niedziela, 25 czerwca 2017

Rozdział 17


Nathalie

Po tygodniu wychodzę ze szpitala. Na jednym z chodników zauważam chłopaka wyglądającego jak Calum...ale to nie możliwe...Przecież oni są w trasie....Niepewnie podchodzę do chłopaka i mówię niepewnie.
Calum?
Chłopak odwraca się niepewnie
Calum!
Wołam tuląc go mocno.
Hej młoda! Co u ciebie?
Co u mnie? Ja powinnam zapytać o to ciebie, czemu nie w trasie?
Skończyliśmy szybciej tą trasę, bo się pożarliśmy. A ty w końcu powiesz co u ciebie?
Dobra, ale chodź do parku
Mówię pokazując na miejsce. Ruszamy. Po chwili chłopak siada na ławce.
Powiesz?
Pyta pokazując na miejsce obok siebie. Siadam obok niego i zaczynam niepewnie.
Bo ja byłam w szpitalu..
Co się stało?!
Papierosy i alkohol...
Luke mówił, że wcześniej też paliłaś.
Nie dał mi dokończyć
Ale teraz jestem w ciąży!
Wykrzyczałam, ale po chwili także rozpłakałam
–CO? Z kim?
Oczy prawie wyleciały mu z oczodołów
Z Luke'iem....
Mówię cicho
–On wie?
–Nie i nie ma się dowiedzieć, chcę wychować je sama, bez niego i jego pieprzonych pieniędzy, proszę nie mów mu nic...
Nathalie...
Proszę...
Nie powiem...
Dalsza część rozmowy przebiegła lepiej, a pół godziny już się śmiejemy. Do domu wracam o 20. Zauważam, że nie ma Lily. Próbuję się do niej dodzwonić, ale na marne.

Lily

Ten tydzień minął mi bardzo szybko, chociaż wcale się nie dziwię jak leżałam w łóżku lub przepisywałam notatki Ashley. Polubiłam tą dziewczynę, mimo iż ma inne upodobania to można się z nią zaprzyjaźnić, a co do telefonu to go wyłączyłam nie chce teraz z nikim rozmawiać, Ashley też prosiłam by na uczelni nie mówiła nikomu gdzie teraz przebywam, chociaż z tego co mi mówiła tylko nasz wychowawca pytał się raz czy ktoś ma ze mną kontakt. W tym momencie pakuje wszystkie rzeczy które ze sobą miałam na ten tydzień, Daren zaproponował mi żebym zamieszkała z nim, ma jeden wolny pokój i wyszło by taniej, a ja od jutra zaczynam pracować po wykładach w centrum handlowym w sklepie odzieżowym, i wracam jutro na uczelnie i do domu trzeba wyrwać się z tego kokonu wreszcie.
  Na pewno nie chcesz zostać jeszcze?
 – Nie Ash, ale jak chcesz możesz zawsze przyjść do mnie. – Biorę resztę moich rzeczy i kieruje się do samochodu Darena który chyba odpuścił Ashley, i normalnie rozmawia z dziewczyną.
 – Możemy wpaść jeszcze do twojego domu, bo nie chce mi się tak w kółko latać. – Przystaję na ten pomysł i żegnam się jeszcze tylko z Ash po czym wsiadam do samochodu i od razu ruszamy. 
– Widziałam jak dobrze rozmawiało ci się z Ashley. – Chyba się spiął bo, wyprostował się i zaczął się bardziej skupiać na drodze. 
– Nie mam pojęcia co ty już wymyśliłaś sobie w tej główce, ale zacząłem ją tolerować tylko dla tego, że zachowała się lepiej niż twoja matka.
Auć, chociaż ma trochę racji. Może dla tego wolę teraz pojechać zabrać moje rzeczy, bo moja matka jest teraz w pracy a Nathalie w szkole i nie chce ich widzieć. Po dziesięciu minutach wchodzę do mojego pokoju, przepraszam dawnego pokoju i zaczynam pakować swoje rzeczy w kartony, po chwili Daren dołącza do mnie żeby poszło szybciej chociaż nie jestem pewna co do tego szybciej jak ciągle pcha te swoje łapska w moją bieliznę!
  –To był ostatni karton, że to wszystko zmieściło się w bagażniku.
 – Ja tam się wcale bym nie zdziwił gdyby się nie zmieściło, no co się tak gapisz jesteś przecież dziewczyną.
 –Planujesz gdzieś wyjechać na wakacje?
 –Pewnie na dwa tygodnie gdzieś , a co?
 –Nic tak pytam, bo wakacje już za prawie nie całe trzy tygodnie.
 –Spokojnie, jak ja pojadę na te dwa tygodnie to będziesz miała całą chatę dla siebie, tylko chce mieć u siebie czysto w pokoju.
 –O czym ty do mnie mówisz?
 –No o tobie i twoim osobistym profesorze.
 –Tobie to tylko coś powiedzieć! – Zapomniałam wspomnieć, że powiedziałam jemu o naszym krótkim romansie z Jorge u jego w domu, a on już zaczyna pytać kiedy znowu się spotkamy.
Włączam telefon i zauważam kilka nieodebranych połączeń od Nathalie, teraz sobie o mnie przypomniała. – Długo jeszcze będziemy jechać?
  – Chyba nie chcesz teraz mnie o to ciągle pytać jak osioł ze shreka? Będziemy za jakiś moment.
Po chwili mogę spokojnie wysiąść z auta i wziąć ze sobą kilka rzeczy z bagażnika, a resztę zostawię Darenowi do wzięcia. Cały dzień będę rozpakowywać i układać swoje rzeczy i cieszy mnie to, że w drzwiach od mojego pokoju jest zamek czyli odrobina prywatności przed Darenem.

