
– Nic, to co zwykle...Dowiedziałam się od mojej siostry, że matka obwiniała mnie za wylądowanie Nathalie w szpitalu a moja ukochana siostra chce odegrać rolę tej uroczej i chce mnie namówić na powrót do domu.
– Skąd wiesz, że nie mówi tego szczerze?
– No nie wiem, może dlatego, że matka jej na wszystko pozwala! I przez to ma wodę zamiast mózgu!
Chce schować wszystkie swoje rzeczy gdy w torebce zauważam moje zdjęcie zrobione wczoraj, na taki widok aż warto się uśmiechnąć.
– Nie wiedziałem, że przyjaźnisz się z Ashley. – Odrywam wzrok od zdjęcia i przenoszę go na Jorge który przygląda się zdjęciu.
– Pomogła mi chociaż wcale nie musiała.
– Nie chce brzmieć jakoś dziwnie, ale wyszłaś pięknie na tym zdjęciu
Podnoszę wzrok na niego, a on w tym czasie zaczyna się przybliżać chociaż widać, jakby walczył z tym. Czy powinnam go zatrzymać? Czy mieć gdzieś prawo i poddać się swoim uczuciom?

niedziela, 25 czerwca 2017

Rozdział 17


Nathalie

Po tygodniu wychodzę ze szpitala. Na jednym z chodników zauważam chłopaka wyglądającego jak Calum...ale to nie możliwe...Przecież oni są w trasie....Niepewnie podchodzę do chłopaka i mówię niepewnie.
Calum?
Chłopak odwraca się niepewnie
Calum!
Wołam tuląc go mocno.
Hej młoda! Co u ciebie?
Co u mnie? Ja powinnam zapytać o to ciebie, czemu nie w trasie?
Skończyliśmy szybciej tą trasę, bo się pożarliśmy. A ty w końcu powiesz co u ciebie?
Dobra, ale chodź do parku
Mówię pokazując na miejsce. Ruszamy. Po chwili chłopak siada na ławce.
Powiesz?
Pyta pokazując na miejsce obok siebie. Siadam obok niego i zaczynam niepewnie.
Bo ja byłam w szpitalu..
Co się stało?!
Papierosy i alkohol...
Luke mówił, że wcześniej też paliłaś.
Nie dał mi dokończyć
Ale teraz jestem w ciąży!
Wykrzyczałam, ale po chwili także rozpłakałam
–CO? Z kim?
Oczy prawie wyleciały mu z oczodołów
Z Luke'iem....
Mówię cicho
–On wie?
–Nie i nie ma się dowiedzieć, chcę wychować je sama, bez niego i jego pieprzonych pieniędzy, proszę nie mów mu nic...
Nathalie...
Proszę...
Nie powiem...
Dalsza część rozmowy przebiegła lepiej, a pół godziny już się śmiejemy. Do domu wracam o 20. Zauważam, że nie ma Lily. Próbuję się do niej dodzwonić, ale na marne.

Lily

Ten tydzień minął mi bardzo szybko, chociaż wcale się nie dziwię jak leżałam w łóżku lub przepisywałam notatki Ashley. Polubiłam tą dziewczynę, mimo iż ma inne upodobania to można się z nią zaprzyjaźnić, a co do telefonu to go wyłączyłam nie chce teraz z nikim rozmawiać, Ashley też prosiłam by na uczelni nie mówiła nikomu gdzie teraz przebywam, chociaż z tego co mi mówiła tylko nasz wychowawca pytał się raz czy ktoś ma ze mną kontakt. W tym momencie pakuje wszystkie rzeczy które ze sobą miałam na ten tydzień, Daren zaproponował mi żebym zamieszkała z nim, ma jeden wolny pokój i wyszło by taniej, a ja od jutra zaczynam pracować po wykładach w centrum handlowym w sklepie odzieżowym, i wracam jutro na uczelnie i do domu trzeba wyrwać się z tego kokonu wreszcie.
  Na pewno nie chcesz zostać jeszcze?
 – Nie Ash, ale jak chcesz możesz zawsze przyjść do mnie. – Biorę resztę moich rzeczy i kieruje się do samochodu Darena który chyba odpuścił Ashley, i normalnie rozmawia z dziewczyną.
 – Możemy wpaść jeszcze do twojego domu, bo nie chce mi się tak w kółko latać. – Przystaję na ten pomysł i żegnam się jeszcze tylko z Ash po czym wsiadam do samochodu i od razu ruszamy. 
– Widziałam jak dobrze rozmawiało ci się z Ashley. – Chyba się spiął bo, wyprostował się i zaczął się bardziej skupiać na drodze. 
– Nie mam pojęcia co ty już wymyśliłaś sobie w tej główce, ale zacząłem ją tolerować tylko dla tego, że zachowała się lepiej niż twoja matka.
Auć, chociaż ma trochę racji. Może dla tego wolę teraz pojechać zabrać moje rzeczy, bo moja matka jest teraz w pracy a Nathalie w szkole i nie chce ich widzieć. Po dziesięciu minutach wchodzę do mojego pokoju, przepraszam dawnego pokoju i zaczynam pakować swoje rzeczy w kartony, po chwili Daren dołącza do mnie żeby poszło szybciej chociaż nie jestem pewna co do tego szybciej jak ciągle pcha te swoje łapska w moją bieliznę!
  –To był ostatni karton, że to wszystko zmieściło się w bagażniku.
 – Ja tam się wcale bym nie zdziwił gdyby się nie zmieściło, no co się tak gapisz jesteś przecież dziewczyną.
 –Planujesz gdzieś wyjechać na wakacje?
 –Pewnie na dwa tygodnie gdzieś , a co?
 –Nic tak pytam, bo wakacje już za prawie nie całe trzy tygodnie.
 –Spokojnie, jak ja pojadę na te dwa tygodnie to będziesz miała całą chatę dla siebie, tylko chce mieć u siebie czysto w pokoju.
 –O czym ty do mnie mówisz?
 –No o tobie i twoim osobistym profesorze.
 –Tobie to tylko coś powiedzieć! – Zapomniałam wspomnieć, że powiedziałam jemu o naszym krótkim romansie z Jorge u jego w domu, a on już zaczyna pytać kiedy znowu się spotkamy.
Włączam telefon i zauważam kilka nieodebranych połączeń od Nathalie, teraz sobie o mnie przypomniała. – Długo jeszcze będziemy jechać?
  – Chyba nie chcesz teraz mnie o to ciągle pytać jak osioł ze shreka? Będziemy za jakiś moment.
Po chwili mogę spokojnie wysiąść z auta i wziąć ze sobą kilka rzeczy z bagażnika, a resztę zostawię Darenowi do wzięcia. Cały dzień będę rozpakowywać i układać swoje rzeczy i cieszy mnie to, że w drzwiach od mojego pokoju jest zamek czyli odrobina prywatności przed Darenem.

