piątek, 24 lutego 2017

Rozdział 7


Nathalie

Słysząc te słowa w moich oczach zbierają się łzy.
-Co?! Kiedy?! Na ile?!
Pytam zszokowana
-No przepraszam...
-PRZEPRASZAM?! Dobra fajnie było daj mi spokój!
Krzyczę i odbiegam...
Wiem jestem tchórzem, no ale co ja poradzę? Po kilku minutach biegu zwalniam i zmierzam w kierunku domu zalewając się łzami. Wchodzę i spotykam mamę.
-Boże Nathalie co się stało?!
Pyta przerażona
-Daj mi spokój!
Biegnę do pokoju zamykam go na klucz i zsuwam się po drzwiach zalewając się jeszcze większą ilością łez.
-Nathalie...
Słyszę za drzwiami głos mamy
-Mówiłam ci, że chcę być sama.
-Ale masz gościa...
-Kogo?
-Luke.
Słysząc to imię od razu podnoszę się. Wycieram łzy w rękaw i otwieram. Do środka wchodzi chłopak.
-Płakałaś?
-Nie tylko oczy mi się pocą. Czego chcesz?
-Chodzi o tą trasę...
-Nie. Powiedziałeś wszystko co chciałeś. Wystarczy.
-Właśnie nie wszystko...Chciałem zapytać...Czy nie chcesz jechać ze mną i chłopakami?
-Wiesz mam lepszy pomysł idź do mojej mamy, a potem wróć.
-Spoko
Wstał i wyszedł. Czekałam na niego 20 minut, po czym wrócił z moją walizką.
-Co ty robisz?!
-No wiesz ciężko było, ale jedziesz, o ile załatwię to z twoją szkołą, klubem siatkarskim i obiecam, że nic ci się nie stanie, no więc będziesz uczyć się przez internet i dasz sobie na razie spokój z klubem i jutro o 7 wyjazd.
Uśmiecha się czarująco.
-Jak ja mam się spakować na pół roku?!
-Oj nie rób problemów tam gdzie ich nie ma. Pakuj się, a ja jadę do siebie też się spakować, cześć piękna
Całuje mnie w policzek a ja zszokowana całą tą sytuacją siadam na łóżku i przyswajam wszystko co właśnie się stało. Po chwili otwieram szafę w celu spakowania się. Po niedługiej chwili jestem gotowa. Odkładam walizkę na bok i schodzę na dół. Do domu właśnie wraca Lily.
-Hej Lily
Witam się z nią uśmiechem.

Lily

-No hej, a co ty taka uśmiechnięta, to sprawka Luke'a?
-Po części, ale muszę ci coś powiedzieć to ważne
-Zamieniam się w słuch. Weszłam z Nathalie do salonu po czym usiadłyśmy, trochę się obawiam co ma mi do powiedzenia, bo jest trochę przygaszona.
-Więc trochę to zagmatwane, i dosyć szybko to się potoczyło
-Nath nie owijaj w bawełnę tylko gadaj o co chodzi?
-Wyjeżdżam
-Co!? Ale gdzie? I na ile?
-Z Luke'em zaproponował mi żebym towarzyszyła mu w pół rocznej trasie, wyjazd jest jutro o 7:00
-Mama się na to zgodziła!?
-Luke ją jakoś przekonał, Lily!
Nie mogąc wytrzymać szybko wychodzę z domu i biegnę w stronę parku, nawet nie jestem w stanie powstrzymać łez które bez pozwolenia zaczynają opuszczać moje oczy.
To nie tak, że nie chcę aby Nathalie pojechała z Arthurem nawet gołym okiem widać, że to coś poważnego jeśli chodzi o ich uczucia, ale aż pół roku? Jak ja wytrzymam bez mojej siostry, bez przytulasów, rozmów i dogryzek.
Moje żalenie się przerywa,  ból i upadek na chodnik, czyli się z kimś zderzyłam.
-Wszystko w porządku? Przepraszam nie zauważyłem cię.
-Ile razy będę dziś na ciebie wpadać? Dodałam i bez pomocy wyciągniętej dłoni Jorge podniosłam się i otrzepałam spodnie.
-Wszystko w porządku? Płakałaś.
Stwierdza i bierze moją dłoń w rękę i ciągnie mnie  w stronę pobliskiej ławki.
-To nic takiego.
-Lily jestem twoim wychowawcą ale to nie znaczy, że nie możesz mi się zwierzyć.
-No dobrze, moja siostra wyjeżdża z chyba swoim chłopakiem nie wiem czy są razem ale ona wyjeżdża na pół roku!
-Rozumiem, pewnie wkurza cię to bo będzie ci jej brakować?
-No można tak powiedzieć.
-Nie martw się te pół roku zleci ci tak szybko, że nie zauważysz a już będziesz się pakować na wycieczkę do Hiszpanii.
-Jeszcze nie rozmawiałam z moją mamą na ten temat.
Mówię i biorę od niego chusteczkę cicho dziękując.
-Skoro pozwoliła twojej siostrze na pół roczny wyjazd to nie musisz się obawiać, że nie puści cię na tydzień.
-Dziękuję, za wszystko.
Wstając waham się ale ostatecznie przytulam go i zaciągam się jego perfumami.
-Nie ma sprawy i nie zapomnij o dodatkowych lekcjach z angielskiego.
-Dobrze, jeszcze raz dziękuje za rozmowę chyba tego było mi potrzeba, cześć.
-Do zobaczenia Lily.
Odwraca się i zmierza w kierunku ulicy, na mnie też już  pora żeby wracać do domu.