środa, 14 czerwca 2017

Rozdział 16



Lily

Wchodzę do salonu i widzę Jorge z kieliszkiem a na stole do połowy pełna butelka wina, ciężki dzień widzę.
-To.. gdzie będę spać?
-Zaprowadzę cię
Wchodzimy na górę i ręką wskazuje drzwi do pokoju gościnnego, coś mi nie pasuje w Jorge jest przygaszony.
-Wszystko okej? Bo nie wyglądasz za dobrze
-Jestem po prostu odrobinę zmęczony, gdyby coś jestem w pokoju obok, dobranoc
-Dobranoc
Wchodzę do pokoju i pierwsze co widzę to bardzo duże łóżko, nie rozglądając się zbytnio od razu rzucam się na nie i mogę stwierdzić że jest wygodniejsze od mojego, przykrywam się kołdrą i po paru minutach zasypiam.

Ranek

Chcę się przekręcić na bok ale coś ciężkiego umożliwia mi to, odwracam głowę i widzę śpiącego Jorge który jedną dłonią przetrzymuje mnie w pasie. Tylko jak do cholery on się tu znalazł?!
-Jorge!
Nic nadal śpi, jeśli myśli że pójdę po zimną wodę i go obleje to się grubo myli, odwracam się przodem do niego i prawą ręką strzelam w jego policzek, szybko się obudził.
-Oszalałaś!?
-Ja?! To nie ja przepraszam bardzo wchodzę do łóżka gdzie ktoś śpi!
-Przecież to jest mój pokój, ty miałaś spać w gościnnym
-Co? Przecież wskazałeś mi ten pokój
-To nie możliwe
Przez chwilę każdy patrzy się w sufit i zapewne rozmyśla czyja to wina, chociaż to jest trochę śmieszne bo pewnie Jorge wypił o jeden kieliszek za dużo i pomylił swój pokój z gościnnym, nie mogę się powstrzymać z wstrzymaniem śmiechu.
-Z czego rżysz?
-Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać. Jak można pomylić pokoje?
-Widocznie można
Śmieje się jeszcze z niego a ten zamyka mi buzię ręką, okej?
-Nigdy ci tego nie mówiłem ale masz piękne oczy
-Yyy...Dziękuje?
Czemu on się tak przysuwa? Przecież on jest moim profesorem, nie jestem w stanie dłużej myśleć bo Jorge zamyka mi usta swoimi, czemu on musi tak dobrze całować? Ale my nie możemy.
-Jorge nie powinieneś tego robić
Szybko zrywam się z łóżka i biegnę do łazienki, im dłużej tu będę to tym gorzej dla nas obojga.
Po trzydziestu minutach schodzę ubrana i w grobowej ciszy udajemy się do jego samochodu, gdyby nie to że nie znam drogi wróciłabym sama do domu, tylko jak teraz będziemy się zachowywać na zajęciach? Z nim został mi ten i następny rok, to się wkopałam. Muszę się komuś wygadać, wiem że to raczej do damskich pogaduszek podchodzi, ale najbardziej ufam Darrenowi z dziewczynami jakoś strasznie pogorszył mi się kontakt od wycieczki. Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy do mojego domu ale to nie była zbyt długa droga, czyli najpewniej Jorge mieszka dosyć blisko mnie ale za pewne to się zmieni bo niedługo się stąd wyprowadzam.
-Dziękuje za nocleg, cześć
-Na razie
Wchodzę do domu i nawet się z nikim nie witam tylko od razu wchodzę do swojego pokoju, biorę rzeczy do przebrania i idę do łazienki. Czynności łazienkowe zajmują mi trzydzieści minut, wracam do pokoju i chcę się rzucić na łóżko ale duży karton uniemożliwia mi to. Przecież schowałam go na miejsce. Tylko jedna osoba mogła go ruszać i nawet ciąża jej nie uchroni! 