środa, 14 czerwca 2017

Rozdział 16



Lily

Wchodzę do salonu i widzę Jorge z kieliszkiem a na stole do połowy pełna butelka wina, ciężki dzień widzę.
-To.. gdzie będę spać?
-Zaprowadzę cię
Wchodzimy na górę i ręką wskazuje drzwi do pokoju gościnnego, coś mi nie pasuje w Jorge jest przygaszony.
-Wszystko okej? Bo nie wyglądasz za dobrze
-Jestem po prostu odrobinę zmęczony, gdyby coś jestem w pokoju obok, dobranoc
-Dobranoc
Wchodzę do pokoju i pierwsze co widzę to bardzo duże łóżko, nie rozglądając się zbytnio od razu rzucam się na nie i mogę stwierdzić że jest wygodniejsze od mojego, przykrywam się kołdrą i po paru minutach zasypiam.

Ranek

Chcę się przekręcić na bok ale coś ciężkiego umożliwia mi to, odwracam głowę i widzę śpiącego Jorge który jedną dłonią przetrzymuje mnie w pasie. Tylko jak do cholery on się tu znalazł?!
-Jorge!
Nic nadal śpi, jeśli myśli że pójdę po zimną wodę i go obleje to się grubo myli, odwracam się przodem do niego i prawą ręką strzelam w jego policzek, szybko się obudził.
-Oszalałaś!?
-Ja?! To nie ja przepraszam bardzo wchodzę do łóżka gdzie ktoś śpi!
-Przecież to jest mój pokój, ty miałaś spać w gościnnym
-Co? Przecież wskazałeś mi ten pokój
-To nie możliwe
Przez chwilę każdy patrzy się w sufit i zapewne rozmyśla czyja to wina, chociaż to jest trochę śmieszne bo pewnie Jorge wypił o jeden kieliszek za dużo i pomylił swój pokój z gościnnym, nie mogę się powstrzymać z wstrzymaniem śmiechu.
-Z czego rżysz?
-Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać. Jak można pomylić pokoje?
-Widocznie można
Śmieje się jeszcze z niego a ten zamyka mi buzię ręką, okej?
-Nigdy ci tego nie mówiłem ale masz piękne oczy
-Yyy...Dziękuje?
Czemu on się tak przysuwa? Przecież on jest moim profesorem, nie jestem w stanie dłużej myśleć bo Jorge zamyka mi usta swoimi, czemu on musi tak dobrze całować? Ale my nie możemy.
-Jorge nie powinieneś tego robić
Szybko zrywam się z łóżka i biegnę do łazienki, im dłużej tu będę to tym gorzej dla nas obojga.
Po trzydziestu minutach schodzę ubrana i w grobowej ciszy udajemy się do jego samochodu, gdyby nie to że nie znam drogi wróciłabym sama do domu, tylko jak teraz będziemy się zachowywać na zajęciach? Z nim został mi ten i następny rok, to się wkopałam. Muszę się komuś wygadać, wiem że to raczej do damskich pogaduszek podchodzi, ale najbardziej ufam Darrenowi z dziewczynami jakoś strasznie pogorszył mi się kontakt od wycieczki. Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy do mojego domu ale to nie była zbyt długa droga, czyli najpewniej Jorge mieszka dosyć blisko mnie ale za pewne to się zmieni bo niedługo się stąd wyprowadzam.
-Dziękuje za nocleg, cześć
-Na razie
Wchodzę do domu i nawet się z nikim nie witam tylko od razu wchodzę do swojego pokoju, biorę rzeczy do przebrania i idę do łazienki. Czynności łazienkowe zajmują mi trzydzieści minut, wracam do pokoju i chcę się rzucić na łóżko ale duży karton uniemożliwia mi to. Przecież schowałam go na miejsce. Tylko jedna osoba mogła go ruszać i nawet ciąża jej nie uchroni! 

Nathalie

Leżę na łóżku gdy nagle do mojego pokoju wpada Lily.
-O hej! Wróciłaś! Martwiłam si...
Nie dane mi jest dokończyć
-Czy ja ci grzebię w twoich rzeczach!?
-Szukałam tylko słuchawek...
Mówię cicho trzymając się za brzuch
-Super! To mogłaś wziąć moje
-Lily...
W moich oczach zbierają się łzy.
-To że jesteś w ciąży nie oznacza że mam być dla ciebie ciągle miła!
Słowa Lily zabolały mnie na tyle, że wybiegam z domu nie kontrolując płaczu.Biegnę do dobrze znanej ruiny i odpalam papierosa. Jednego po drugim. Po chwili widzę także jak zbiera się moja paczka na piwku. Nie protestuję.Po chwili przed moimi oczami panuje ciemność.

Lily

Jeszcze paręnaście minut i całkowicie się ściemni a Nath jeszcze nie wróciła do domu, chyba pójdę jej poszukać. Chodzę po tym parku jak głupia, odwracam się we wszystkie strony i nic. Świetnie! Mojej siostry nie udało mi się znaleźć, ale Jorge znajdzie się wszędzie, chociaż co mi szkodzi zapytać.
Podchodzę do niego i od razu widzę że biegał, po słuchawkach i dresie, no nic.
-Hej Jorge
-Cześć, nie sądziłem że podejdziesz po tym co..
-Długo już tu biegasz?
-Jakieś pół godziny, a co?
-Nie widziałeś przypadkiem brunetki, ciemne oczy i w białej bluzie?
-Nie a kto to?
-Pokłóciłam się z moją siostrą a ona wyszła z domu i nadal nie wróciła
-Pomóc ci szukać?
Chcę przystać na tą propozycję ale nagle dostaje olśnienia.
-Już wiem gdzie może być! Szybko!
Biegniemy do ruiny budynku i zaczynam wołać Nath i szukać jej po całym budynku, nagle widzę ją leżącą na ziemi, wołam Jorge i każe mu dzwonić na pogotowie.
-Czuje od niej papierosy i alkohol, czy ona nie jest w ciąży?
-Właśnie jest i w ogóle nie pomyślała o dziecku pijąc i paląc