Nathalie

No i Lily wybiegła.... Załamana poszłam do pokoju i usiadłam na łóżku.
-Nathalie, gdzie jest Lily?
Do mojego pokoju weszła mama, chciałam coś powiedzieć, ale do mojego pokoju weszła Lily.
-Będę tęsknić
Mówi i przytula mnie
-Ja też
Wtulam się w nią.

niedziela, 19 lutego 2017

Rozdział 6


 

Lily

Odbijający się deszcze budzi mnie ze snu, otwieram oczy i rozglądam się po pokoju widząc głęboką ciemność wystawiam rękę w odnalezieniu telefonu po czym spoglądam, która jest godzina 5:24.
Wątpię że uda mi się jeszcze zasnąć, podnoszę się i ruszam w stronę łazienki tam załatwiam poranne czynności po czym zakładam na siebie włochaty sweter i leginsy, pakuję się na uczelnie i wychodzę z domu pewnie dziwicie się czemu tak wcześnie? Lubię czasami wyjść w czasie deszczu i pochodzić sobie ,trochę mnie to odpręża i można mieć spokój, bo raczej mało osób chcę wyjść w taką pogodę na zewnątrz. Zakładam kaptur na głowę i ruszam w stronę uczelni powolnym krokiem, przynajmniej pouczę się trochę na angielski kto go tam wie czy będzie pytał na lekcji i zastanawiam się co dostałam z mojej wczorajszej pracy, ach no tak zapomniałam dodać wczoraj mieliśmy zastępstwo a skoro to był też profesor od angielskiego postanowił zadać trudną pracę lekcyjną, a skąd to wiem,  bo mój "ukochany" wychowawca zobaczył, że mnie nie ma więc  postanowił podpytać się moich przyjaciółek z czego musiałam wysłać mu tą pracę e-mailem.
Gdy dotarłam na uczelnie była 6:02 jak dobrze, że uczelnia jest otwierana tak wcześnie bo raczej dziwnie by to wyglądało jakbym czekała tu jeszcze z półtorej godziny i weszła cała mokra do środka.
Usiadłam na krześle na korytarzu i z słuchawkami na uszach zaczęłam przeglądać notatki z zajęć.
Po kilkunastu minutach poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu, a że ja mam takie i nie inne odruchy zrzuciłam wszystko z stolika na podłogę.
Podniosłam głowę i oczywiście nie mógł być to nikt inny jak prof. Blanco nie przejmując się zbytnio jego obecnością kucnęłam i zaczęłam zbierać moje notatki a wraz ze mną musiał i on.
-Mogę wiedzieć czemu zawdzięczam tak wczesne przyjście tutaj.
Zapytał spoglądając na mnie i oddając pozbierane kartki.
-Powinien się Pan cieszyć, że tak pilnie chodzę na lekcję.
-Tak jak wczoraj?
Uniósł jedną brew do góry i zrobił uśmiech jakby udało mu się rzucić śmiesznym tekstem.
-Wczoraj to nagła sytuacja postaram się już więcej tego nie robić, chociaż nic nie obiecuje.
Mężczyzna spoważniał i posłał mi dość dziwne spojrzenie.
-Lily czy mogę cię na chwilę prosić do mojego gabinetu.
Nie czekając na moją odpowiedz ruszył już do wymienionego miejsca, a ja oczywiście za nim.
Niepewnie weszłam do środka gabinetu i stanęłam na środku pomieszczenia czekając na dalsze wydarzenia.
-Usiądź Lily. Powiedział to takim tonem, że nawet nie chciałam się mu sprzeciwić.
-Sprawdziłem twoją pracę i nie jestem z niej zadowolony, chyba domyślasz się co z niej dostałaś?
-Tak. Jest aż tak źle?
Może rzeczywiście dobrze, że Pani Grant odeszła na emeryturę może nie mogła sobie już poradzić i dla tego dawała zbyt proste zadania.
-Lily dobrze wiesz, że to jest już drugi semestr i potrzebna ci jest dobra ocena na koniec ale i w przyszłości, proponuje ci żebyś zostawała na dodatkowych lekcjach z angielskiego we wtorki i czwartki po lekcjach chyba, że ci nie zależy?
-Zależy.
Jeszcze chwila a wybuchnę płaczem, no co ja poradzę jestem zbyt bardzo wrażliwa i nawet takie coś może mnie zasmucić i doprowadzić do płaczu.
-Przepraszam ale spieszę się.