Nathalie

Leżę na łóżku gdy nagle do mojego pokoju wpada Lily.
-O hej! Wróciłaś! Martwiłam si...
Nie dane mi jest dokończyć
-Czy ja ci grzebię w twoich rzeczach!?
-Szukałam tylko słuchawek...
Mówię cicho trzymając się za brzuch
-Super! To mogłaś wziąć moje
-Lily...
W moich oczach zbierają się łzy.
-To że jesteś w ciąży nie oznacza że mam być dla ciebie ciągle miła!
Słowa Lily zabolały mnie na tyle, że wybiegam z domu nie kontrolując płaczu.Biegnę do dobrze znanej ruiny i odpalam papierosa. Jednego po drugim. Po chwili widzę także jak zbiera się moja paczka na piwku. Nie protestuję.Po chwili przed moimi oczami panuje ciemność.

Lily

Jeszcze paręnaście minut i całkowicie się ściemni a Nath jeszcze nie wróciła do domu, chyba pójdę jej poszukać. Chodzę po tym parku jak głupia, odwracam się we wszystkie strony i nic. Świetnie! Mojej siostry nie udało mi się znaleźć, ale Jorge znajdzie się wszędzie, chociaż co mi szkodzi zapytać.
Podchodzę do niego i od razu widzę że biegał, po słuchawkach i dresie, no nic.
-Hej Jorge
-Cześć, nie sądziłem że podejdziesz po tym co..
-Długo już tu biegasz?
-Jakieś pół godziny, a co?
-Nie widziałeś przypadkiem brunetki, ciemne oczy i w białej bluzie?
-Nie a kto to?
-Pokłóciłam się z moją siostrą a ona wyszła z domu i nadal nie wróciła
-Pomóc ci szukać?
Chcę przystać na tą propozycję ale nagle dostaje olśnienia.
-Już wiem gdzie może być! Szybko!
Biegniemy do ruiny budynku i zaczynam wołać Nath i szukać jej po całym budynku, nagle widzę ją leżącą na ziemi, wołam Jorge i każe mu dzwonić na pogotowie.
-Czuje od niej papierosy i alkohol, czy ona nie jest w ciąży?
-Właśnie jest i w ogóle nie pomyślała o dziecku pijąc i paląc