Pół godziny później

Siedzę z Jorge w poczekalni i czekamy na moją i Nathalie mamę, Jorge powiedział że zostanie ze mną do momentu przyjazdu mamy. Po chwili widzę ją biegnącą w naszą stronę.
-Lily! Co jest z Nathalie i kto to jest?
-Lekarz nie powiedział mi co z nią, tylko kazał ci pójść do jego gabinetu, a to jest mój profesor który zaoferował swoją pomoc w szukaniu Nath jak byłam w parku
-Dobrze idę porozmawiać z tym lekarzem
Z powrotem usiedliśmy na krzesła i zobaczyłam jak mama wchodzi przez gabinet do sali Nath i sobie przypomniałam, że mama zapewne dowiedziała się o ciąży od lekarza.
-Kurwa
-Co?
-Coś czuje że lekarz powiedział matce o ciąży
-Chyba nie zamierzałyście przed nią ukrywać brzucha?
-Nie, ale to nie tak miało wyglądać
Nic już nie mówię, bo z sali wychodzi mama dosyć mocno wkurzona, ale wcale się jej nie dziwie.
-Nathalie mi wszystko powiedziała! Jak mogłaś doprowadzić ją do takiego stanu podczas ciąży?
-Czyli teraz to moja wina tak? To że jest w ciąży nie znaczy że mam jej wszystko darować! Aha i wkurzasz się na mnie, a że twoja córeczka zaszła w ciąże i nic ci nie powiedziała to nic?
-Ją przynajmniej planowałam mieć!
Co? Czyli byłam głupią wpadką? Za pewne nie raz planowała zrobić aborcje na mnie, to nie jest fajne uczucie kiedy czujesz się jak bezwartościowy śmieć.
-Myślę że Pani przesadziła
-To nie Pańska sprawa, może Pan już sobie iść żegnam
-To też już nie moja sprawa
Szybko biegnę do domu nie przejmując się w ogóle że za pewne wyglądam jak wywłoka z pod ciemnej gwiazdy, ale nie chce dłużej mieszkać z tą walniętą rodziną nawet jeżeli musiałabym spać pod mostem to i tak byłoby to lepsze. Wchodzę do mojego pokoju i biorę walizkę po czym pakuje moje rzeczy,  które oczywiście się wszystkie nie zmieszczą, ale chwilowo mnie to nic nie obchodzi.
Dzwonię do Darena z zamiarem noclegu u niego.
-Halo?
-Daren, mogę u ciebie kilka nocy przenocować?
-Coś się stało? Nie ma mnie w tej chwili w Atlancie ale wracam za dwa dni masz na ten czas gdzie zamieszkać?
-Spokojnie dam radę
-Trzymaj się Lilka i jak wrócę chcę wszystko wiedzieć pa!
Rozłączam się i siadam na ławce w parku, kurde jest dwudziesta trzecia, a ciemno jakby była co najmniej druga nad ranem. Czuje czyjąś rękę na swoim ramieniu i modlę się żeby to była przyjazna osoba. Odwracam się i widzę przysiadającą się do mnie Ashley.
-Co ty tu robisz?
-Mogę to samo zapytać ciebie w szczególności że to ty siedzisz z walizkami
-Nie mogłam dłużej mieszkać z matką, przynajmniej po tym jak powiedziała mi że byłam tylko głupią wpadką
-Czyli to samo co mi
-Co? Twoja matka też tak powiedziała?
-Nie raz i z zresztą ojciec też
-Trochę cię rozumiem, chociaż planowałam się zemścić za odbicie mojego eks to teraz czuje że dobrze zrobiłam nie mszcząc się i przepraszam za policzek
-Należało mi się, może chciałabyś na ten czas zamieszkać u mnie? Rodziców nie ma wyjechali na tydzień
-Dziękuję, że jesteś chociaż nie musisz
Wstajemy z ławki, biorę swoje walizki i kieruje się do domu Ashley, nie mogę powiedzieć że ją polubiłam, ale zawdzięczam jej dużo, bo gdyby nie ona mogłabym skończyć jako żywy towar na przykład za granicą.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rozdział 15


Nathalie

Rano

Po otworzeniu powiek stwierdzam, że jest dziś ten dzień, dzień w którym zbiorę się i wrócę do szkoły. Po wstaniu łóżka wykonuję wszystkie niezbędne czynności, biorę torbę i podążam na dół. Lily nie ma już w domu, ponieważ zaczynała zajęcia godzinę szybciej niż ja. Szybko wypijam herbatę i biegnę na autobus. Po 15 minutach wchodzę do szkoły. oczywiście oczy wszystkich skupione są na mojej osobie jednak ja nie przejmując się tym idę do mojej przyjaciółki Lucy. Ona bez słowa przytula mnie zapewniając, że będzie dobrze.

Godzina 17:30

Wszystkie lekcje minęły mi spokojnie, więc miałam trochę siły by pojechać na uczelnię Lily. Wsiadam do odpowiedniego autobusu i już  po chwili jestem na miejscu. Wchodzę do wielkiego budynku i udaję się w miejsce gdzie zwykle przesiaduje moja siostra. Po drodze zaczepia mnie jakiś chłopak.
-Cześć co tu robisz?
Pyta układając usta na kształt uśmiechu
-Aktualnie to idę do siostry.
odpowiadam wymijając go
-Tak? A jak siostra ma na imię?
-Lily.
-Ta Lily?
-Nie wiem o jakiej Lily mówisz, więc nie wiem co ci odpowiedzieć.
Zostawiam chłopaka, a już po chwili siedzę z siostrą na schodach
-Hej Lily, co to za chłopak?
Pytam pokazując na mojego poprzedniego rozmówcę
-A co? Zrobił Ci coś?
Pyta z troską
-Nie, ale zagadywał.
Odpowiadam zdziwiona jej reakcją.