Niczym torpeda wyszłam z jego gabinetu i zaczekałam tym razem pod salą gdzie za pół godziny odbędzie się pierwsza lekcja, świetnie! Przypomniałam sobie, że z nim mam dziś dwie pi****one lekcje, jedną angielskiego i godzinę wychowawczą po prostu bomba.
Po mimo narzekania większość dnia wyszła raczej dobrze no prawie została jeszcze godzina wychowawcza z nim, na lekcji angielskie na szczęście mało zwracał na mnie uwagi za co ma u mnie małego plusa ale jak to mówią nie chwal dnia przed zachodem słońca, a jeśli jesteśmy już przy pogodzie to nie wiem jak ja wrócę do domu zamiast słońca które powinno wyjść po deszczu jest nadal deszcz i to nawet większy niż był rano cudownie!
Usłyszawszy dzwonek weszłam do sali i zajęłam miejsce, i skupiłam wzrok na profesorze.
-Jak dobrze wiecie dopiero co dołączyłem do was i jako wychowawca powinienem być też waszym no można powiedzieć przyjacielem, więc spytałem się dziekana czy wypaliłby ten pomysł bo chciałbym was lepiej poznać i spędzić z wami trochę więcej czasu i on się zgodził.
-A możemy wiedzieć najpierw jaki pomysł. Spytałam lekko przynudzona tą lekcją.
-Pomysł na tygodniową wycieczkę do Hiszpanii za miesiąc, oczywiście później podam jaką kwotę trzeba zapłacić i dalsze informację.
Nie słuchając zbytnio patrzyłam na spadające krople, wątpię żeby mama zgodziła się na tą wycieczkę dla niej wyjechanie na trzy dni samemu do dziadków w innym mieście to problem a co na inny kontynent. Po wyczerpującej godzinie zostałam jeszcze chwilę na uczelni w celu napisania pracy zaległej po czym zmierzałam w stronę wyjścia, przystanęłam na chwilę i z lekkim strachem spojrzałam na tą wielką ulewę która znajduję się na zewnątrz i obmyślałam jakby tu w magiczny sposób znaleźć się sucha w domu. Już wiem! Chris, on ma własne auto może mnie podrzuci, szybko wybrałam jego numer i czekałam aż odbierze.
-Cześć skarbie, co u ciebie?
-No hej bo wiesz jest taki mały problem, czy nie mógłbyś podjechać pod moją uczelnie i odwieźć mnie do domu?
-Wiesz co, jest dość spory problem bo ja za pięć minut mam trening i zajmie mi to z godzinę.
-Okej nic nie szkodzi to pa. Rozłączyłam się i nagle poczułam na sobie czyiś wzrok, odwróciłam się i spostrzegłam prof. Blanco bacznie mnie obserwującego, ile ja jeszcze będę dziś na niego wpadać?
-Coś się stało, mam coś na twarzy, że mi się Pan tak przygląda?
-Może cię podrzucić do domu, bo widać nie za bardzo masz jak wrócić.
Więc tak, mam możliwość wrócenia do domu nie przemoknięta, ale on w takim razie będzie wiedział gdzie mieszkam, jeszcze raz spojrzałam na pogodę i odwróciłam się do niego.
-A to nie będzie problem?
-Jeżeli nie mieszkasz w Francji to nie widzę problemu. Uśmiechnął się i kazał iść za nim do jego samochodu.  Gdyby te dwie wariatki czyli moje przyjaciółki zobaczyłyby to nie wiem ile zmyślonych sytuacji zdążyłyby wymyślić.
Otworzył drzwiczki od strony pasażera i jak dżentelmen poczekał aż ja wsiądę i dopiero zajął miejsce kierowcy pytając jeszcze o mój adres.
Nagle zapadła między nami krępujący cisza którą on przerwał.
-Pojedziesz na tą wycieczkę?
-Zależy czy moja mama się zgodzi, ale jest połowa szansy, że pojadę. Uśmiechnęłam się i resztę drogi spędziliśmy w ciszy.
Po paru minutach samochód zatrzymał się i Blanco spojrzał na mnie wyczekującą.
-Dziękuje Panu za podwózkę. Już miałam wychodzić gdy usłyszałam jego głos.
-Jorge
-Ale o co chodzi?
-Po pracy możesz mówić mi Jorge i tak się już czuje staro jak każdy mi mówi Pan na uczelni, do widzenia Lily.
To było dziwne, mówił to tak jakbyśmy mieli się spotkać nie raz po zajęciach, nie myśląc o tym zbyt wiele weszłam do domu i zajęłam się leniuchowaniem.