Pół godziny później

Siedzę z Jorge w poczekalni i czekamy na moją i Nathalie mamę, Jorge powiedział że zostanie ze mną do momentu przyjazdu mamy. Po chwili widzę ją biegnącą w naszą stronę.
-Lily! Co jest z Nathalie i kto to jest?
-Lekarz nie powiedział mi co z nią, tylko kazał ci pójść do jego gabinetu, a to jest mój profesor który zaoferował swoją pomoc w szukaniu Nath jak byłam w parku
-Dobrze idę porozmawiać z tym lekarzem
Z powrotem usiedliśmy na krzesła i zobaczyłam jak mama wchodzi przez gabinet do sali Nath i sobie przypomniałam, że mama zapewne dowiedziała się o ciąży od lekarza.
-Kurwa
-Co?
-Coś czuje że lekarz powiedział matce o ciąży
-Chyba nie zamierzałyście przed nią ukrywać brzucha?
-Nie, ale to nie tak miało wyglądać
Nic już nie mówię, bo z sali wychodzi mama dosyć mocno wkurzona, ale wcale się jej nie dziwie.
-Nathalie mi wszystko powiedziała! Jak mogłaś doprowadzić ją do takiego stanu podczas ciąży?
-Czyli teraz to moja wina tak? To że jest w ciąży nie znaczy że mam jej wszystko darować! Aha i wkurzasz się na mnie, a że twoja córeczka zaszła w ciąże i nic ci nie powiedziała to nic?
-Ją przynajmniej planowałam mieć!
Co? Czyli byłam głupią wpadką? Za pewne nie raz planowała zrobić aborcje na mnie, to nie jest fajne uczucie kiedy czujesz się jak bezwartościowy śmieć.
-Myślę że Pani przesadziła
-To nie Pańska sprawa, może Pan już sobie iść żegnam
-To też już nie moja sprawa
Szybko biegnę do domu nie przejmując się w ogóle że za pewne wyglądam jak wywłoka z pod ciemnej gwiazdy, ale nie chce dłużej mieszkać z tą walniętą rodziną nawet jeżeli musiałabym spać pod mostem to i tak byłoby to lepsze. Wchodzę do mojego pokoju i biorę walizkę po czym pakuje moje rzeczy,  które oczywiście się wszystkie nie zmieszczą, ale chwilowo mnie to nic nie obchodzi.
Dzwonię do Darena z zamiarem noclegu u niego.
-Halo?
-Daren, mogę u ciebie kilka nocy przenocować?
-Coś się stało? Nie ma mnie w tej chwili w Atlancie ale wracam za dwa dni masz na ten czas gdzie zamieszkać?
-Spokojnie dam radę
-Trzymaj się Lilka i jak wrócę chcę wszystko wiedzieć pa!
Rozłączam się i siadam na ławce w parku, kurde jest dwudziesta trzecia, a ciemno jakby była co najmniej druga nad ranem. Czuje czyjąś rękę na swoim ramieniu i modlę się żeby to była przyjazna osoba. Odwracam się i widzę przysiadającą się do mnie Ashley.
-Co ty tu robisz?
-Mogę to samo zapytać ciebie w szczególności że to ty siedzisz z walizkami
-Nie mogłam dłużej mieszkać z matką, przynajmniej po tym jak powiedziała mi że byłam tylko głupią wpadką
-Czyli to samo co mi
-Co? Twoja matka też tak powiedziała?
-Nie raz i z zresztą ojciec też
-Trochę cię rozumiem, chociaż planowałam się zemścić za odbicie mojego eks to teraz czuje że dobrze zrobiłam nie mszcząc się i przepraszam za policzek
-Należało mi się, może chciałabyś na ten czas zamieszkać u mnie? Rodziców nie ma wyjechali na tydzień
-Dziękuję, że jesteś chociaż nie musisz
Wstajemy z ławki, biorę swoje walizki i kieruje się do domu Ashley, nie mogę powiedzieć że ją polubiłam, ale zawdzięczam jej dużo, bo gdyby nie ona mogłabym skończyć jako żywy towar na przykład za granicą.


poniedziałek, 5 czerwca 2017

Rozdział 15


Nathalie

Rano

Po otworzeniu powiek stwierdzam, że jest dziś ten dzień, dzień w którym zbiorę się i wrócę do szkoły. Po wstaniu łóżka wykonuję wszystkie niezbędne czynności, biorę torbę i podążam na dół. Lily nie ma już w domu, ponieważ zaczynała zajęcia godzinę szybciej niż ja. Szybko wypijam herbatę i biegnę na autobus. Po 15 minutach wchodzę do szkoły. oczywiście oczy wszystkich skupione są na mojej osobie jednak ja nie przejmując się tym idę do mojej przyjaciółki Lucy. Ona bez słowa przytula mnie zapewniając, że będzie dobrze.

Godzina 17:30

Wszystkie lekcje minęły mi spokojnie, więc miałam trochę siły by pojechać na uczelnię Lily. Wsiadam do odpowiedniego autobusu i już  po chwili jestem na miejscu. Wchodzę do wielkiego budynku i udaję się w miejsce gdzie zwykle przesiaduje moja siostra. Po drodze zaczepia mnie jakiś chłopak.
-Cześć co tu robisz?
Pyta układając usta na kształt uśmiechu
-Aktualnie to idę do siostry.
odpowiadam wymijając go
-Tak? A jak siostra ma na imię?
-Lily.
-Ta Lily?
-Nie wiem o jakiej Lily mówisz, więc nie wiem co ci odpowiedzieć.
Zostawiam chłopaka, a już po chwili siedzę z siostrą na schodach
-Hej Lily, co to za chłopak?
Pytam pokazując na mojego poprzedniego rozmówcę
-A co? Zrobił Ci coś?
Pyta z troską
-Nie, ale zagadywał.
Odpowiadam zdziwiona jej reakcją.