Lily

Po odbywaniu kozy wychodzę z budynku i siadam na schodkach czekając na Nathalie, bo oznajmiła, że odwiedzi mnie i razem wrócimy do domu. Widzę jak już zmierza w moim kierunku lecz mój były Jack zatrzymuje ją i chyba podrywa, Nathalie nic z tego sobie nie robiąc olewa go i przysiada się do mnie, po czym po pięciu minutach siedzenia ruszamy do domu. Upewniając się że Nathalie jest u siebie wyciągam średniej wielkości pudełko trochę zakurzone ale nic, siadam na łóżku i otwieram moje pamiątki związane z Jack'em, tak byłam z nim rok temu za nim poznałam Chrisa, ale okazało się że od naszego chodzenia zdążył już przelecieć kilkoro dziewczyn w tym i Ashley, jakoś odechciało mi się chwilowo na niej mścić, ale na pewno później to zrobię nie daruje jej tym razem. W pudełku znajdują się zdjęcia, prezenty od niego ale jakoś nie mogłam tego wyrzucić, ale dobrze że Nathalie odrzuciła jego zaloty, dziwne by było gdyby po tym wszystkim zaczęła się umawiać.
Chowając wszystko zauważyłam na biurku moje wypracowanie z angielskiego które muszę oddać żeby podwyższyć sobie ocenę o pięć, tak zgadza się mam szansę na pięć! Szybko patrzę na zegarek, jest osiemnasta a miałam to oddać dzisiaj no, szlag by to trafił ale może Jorge został dziś dłużej na uczelni. Szybko chowam potrzebne rzeczy do torebki i biegnę na uczelnie, po dziesięciu minutach wchodzę do środka i pytam się sprzątaczek czy Pan Jorge jeszcze jest u siebie w gabinecie a jedna powiedziała że widziała jak wychodził a druga że kręcił się tu jeszcze, weź tu się do gadaj! Biegnę jak głupia do jego gabinetu ale jest zamknięty, świetnie teraz to już po ptakach, wychodzę z budynku i zmierzam do domu.
-Lily!
Odwracam się i widzę biegnącego Jorge w moją stronę, czyli cuda jeszcze się zdarzają.
-Słyszałem od sprzątaczek że szukasz mnie, czyżby chodziło o te wypracowanie?
-Tak, skąd wiesz?
-Bo trzymasz je w ręku, mogę?
-Tak, ale przynajmniej je oddałam w umówionym terminie
-Fartem moja droga, to był czysty fart
-Będę je miała ocenione na poniedziałek?
-Jak dostaniesz piątkę to ci powiem, a jak nie to czwórka na koniec
Chcę zejść ze schodów ale nagle mój obcas postanawia za żartować ze mnie i łamię się a ja lecę jak długa turlając się parę razy po schodach, po prostu świetnie!
-Matko boska Lily żyjesz?
-Niestety ale tak
-Przestań, boli cię coś?
-Trochę ręka i plecy
Próbuje wstać lecz Jorge bierze mnie na ręce i kieruję się do swojego samochodu, nie wiedziałam że z niego taki dżentelmen.
-Gdzie jedziemy? Bo chyba nie do szpitala?
-Gdybyśmy mieli jechać do szpitala to tylko się dowiedzieć co jest dokładnie nie tak z twoją głową, jedziemy do mnie
-To nie było śmieszne
Okej może i było trochę ale muszę udawać że mnie to ruszyło bo, bo tak.
Przez całą drogę patrzyłam na krajobrazy za oknem a ten debil jeszcze się ze mnie pod nosem śmiał, no po prostu debil. Zatrzymuję się przed dużym domem po czym wychodzi z samochodu i otwiera drzwi od strony pasażera.
-Dasz radę, czy mam ci pomóc?
-Zabrzmiało trochę jak groźba, ale dam radę
Wychodzę z samochodu i zdejmuję moje szpilki, i tak już z nich nic nie będzie, idę za Jorge w stronę jego domu i muszę przyznać ale jest tu bardzo czysto jak na faceta.
-Usiądź a ja zobaczę rękę i plecy
-Ale mogłeś mnie zawieść do domu tam też mogłam się opatrzeć
-Proszę
Z oporem ale podwijam lekko moją bluzkę do góry by mógł zobaczyć moje plecy.
-I jak?
-Lekko zaczerwienione tylko a ręka?
-Mniej już boli
-Jak na taki upadek to wyszłaś praktycznie bez szwanku
-Mocne geny, ale skoro już tu jestem to może teraz sprawdzisz moją pracę, proszę.
-Nie dasz człowiekowi odpocząć co? Za moment wracam, chcesz coś do picia?
-Nie, dziękuje
Po pięciu minutach wraca z moją pracą, siada koło mnie i zaczyna czytać a ja chyba się zdążę przespać bo mało to ja nie napisałam w tym referacie.

2 godziny później

-Lily, Lily obudź się
-Yhym, jeszcze chwilę
-Sprawdziłem twoją pracę, dostałaś trzy
-Co!?
-Żartuje, piątka
-Dużo spałam i chrapałam?
-Nie ale ktoś dzwonił do ciebie
-Osz cholera chyba już wiem kto
Szybko sprawdzam telefon i widzę nieodebrane połączenia od mamy i Nathalie, może odpiszę że telefon mi się rozładował i zostaję na noc u koleżanki tylko czy Jorge pozwoli mi u siebie przenocować?
-Jorge, bo jest dwudziesta pierwsza ile czasu się jedzie z stąd do mnie?
-Dziś już nigdzie nie pojadę bo piłem półtorej godziny temu a samej cię nie puszczę
-To co mam odpisać?
-Nie wiem, że nocujesz u znajomej tylko nie pisz że u swojego wychowawcy bo nie chcę mieć problemów w pracy
Szybko odpisuje mamie i poszukuje wzrokiem Jorge który gdzieś zniknął, poczekam lepiej tutaj.
Po chwili wraca do mnie z ręcznikiem i swoimi ubraniami, które rzuca we mnie, rozsiada się na kanapie i luzuje krawat.
-No co?
-Nie nic, gdzie jest łazienka?
-Proszę i na lewo, czuj się jak u siebie
Idę wskazaną drogą i odnajduję szukane pomieszczenie, wnętrze jest piękne jakby było robione pod mój gust a najlepszą rzeczą jest duża wanna która prosi się o długie siedzenie w niej ale niestety nie tym razem. Zdejmuje z siebie ubranie i patrzę jakie ubranie mi przyszykował, okej jest duży t-shirt a gdzie reszta? Świetnie mam paradować przy nim w bluzce i majtkach, na bank to uknuł. Wchodzę pod prysznic, biorę szampon w dłoń i zaczynam się nim cała wycierać, po dwudziestu minutach jestem cała wytarta i z lekkim wahaniem zakładam na siebie koszulkę Jorge, która jest cała przepełniona jego zapachem, dobra Lily ruszamy.