Nathalie

Rano, gdy tylko wstaję od razu muszę szykować się do szkoły. Gdy jestem gotowa powolnym krokiem idę w deszczu do szkoły. Gdy jestem na miejscu podbiegła do mnie Lucy (moja przyjaciółka)
-Nathalie! Jest przystojniak!
Mówi dysząc
-No i?
Pytam otwierając szafkę.
-Nie interesuje cię jak wygląda?!
-I tak go zobaczę to po co się śpieszyć?
-Z tobą gadać o chłopakach....
Mówi i odchodzi. To prawda nie da się. Nie lubię takich tematów, zawsze bałam się być skrzywdzona. Z rozmyśleń wyrywa mnie chłopak, który na mnie wpada, gdy zamykam szafkę.


-Oj sorki nie zauważyłem cię....Jak masz na imię?
Pyta i pomaga mi pozbierać książki, które upuściłam.
-Nathalie
-Ślicznie
Uśmiecha się i podaje mi książki.
-Dzięki
Odpowiadam i jednocześnie przychodzi do mnie sms od Luke'a

Hej, spotykamy się dziś?

Uśmiecham się na samą myśl. Gdy podnoszę wzrok widzę, że nieznajomy przygląda mi si dziwnie.
-Sorki mam lekcje...
Mówię i odchodzę. Idąc w kierunku sali biologicznej. Chłopak idzie za mną do tej samej sali. Po chwili lekcja zaczyna się. Po jakiś 10 minutach lekcji mam kolejnego sms-a. Wychodzę do łazienki i odczytuję wiadomość.

Masz 40 minut tam gdzie zawsze

Nadawca taki jak zawsze. Wracam do klasy i myślę o wiadomości, przez co nie mogę skupić się na lekcji. Gdy zajęcia kończą się wychodzę z terenu szkoły i idę do dobrze znanego mi budynku. Na miejscu nie ma jeszcze chłopaka. Korzystając z okazji, że nie ma nigdzie Lily, ani Luke'a odpalam papierosa i wciągam dym, który następnie wypuszczam.
-Miałaś nie palić...
Odwracam się gwałtownie słysząc znajomy głos za plecami.
-O tym chciałeś rozmawiać?
Pytam zdenerwowana wyjmując papierosa z ust
-Nie...Jutro wyjeżdżam w trasę....Nie będzie mnie pół roku...
Mówi Luke patrzą na mnie smutnym wzrokiem.