Lily

Po odbywaniu kozy wychodzę z budynku i siadam na schodkach czekając na Nathalie, bo oznajmiła, że odwiedzi mnie i razem wrócimy do domu. Widzę jak już zmierza w moim kierunku lecz mój były Jack zatrzymuje ją i chyba podrywa, Nathalie nic z tego sobie nie robiąc olewa go i przysiada się do mnie, po czym po pięciu minutach siedzenia ruszamy do domu. Upewniając się że Nathalie jest u siebie wyciągam średniej wielkości pudełko trochę zakurzone ale nic, siadam na łóżku i otwieram moje pamiątki związane z Jack'em, tak byłam z nim rok temu za nim poznałam Chrisa, ale okazało się że od naszego chodzenia zdążył już przelecieć kilkoro dziewczyn w tym i Ashley, jakoś odechciało mi się chwilowo na niej mścić, ale na pewno później to zrobię nie daruje jej tym razem. W pudełku znajdują się zdjęcia, prezenty od niego ale jakoś nie mogłam tego wyrzucić, ale dobrze że Nathalie odrzuciła jego zaloty, dziwne by było gdyby po tym wszystkim zaczęła się umawiać.
Chowając wszystko zauważyłam na biurku moje wypracowanie z angielskiego które muszę oddać żeby podwyższyć sobie ocenę o pięć, tak zgadza się mam szansę na pięć! Szybko patrzę na zegarek, jest osiemnasta a miałam to oddać dzisiaj no, szlag by to trafił ale może Jorge został dziś dłużej na uczelni. Szybko chowam potrzebne rzeczy do torebki i biegnę na uczelnie, po dziesięciu minutach wchodzę do środka i pytam się sprzątaczek czy Pan Jorge jeszcze jest u siebie w gabinecie a jedna powiedziała że widziała jak wychodził a druga że kręcił się tu jeszcze, weź tu się do gadaj! Biegnę jak głupia do jego gabinetu ale jest zamknięty, świetnie teraz to już po ptakach, wychodzę z budynku i zmierzam do domu.
-Lily!
Odwracam się i widzę biegnącego Jorge w moją stronę, czyli cuda jeszcze się zdarzają.
-Słyszałem od sprzątaczek że szukasz mnie, czyżby chodziło o te wypracowanie?
-Tak, skąd wiesz?
-Bo trzymasz je w ręku, mogę?
-Tak, ale przynajmniej je oddałam w umówionym terminie
-Fartem moja droga, to był czysty fart
-Będę je miała ocenione na poniedziałek?
-Jak dostaniesz piątkę to ci powiem, a jak nie to czwórka na koniec
Chcę zejść ze schodów ale nagle mój obcas postanawia za żartować ze mnie i łamię się a ja lecę jak długa turlając się parę razy po schodach, po prostu świetnie!
-Matko boska Lily żyjesz?
-Niestety ale tak
-Przestań, boli cię coś?
-Trochę ręka i plecy
Próbuje wstać lecz Jorge bierze mnie na ręce i kieruję się do swojego samochodu, nie wiedziałam że z niego taki dżentelmen.
-Gdzie jedziemy? Bo chyba nie do szpitala?
-Gdybyśmy mieli jechać do szpitala to tylko się dowiedzieć co jest dokładnie nie tak z twoją głową, jedziemy do mnie
-To nie było śmieszne
Okej może i było trochę ale muszę udawać że mnie to ruszyło bo, bo tak.
Przez całą drogę patrzyłam na krajobrazy za oknem a ten debil jeszcze się ze mnie pod nosem śmiał, no po prostu debil. Zatrzymuję się przed dużym domem po czym wychodzi z samochodu i otwiera drzwi od strony pasażera.
-Dasz radę, czy mam ci pomóc?
-Zabrzmiało trochę jak groźba, ale dam radę
Wychodzę z samochodu i zdejmuję moje szpilki, i tak już z nich nic nie będzie, idę za Jorge w stronę jego domu i muszę przyznać ale jest tu bardzo czysto jak na faceta.
-Usiądź a ja zobaczę rękę i plecy
-Ale mogłeś mnie zawieść do domu tam też mogłam się opatrzeć
-Proszę
Z oporem ale podwijam lekko moją bluzkę do góry by mógł zobaczyć moje plecy.
-I jak?
-Lekko zaczerwienione tylko a ręka?
-Mniej już boli
-Jak na taki upadek to wyszłaś praktycznie bez szwanku
-Mocne geny, ale skoro już tu jestem to może teraz sprawdzisz moją pracę, proszę.
-Nie dasz człowiekowi odpocząć co? Za moment wracam, chcesz coś do picia?
-Nie, dziękuje
Po pięciu minutach wraca z moją pracą, siada koło mnie i zaczyna czytać a ja chyba się zdążę przespać bo mało to ja nie napisałam w tym referacie.