Nathalie

Od godziny próbuję znaleźć słuchawki. Nigdzie w moim pokoju ich nie ma, więc idę poszukać do pokoju Lily, najwyżej nie znajdę. Pukam, nikt nie odpowiada, więc wchodzę. Rozglądam się, ale na pierwszy rzut oka ich nie ma. Po chwili dostrzegam pudełko na szafie. Zdejmuję je i z zaciekawieniem otwieram. Gdy widzę w środku te wszystkie wspomnienia wracają. Przecież on kiedyś tu chodził! TO ON! Ten chłopak ze szkoły Lily! wyjmując kolejne rzeczy dostrzegam swoje słuchawki, więc chowam te wszystkie ''pamiątki'' (?) i wychodzę z pomieszczenia. Schodzę na dół. U mamy znowu jest ten typek. Wzdycham cicho i przechodzę obok nich.
-Nathalie, zaraz będzie kolacja
Mówi cicho mama
-Nie jestem głodna
Odpowiadam ubierając buty po czym wychodzę z domu. Nadal nie dociera do mnie, że mój ojciec umarł tak nie dawno, bo tylko 2 lata temu, a moja matka już ma innego...Nim się spostrzegłam jestem pod ruiną. Tak tą samą w której przebywałam przed wyjazdem w trasę. Otwieram potężne drzwi i wchodzę do środka. Unosi się tam smród papierosów po chwili muszę wyjść gdyż robi mi się słabo. Wolnym spacerkiem wracam do domu. Gdy jestem na miejscu idę od razu do pokoju, w którym się zamykam.

piątek, 26 maja 2017

Rozdział 14


4 dni później

Lily

Nathalie jest nadal w rozsypce chociaż wcale się nie dziwię, z tego co się orientuję to moja klasa już dziś wraca z wycieczki a jutro pierwszy dzień na uczelni, przeczuwam duży opieprz jeżeli chodzi o mnie i nie powiedzenie nikomu o moim nagłym wyjeździe ale to nie tak mocno mnie martwi tylko stan Nath cały czas wymiotuje i źle się czuję a wątpię, że to grypa żołądkowa mam takie podejrzenia lecz nie chce wzbudzać paniki. Rozmawiałam też z mamą o mieszkaniu i przyjęła to dosyć dobrze chyba ten facet zaczął mieć na nią dobry wpływ bo wręcz promienieje, ale za pewne gdzieś tak za trzy miesiące mogłabym myśleć o przeprowadzce, na chwilę obecną studiuje a za tydzień zaczynam swoją pierwszą pracę w jakimś butiku a teraz czekam na Darena który oczywiście się spóźnia jak to zwykle. Chcę już do niego dzwonić ale w ostatnim momencie wchodzi do kawiarni i rzuca do mnie przepraszający uśmiech.
-Jestem ciekawa czy na mój pogrzeb też byś się tak spóźnił, cześć
-Hej, a co już go planujesz? Mam nadzieje że jestem w twoim testamencie
-Bardzo śmieszne, a teraz słuchaj moja mama zgodziła się mi pomóc jeśli chodzi o te mieszkanie
-Tak!? To świetnie kiedy mam ci pomóc w przeprowadzce?
-Spokojnie, najpierw chce zaliczyć ten rok i mieć na pierwszy czynsz czyli ujmując gdzieś tak za trzy miesiące
-Nie śmieszne, a co tam u was w domu? O której spotkania samotnych singielek?
-Weź się przymknij, aaa właśnie co tam u twojej dziewczyny co? Ach zapomniałam nie masz dziewczyny
-Nie no na poważnie pytam
-Ja się trzymam, gorzej z Nathalie po przyjeździe jakoś gorzej się czuje, wymiotuje jakaś taka nieswoja jest
-Czyżby nasz gwiazdor i twoja siostra już zdążyli zaliczyć wpadkę?
- Nie wiem później się jej spytam
I  tak o to minęło nam półtorej godziny na gadaniu o wszystkim teraz idę na poważną rozmowę z moją siostrą. Wchodzę bez pukania i tak jak przewidziałam leży w łóżku, przysiadam się do niej i zaczynam dosyć dla mnie krępującą rozmowę.
-Nath, możemy pogadać?
- Pewnie, o co chodzi?
-Nadal źle się czujesz? Chce ci się wymiotować?
-Tak, głównie jak czuje jakiś zapach jedzenia lub tak po prostu
-Oj to nie dobrze, a czy zdarzyło się coś więcej po między tobą a Arthurem?
-No wiesz, trasa i w ogóle
-Czyli tak, a nie spóźnia ci się przypadkiem okres?
-Czekaj jeżeli o to chodzi to powinnam go mieć już od dwóch dni, BOŻE LILY A JAK JESTEM W CIĄŻY?!
-Cicho nie drzyj się tak jeszcze mama niech się dowie, poczekaj niech pomyślę jeżeli do jutra będziesz miała te mdłości to kupię test ciążowy na wszelki wypadek wezmę dwa a później może pójdziemy do ginekologa jasne? A teraz idź spać jest późno dobranoc
-Dobranoc, i dziękuje Lily
-Od tego są siostry