niedziela, 5 lutego 2017

Rozdział 5

Lily

Patrzę na nowego profesora od angielskiego i nie potrafię uwierzyć, to on mnie wtedy uratował ale to też mógłby być tylko wytwór mojej wyobraźni w śpiączce, czytałam kiedyś o tym i wiem, że może się to zdarzyć mieć tak jakby drugie życie tylko, że w twojej głowie i leżąc podłączonym do różnych maszyn. Przeciągając się ruszyłam do sali i usiadłam w pierwszym rzędzie to, że mogę kojarzyć go to nie znaczy, że mam od razu siadać w ostatnim rzędzie.
Nowy profesor zamknął drzwi za ostatnim studentem i zaczął mowę można powiedzieć powitalną.
-Witam wszystkich nazywam się Jorge Blanco jestem waszym nowym nauczycielem od angielskiego i z tego co się dowiedziałem przed sekundą jestem też waszym nowym wychowawcą.
Zrobiłam wielkie oczy i wyłączyłam się nadal przetwarzając do siebie tą informację.
Profesor zajął miejsce na swoim krześle i zaczął sprawdzać obecność.
-Black?
-Obecny
-Robin?
Do sali wszedł spóźniony chłopak i powiedział ciche przepraszam i usiadł za mną.
-Lazel?
-Obecna.
Profesor spojrzał na mnie i  powiedział.
-Wiem o twoim wypadku Lily, jak będziesz się źle czuła to mów.
Spojrzał ostatni raz na mnie i wrócił do sprawdzania listy. Ja za to zaczęłam bazgrać coś po zeszycie nie przejmując się ciekawskimi spojrzeniami w moją stronę.
Po dzwonku spakowałam swoje rzeczy ruszając w stronę wyjścia z uczelni, nie mogę dzisiaj tutaj siedzieć za dużo pytań i myśli mam teraz w głowie, oczywiście w wyjściu musiały mi przeszkodzić dwie osoby zagradzające mi przejście.
S:A ty dokąd się wybierasz?
Obie dziewczyny spojrzały na mnie wyczekując odpowiedzi.
A:Idę się przejść, jakoś źle się poczułam. Skłamałam, no ale nie powiem im o moich fantazjach i "śnie" bo prawdopodobnie wyszłabym na wariatkę. Dziewczyny spojrzały na mnie i już chciały coś powiedzieć, lecz powiedziałam ciche "pa" i ruszyłam w stronę wyjścia.
Szłam do domu skrótem czyli przez stare budynki gdy usłyszałam czyjeś śmiechy, ruszyłam w tamtą stronę i co tam zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie.
Otóż moja siostra zamiast siedzieć w szkole stoi sobie z jakimiś gówniarzami i pali papierosy, czy ona nie wie, że wciąga raka?
Szybko ruszyłam ich stronę i popatrzyłam się na moją siostrę.
L:Masz mi może coś do powiedzenia?

Nathalie
Zrywam się ze znajomymi, bo mamy same nudne lekcje, a biorąc pod uwagę, że później spotykam się z Arthurem to muszę teraz zapalić, bo przy nim staram się ograniczyć. Przyszliśmy do naszej ulubionej ruiny. Palimy i śmiejemy się z nauczycieli. W pewnym momencie do budynku wchodzi Lilly...
L:Masz mi może coś do powiedzenia?
Pyta, a ja patrzę na nią przerażona.
N:Lilly?
Pytam gasząc papierosa.
L:A co? Nie poznajesz? Mniejsza...Palisz?
N:Yyyyyyyyy.....
L:No pytam. Palisz?
N:Tak....
L:Od kiedy?
Pyta, a ja zza pleców słyszę ciche ''To my już pójdziemy''
L:Od kiedy?
Lilly nie odpuszcza i powtarza pytanie.
N:Od 2 lat
Odpowiadam szczerze
L:Luke wie?
N:Wie.
L:To może zadzwonię....?
N:Nie! On myśli, że przestałam..
L:To czemu nadal palisz?
N:Myślisz, że tak łatwo przestać?!
Krzyczę i siadam na murku załamana.
L:Przestaniesz?
N:Nie umiem!
L:Szkodzisz sb tylko...
N:Myślisz, że nie wiem?
L:To zadzwonię do Luke'a może on cię przekona.
N: Lilly... ja naprawdę go lubię.... nie rób mi tego...
Mówię z płaczem

Lily
-Daj mi te papierosy
-Po co?
-Daj.
Daje mi paczkę do ręki po czym podchodzę do okna i ją wywalam.
-Teraz musisz rzucić, nie dla siebie, ale dla mnie i  Luke'a
Po czym przytulam ją i idziemy wspólnie do domu. Parę godzin później, siedzę przy biurku i odpisuje notatki z lekcji z których brzydko mówiąc zerwałam się, no co? Każdemu się zdarzy i nie widzę w tym żadnego problemu, najgorzej idzie mi odrabianie pracy domowej z angielskiego czy jemu naprawdę się nudzi lub nie ma życia towarzyskiego, że musiał nam zadać już pierwszego dnia i to tak dużo, jak ja dostanę z tego jeden z plusem do będzie cud! Po tym idę spać i przygotowuję się do dwóch lekcji z nim, angielski i godzina wychowawcza.

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...