2 godziny później

-Lily, Lily obudź się
-Yhym, jeszcze chwilę
-Sprawdziłem twoją pracę, dostałaś trzy
-Co!?
-Żartuje, piątka
-Dużo spałam i chrapałam?
-Nie ale ktoś dzwonił do ciebie
-Osz cholera chyba już wiem kto
Szybko sprawdzam telefon i widzę nieodebrane połączenia od mamy i Nathalie, może odpiszę że telefon mi się rozładował i zostaję na noc u koleżanki tylko czy Jorge pozwoli mi u siebie przenocować?
-Jorge, bo jest dwudziesta pierwsza ile czasu się jedzie z stąd do mnie?
-Dziś już nigdzie nie pojadę bo piłem półtorej godziny temu a samej cię nie puszczę
-To co mam odpisać?
-Nie wiem, że nocujesz u znajomej tylko nie pisz że u swojego wychowawcy bo nie chcę mieć problemów w pracy
Szybko odpisuje mamie i poszukuje wzrokiem Jorge który gdzieś zniknął, poczekam lepiej tutaj.
Po chwili wraca do mnie z ręcznikiem i swoimi ubraniami, które rzuca we mnie, rozsiada się na kanapie i luzuje krawat.
-No co?
-Nie nic, gdzie jest łazienka?
-Proszę i na lewo, czuj się jak u siebie
Idę wskazaną drogą i odnajduję szukane pomieszczenie, wnętrze jest piękne jakby było robione pod mój gust a najlepszą rzeczą jest duża wanna która prosi się o długie siedzenie w niej ale niestety nie tym razem. Zdejmuje z siebie ubranie i patrzę jakie ubranie mi przyszykował, okej jest duży t-shirt a gdzie reszta? Świetnie mam paradować przy nim w bluzce i majtkach, na bank to uknuł. Wchodzę pod prysznic, biorę szampon w dłoń i zaczynam się nim cała wycierać, po dwudziestu minutach jestem cała wytarta i z lekkim wahaniem zakładam na siebie koszulkę Jorge, która jest cała przepełniona jego zapachem, dobra Lily ruszamy.

Nathalie

Od godziny próbuję znaleźć słuchawki. Nigdzie w moim pokoju ich nie ma, więc idę poszukać do pokoju Lily, najwyżej nie znajdę. Pukam, nikt nie odpowiada, więc wchodzę. Rozglądam się, ale na pierwszy rzut oka ich nie ma. Po chwili dostrzegam pudełko na szafie. Zdejmuję je i z zaciekawieniem otwieram. Gdy widzę w środku te wszystkie wspomnienia wracają. Przecież on kiedyś tu chodził! TO ON! Ten chłopak ze szkoły Lily! wyjmując kolejne rzeczy dostrzegam swoje słuchawki, więc chowam te wszystkie ''pamiątki'' (?) i wychodzę z pomieszczenia. Schodzę na dół. U mamy znowu jest ten typek. Wzdycham cicho i przechodzę obok nich.
-Nathalie, zaraz będzie kolacja
Mówi cicho mama
-Nie jestem głodna
Odpowiadam ubierając buty po czym wychodzę z domu. Nadal nie dociera do mnie, że mój ojciec umarł tak nie dawno, bo tylko 2 lata temu, a moja matka już ma innego...Nim się spostrzegłam jestem pod ruiną. Tak tą samą w której przebywałam przed wyjazdem w trasę. Otwieram potężne drzwi i wchodzę do środka. Unosi się tam smród papierosów po chwili muszę wyjść gdyż robi mi się słabo. Wolnym spacerkiem wracam do domu. Gdy jestem na miejscu idę od razu do pokoju, w którym się zamykam.

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...