Ranek

Okej, jestem aktualnie w drodze do mojej sali, wcześniej wpadłam do apteki po testy bo Nathalie wcale się nie poprawiło ,a teraz chce sobie palnąć w łeb bo oczywiście najpierw zrobię a później pomyślę, czemu nie mogłam ich kupić jak będę wracać tylko teraz będę się bać, że ktoś zobaczy w mojej torbie i pomyśli że to ja jestem w ciąży, chociaż to nie możliwe bo nigdy tego nie robiłam z chłopakiem  ale no nic. Po godzinie mogę spokojnie opuścić salę jakoś nikt specjalnie nie patrzył na mnie po moim zniknięciu z Hiszpanii czyli nic chyba się takiego nie stało. Nagle koło mnie staje Jorge z dosyć wkurzoną miną i to raczej nie wróży nic dobrego dla mnie.
-Do mojego gabinetu, teraz
Czego się nie robi dla rodziny ale no nic cza ponieść konsekwencje swoich działań tylko kto w tych czasach tak mówi? Ale nic teraz stoję sobie w jego gabinecie i czekam na opieprz.
-Co ci przyszło do głowy żeby wrócić do domu bez poinformowania mnie nawet kogoś innego o tym!
-Przepraszam
-Szczerze mam gdzieś te przepraszam ja normalnie odchodziłem od zmysłów na tej wycieczce! Myślałem, że cię ktoś porwał nic żadnej zostawionej  wiadomości, oczywiście kara cię nie ominie zostajesz dziś i cały miesiąc po lekcjach do siedemnastej
-CO?! Nie może Pan mi tego zrobić chociaż nie dzisiaj. Chce postawić moją torebkę na krześle lecz ta leci na podłogę rozsypując wszystkie rzeczy w tym na pierwszym planie dwa testy, ja to mam szczęście chcę to wszystko szybko pozbierać lecz za późno Jorge bierze w swoje ręce opakowanie po teście, czy ma ktoś pistolet bo ja chętnie odkupie.
-Czy ty jesteś w ciąży? Przepraszam, nie chciałem na ciebie wrzeszczeć to raczej nie jest dobre denerwować kobiety w takim stanie.
-Niech Pan nie kusi bo jeżeli przez to Pan byłby dla mnie milutki to jeszcze to przemyśle, ale to dla mojej siostry nie dla mnie
-Starsza czy młodsza?
-Młodsza, ostatnia klasa liceum dla tego ja wole raczej z tym poczekać bo później opss i wpadka
Jasna cholera czy ja mu właśnie oznajmiłam, że jestem dziewicą? Tą rozmowę możemy zaliczyć do najbardziej zażenowanych w całym moim życiu.
-Nie słyszał Pan tego ostatniego zdania
-Nie do końca rozumiem, wstydzisz się tego że nigdy jeszcze tego nie robiłaś czy swoich poglądów wobec twoich  intymnych decyzji?
-Raczej tego, że powiedziałam to Panu, to widzimy się po czternastej?
- Tak do zobaczenia
Po sześciu godzinach przeglądam jakieś wiadomości i myślę co powinnam zabrać ze sobą na jutrzejsze przesiadywanie po lekcjach przez cały okrągły miesiąc, lecz poduszka i jakaś muzyka to da się przeżyć. Nie wiem czy to z przegrzania i że słońce tak świeci na mnie przez okna czy ja taka cały czas byłam bo nie wiem jak mogłam pomyśleć, że Jorge wygląda seksownie w tym garniturze i przy zwykłym sprawdzaniu prac. Ale skoro aż tak zależało mu na moim towarzystwie tutaj to czemuż to nie miałabym tego wykorzystać. Podchodzę do jego biurka i siadam na skrawku przyciągając jego uwagę, uśmiecham się do niego i wyrywam mu kartkę z dłoni po czym sama patrzę co to jest i akurat fartem trafiłam na moją pracę, cztery z plusem no nieźle lecz szybko to mija bo Jorge odbiera mi kartę.
-Jeszcze chwila a obniżę ci to, i co to całe przedstawienie ma znaczyć?
-Proszę Pana mogę już sobie pójść? Tak strasznie mi się nudzi
-Trzeba było o tym pomyśleć jak pakowałaś się do samolotu
-No, ale to była sytuacja kryzysowa, a poza tym to trwało jakieś dwa tygodnie nie cały miesiąc
-Przynajmniej na następny raz będziesz bardziej rozsądna
-Ale z Pana sknera, szkoda mi twojego rodzeństwa jeżeli masz oczywiście.
-Tak się składa, że też mam młodszego brata który już jest ojcem, więc wiem jak to jest
-Naprawdę?! Czyli masz już siostrzeńca lub siostrzenicę, słodko pewnie wyglądasz z dzieckiem, to znaczy nie bierz tego na poważnie
-A umiesz być poważna w ogóle?
-Jak każdy, tylko teraz nie specjalnie, a ile miał twój brat gdy został ojcem?
-Jakieś siedemnaście, teraz ma już dwadzieścia a Elizabeth ma już jakieś trzy latka
-Ja się boje bo jeżeli Nath będzie w ciąży to będzie jej trudniej w szkole i dalej, a to jej ostatni rok
-No ale przecież będzie mogła liczyć na was
-Taak, ale ja nie za bardzo przepadam za małymi dziećmi
-No to raczej wtopa.

Nathalie

Do 14:00 nie byłam w stanie wstać z łóżka, ale gdy tylko lepiej się czuję dzwonię do Lucy i umawiamy się na spotkanie. Spotykamy się Starbucks-ie. Ja biorę Strawberries & Crème Frappuccino, a Lucy Caramel Crème Frappuccino. Rozmawiamy chwilę, aż w  końcu zaczynam temat dręczący mnie od kilku dni.
-Lucy... muszę Ci coś powiedzieć...
Mówię nieśmiało 
-Tak kochana
Pyta upijając łyka Frappuccino.
-Ja mam pewne podejrzenia...
-Jakie?
-Ja mogę być w ciąży...
-Co?! Ale jak?! Kiedy?!
-To co słyszysz i to jeszcze nie pewne, Lily ma przynieść mi testy. Właśnie muszę wracać, bo Lily zaraz będzie w domu...bardzo się boję, ale muszę spojrzeć prawdzie w oczy. Jak już poznam wynik to dam Ci znać.
Mówię, przytulam przyjaciółkę na pożegnanie, a następnie wracam do domu.

Około godziny 17


Do domu wraca Lily

-Hejj
Mówię jedząc popcorn w salonie.
-Siema, sorry że tak długo, ale do końca miesiąca muszę siedzieć w kozie, ale to nic trzymaj testy i leć szybko je robić, mama napisała że wróci później więc jest czas.
-Dobra, ale jak będę to jak jej to powiemy?
Pytam cicho
-Nie mam pojęcia ale jakby co będziesz za niedługo mogła zatrzymać się u mnie na jak długo będziesz chciała.
-Wyprowadzasz się?!
-Dopiero jak skończę ten rok na studiach, ale spokojnie daleko nie ucieknę, a teraz leć rób te testy
-No dobrze...
pobiegłam na górę. po 10 minutach zeszłam zapłakana.
-Nie płacz skarbie, testy mogą kłamać lub były przeterminowane, jutro pójdziemy do ginekologa i będzie jasne okej?
-BOJĘ SIĘ
rozpłakałam się  jeszcze bardziej i przytuliłam siostrę
-Nawet jeżeli będziesz w ciąży to możesz na mnie liczyć, pomogę ci
-Ale szkoła...NAUKA, praca, znajomi, imprezy... co ja z tym wszystkim zrobię?
Pytam i biegnę do pokoju załamana

Jutro godz. 9.00 Lily

Próbuje dodzwonić się do Darena w celu podwózki ale nikt nie ma czasu lub ma coś teraz ważnego do roboty, mamę wole nie mieszać w to teraz a ginekolog jest godzinę piechotą bo akurat tylko ten był wolny w ten dzień. A ja teraz nie wiem jak tam dotrzeć bo wizytę mamy o 15:00 a ja muszę siedzieć w kozie do siedemnastej ale w tym moja głowa żeby dotrzeć na czas. Za pięć minut powinnam pójść do wyznaczonej sali by siedzieć i się nudzić przez trzy godziny, dlatego mam już plan w który muszę wtajemniczyć Jorge, otwieram drzwi do sali i idę w stronę biurka przy którym już czeka na mnie Pan Jorge, zatrzymuje się przy nim i zaczynam swoją przygotowaną przemowę.
-Mam do Pana taką tycią prośbę
-Zapomnij, nie wypuszczę cię wcześniej a teraz usiądź na swoim miejscu
-Ale nie wiesz dokładnie o co mi chodzi
-Mam się bać?
-Wiesz mamy już z moją siostrą zaplanowaną wizytę u ginekologa a ta wizyta zaczyna się o 15:00
a to jest jedyny wolny termin najbliższy z możliwych a tam piechotą się idzie jakąś godzinę a samochodem było by szybciej, a Pan ma samochód i  czy nie mógłbyś nas tam podwieźć? Później możemy tu wrócić i będę siedzieć do tej siedemnastej, proszę
-Dziś wyjątkowo mogę darować ci tą kozę ale nigdy więcej
-Naprawdę, jejku tak strasznie dziękuje.
-Dobra, zadzwoń do siostry i zabieram was
-Dwie minuty i wracam
Pół godziny później czekam na Nathalie która jest już w środku a my z Jorge siedzimy na korytarzu i obserwujemy kobiety w zaawansowanej ciąży które cieszą się z mężem i pokazują zdjęcia ich jeszcze nie naradzonego dziecka, Nath nie może liczyć na Arthura w tej sytuacji, co na pewno nie pomaga.
Nagle drzwi od gabinetu otwierają się a po chwili wychodzi z nich Nathalie która od razu przytula mnie do siebie i zanosi się większym płaczem. Na pewno będę jej pomagać bo od tego ma się starszą siostrę.


poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 13


Nathalie

Jest już godzina 19:33. Razem z Calumem nie możemy znaleźć Luke'a i Francescy... On strasznie się zmienił, wcześniej się mną  przejmował, był opiekuńczy, a teraz? Aktualnie idziemy do pokoju Luke'a, ponieważ jest to nasza ostatnia szansa, w pokoju dziewczyny ich nie było. Gdy jesteśmy przed drzwiami naciskam klamkę i wchodzimy do pokoju... To co widzę zapiera mi dech w piersiach. Chłopak całuje namiętnie dziewczynę po piersiach. Stoję i patrzę na nich nie potrafiąc wydusić z siebie ani jednego słowa...czuję się zraniona, cholernie zraniona. Gdy ja stoję jak słup soli Calum podbiega do Luke'a z pięściami, a ja wybiegam z płaczem i biegnę do pokoju, w który od razu zakluczam. Osuwam się po drzwiach i zaczynam strasznie płakać. Jak on mógł mi to zrobić?! Bez zastanowienia pakuję walizkę, biorę paszport i bukuję bilety na dziś. Lot mam za 30 minut. Wychodzę i szybko idę w stronę wyjścia. Jadę na lotnisko, a już po 10 minutach wylatuję.

22:48

Lądujemy. Idę przed lotnisko SAMA. Zbiera mi się na płacz widząc jak wszyscy wokół się witają mimo późnej pory...Wychodzę z lotniska i wsiadam w taksówkę, która po 20 minutach zatrzymuje się pod moim domem. Płacę kierowcy i wysiadam. Wchodzę w bramę, a następnie staję przed drzwiami. Biorę głęboki wdech i wchodzę do domu. Moja mama całuje się z jakimś mężczyzną na kanapie. Po chwili mnie zauważa. Czuję jak do moich oczu napływają łzy. Biegnę na górę, a w tle słyszę krzyk mamy ''NATHALIE TO NIE TAK!''. Zamykam się w pokoju i zaczynam bardzo głośno płakać. Gdy tylko trochę się uspokajam kładę się na łóżku i zasypiam.

ok. godziny 10

Wstaję i idę do łazienki. Pierwsze co robię to przeglądam się w lustrze. Opuchnięte i czerwone oczy..no jasne... Po ogarnięciu się wracam do pokoju i piszę do Lily

Lily...wracaj do domu proszę...

Po czym kładę się, ale zbyt długo poleżeć nie mogę, bo dzwoni do mnie Alex.
-Hallo?
Pytam cicho
-Płakałaś??
-Ja? Nie.....
-Słyszę...
-Dobra nie ważne po co dzwonisz?
-Chciałem zapytać co tamu mojej zagranicznej przyjaciółki?
-Jakiej tam zagranicznej... w domu siedzę.
-Szykuj się będę za 10 minut!
Krzyczy uradowany i rozłącza się. Uwielbiam w nim to, że zawsze gdy go potrzebuję on jest. Jest przy mnie. Moje przemyślenia przerywa wiadomość

Nathalie! Gdzie ty jesteś?!

Nadawcą jest nie kto inny jak Luke. Wyłączam telefon i znowu zaczynam płakać. Po 10-ciu minutach do mojego pokoju wchodzi Alex i bez żadnych pytań przytula mnie mocno. Kocham to w nim, że bez żadnych pytań potrafił mnie zrozumieć...

3 godziny później

Alex już poszedł, ale obiecał, że jutro zgarnie mnie i Lucy z domów i pójdziemy na spacer. Jest naprawdę niesamowity. Teraz poszłam coś zjeść bo od rana nic nie jadłam..

Lily

-Więc o czym chcesz pogadać?
-Nie zgrywaj głupiej, wiem że to ty
-Trochę jaśniej proszę
-To ty mnie zamknęłaś w łazience!
-Okej, nie wiem o czym mówisz ale niech ci będzie
-Śmieszy cię to? Przez ciebie nie zagrałem w meczu! On był cholernie dla mnie ważny
-A ciekawe kiedy miałabym cię zamknąć w tej łazience skoro ja poszłam na ten mecz więc mam alibi
-Po co byłaś na tym meczu skoro już ze sobą nie chodzimy?
-Żeby patrzeć jak przegrywacie, i wiesz tak się właśnie stało
Tego się po nim na pewno nie spodziewałam to stało się tak szybko, że tylko piekący policzek może mię utwierdzić, że to wydarzyło się naprawdę. Wychodzę szybko z kantorka i biegnę do mojego pokoju, mam gdzieś jego przeprosiny bo go poniosło ale on mnie uderzył! Nadal jakoś ciężko mi w to uwierzyć, wstaję i idę do łazienki w celu zobaczenia tego śladu i było do przewidzenia wielki czerwony ślad który z biegiem czasu stanie się fioletowy, staram się jeszcze go dotknąć lecz cholernie szczypie. A jak to ja mam ze sobą tylko tusz do rzęs i błyszczyk bo tylko to mi jest do życia potrzebne ale cholera mogłam jednak wziąć jakiś podkład z kosmetyków mamy tak na wszelki wypadek.
-Lily to ja Jorge mogę wejść?
Cholera jasna jeszcze jego mi tylko tu brakowało, i co ja teraz zrobię? No nic do odważnych świat należy, podchodzę do drzwi i nie otwierając ich zaczynam rozmowę.
-A możemy porozmawiać później?
-Wolałbym teraz
Z lekkim wahaniem ale otwieram mu drzwi i szybko ruszam w stronę końca pokoju czyli okna.
-Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku widziałem, że się bałaś
-Wszystko jest okej
-Mogłabyś chociaż rozmawiać ze mną twarzą w twarz
-Proszę bardzo. Odwracam się w jego stronę i widzę coś na kształt złości i smutku, a pod tym spojrzeniem pozwalam moim łzą na opuszczenie moich oczu a ja podchodzę do niego i bez żadnego przeciągania wtulam się w osłupiałego Jorge który przyciąga mnie do siebie jeszcze bardziej. Po paru minutach odsuwam się i spoglądam na Jorge który próbuje dotknąć mojego policzka lecz znowu zaczyna mnie piec.
-Piecze cię?
-Tak, ale spokojnie przejdzie
-W swoim pokoju mam chyba jakiś worek z kostkami, chodź
Idę za nim ale wątpię żeby i tak to w czymś pomogło, i tak zostanie ślad lecz jest dzisiaj jeden plus w ogóle praktycznie nie używałam swojego telefonu po powrocie do mojego pokoju trzeba to nadrobić, ale o tym potem teraz muszę patrzeć jak Jorge użera się z zamrażalką bo coś chyba blokuję i nie może się dostać do środka nie powiem śmiesznie wygląda gdy się wkurza.
-Proszę, a ciebie moja walka z zamrażalką tak bawiła czy masz jakąś huśtawkę emocjonalną?
-Raczej to pierwsze ale dziękuję za lód
-O czym tak rozmawialiście, że użył do tego siły fizycznej?
Okej jeżeli mu powiem możliwe, że nie będzie myślał że to ja uwięziłam go w łazience bo mu o tym powiedziałam a gdybym mu nie powiedziała zaczął by węszyć.
-Myśli, że to ja uwięziłam go w łazience i przez to nie zdążył na swój mecz
-Yhym, A to nie byłaś ty tak?
-Oczywiście że nie ja ,byłam na tym meczu od rana więc jak mogłam być w dwóch miejscach na raz?
-Okej jak go gdzieś spotkasz to lepiej trzymaj się od niego jak najdalej raz uderzył to i drugi raz może
-Postaram się, dziękuje jeszcze raz za kostki lodu ale chyba już pójdę do swojego pokoju, do widzenia Jorge
-Do widzenia Lily
Po dotarciu na miejsce od razu rzucam się na łóżko i zaglądam do telefonu i widzę jeden sms od Nathalie, wchodzę w wiadomość i sama treść już mnie przeraża prosi mnie żebym wróciła do domu czyli już nie jest z nimi w trasie to może znaczyć, że albo stało się coś Mamie lub komuś bliskiemu lub coś z Arthurem ale wiadomość przyszła o dziesiątej, a ja cały dzień telefon miałam wyłączony.
Szybko podnoszę się z łóżka i ruszam w stronę szafy, wrzucam na oślep wszystkie moje rzeczy i po dziesięciu minutach mogę śmiało stwierdzić, że wszystko już spakowałam i mogę jechać na lotnisko.
Okej jestem już w taksówce na szczęście nie ma jakiś mega wielkich korków więc za jakieś piętnaście minut powinnam być na miejscu szybko zarezerwowałam bilet i mam fart bo akurat za godzinę leci samolot do Atlanty, próbowałam się dodzwonić do Nathalie lecz jedynie co udało mi się uzyskać to jakeś pojedyncze i nie pełne zdania coś o Arthurze, jakimś facecie mamy i jeszcze coś chociaż nie wiem czemu Nath tak bardzo zabolało, że mama znalazła sobie kogoś po śmierci taty a dokładnie umarł dwa lata temu jak dla mnie to dobrze chociaż może to być tak, że boi się że mama zapomni o tacie ale raczej to nigdy się nie stanie, nawet mama trzyma w sypialni wspólne zdjęcia z tatą więc nie trzeba panikować na zapas.
Trzy godziny później mogę spokojnie wrócić do domu tylko wpadnę jeszcze po lody truskawkowe dla Nathalie i śmietankowe dla mnie, jeszcze parę innym przekąsek i dopiero teraz po dwudziestej mogę wracać do domu. Wchodzę do środka biorę dwie duże łyżki i kieruję się do pokoju Nathalie.

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...