piątek, 26 maja 2017

Rozdział 14


4 dni później

Lily

Nathalie jest nadal w rozsypce chociaż wcale się nie dziwię, z tego co się orientuję to moja klasa już dziś wraca z wycieczki a jutro pierwszy dzień na uczelni, przeczuwam duży opieprz jeżeli chodzi o mnie i nie powiedzenie nikomu o moim nagłym wyjeździe ale to nie tak mocno mnie martwi tylko stan Nath cały czas wymiotuje i źle się czuję a wątpię, że to grypa żołądkowa mam takie podejrzenia lecz nie chce wzbudzać paniki. Rozmawiałam też z mamą o mieszkaniu i przyjęła to dosyć dobrze chyba ten facet zaczął mieć na nią dobry wpływ bo wręcz promienieje, ale za pewne gdzieś tak za trzy miesiące mogłabym myśleć o przeprowadzce, na chwilę obecną studiuje a za tydzień zaczynam swoją pierwszą pracę w jakimś butiku a teraz czekam na Darena który oczywiście się spóźnia jak to zwykle. Chcę już do niego dzwonić ale w ostatnim momencie wchodzi do kawiarni i rzuca do mnie przepraszający uśmiech.
-Jestem ciekawa czy na mój pogrzeb też byś się tak spóźnił, cześć
-Hej, a co już go planujesz? Mam nadzieje że jestem w twoim testamencie
-Bardzo śmieszne, a teraz słuchaj moja mama zgodziła się mi pomóc jeśli chodzi o te mieszkanie
-Tak!? To świetnie kiedy mam ci pomóc w przeprowadzce?
-Spokojnie, najpierw chce zaliczyć ten rok i mieć na pierwszy czynsz czyli ujmując gdzieś tak za trzy miesiące
-Nie śmieszne, a co tam u was w domu? O której spotkania samotnych singielek?
-Weź się przymknij, aaa właśnie co tam u twojej dziewczyny co? Ach zapomniałam nie masz dziewczyny
-Nie no na poważnie pytam
-Ja się trzymam, gorzej z Nathalie po przyjeździe jakoś gorzej się czuje, wymiotuje jakaś taka nieswoja jest
-Czyżby nasz gwiazdor i twoja siostra już zdążyli zaliczyć wpadkę?
- Nie wiem później się jej spytam
I  tak o to minęło nam półtorej godziny na gadaniu o wszystkim teraz idę na poważną rozmowę z moją siostrą. Wchodzę bez pukania i tak jak przewidziałam leży w łóżku, przysiadam się do niej i zaczynam dosyć dla mnie krępującą rozmowę.
-Nath, możemy pogadać?
- Pewnie, o co chodzi?
-Nadal źle się czujesz? Chce ci się wymiotować?
-Tak, głównie jak czuje jakiś zapach jedzenia lub tak po prostu
-Oj to nie dobrze, a czy zdarzyło się coś więcej po między tobą a Arthurem?
-No wiesz, trasa i w ogóle
-Czyli tak, a nie spóźnia ci się przypadkiem okres?
-Czekaj jeżeli o to chodzi to powinnam go mieć już od dwóch dni, BOŻE LILY A JAK JESTEM W CIĄŻY?!
-Cicho nie drzyj się tak jeszcze mama niech się dowie, poczekaj niech pomyślę jeżeli do jutra będziesz miała te mdłości to kupię test ciążowy na wszelki wypadek wezmę dwa a później może pójdziemy do ginekologa jasne? A teraz idź spać jest późno dobranoc
-Dobranoc, i dziękuje Lily
-Od tego są siostry

Ranek

Okej, jestem aktualnie w drodze do mojej sali, wcześniej wpadłam do apteki po testy bo Nathalie wcale się nie poprawiło ,a teraz chce sobie palnąć w łeb bo oczywiście najpierw zrobię a później pomyślę, czemu nie mogłam ich kupić jak będę wracać tylko teraz będę się bać, że ktoś zobaczy w mojej torbie i pomyśli że to ja jestem w ciąży, chociaż to nie możliwe bo nigdy tego nie robiłam z chłopakiem  ale no nic. Po godzinie mogę spokojnie opuścić salę jakoś nikt specjalnie nie patrzył na mnie po moim zniknięciu z Hiszpanii czyli nic chyba się takiego nie stało. Nagle koło mnie staje Jorge z dosyć wkurzoną miną i to raczej nie wróży nic dobrego dla mnie.
-Do mojego gabinetu, teraz
Czego się nie robi dla rodziny ale no nic cza ponieść konsekwencje swoich działań tylko kto w tych czasach tak mówi? Ale nic teraz stoję sobie w jego gabinecie i czekam na opieprz.
-Co ci przyszło do głowy żeby wrócić do domu bez poinformowania mnie nawet kogoś innego o tym!
-Przepraszam
-Szczerze mam gdzieś te przepraszam ja normalnie odchodziłem od zmysłów na tej wycieczce! Myślałem, że cię ktoś porwał nic żadnej zostawionej  wiadomości, oczywiście kara cię nie ominie zostajesz dziś i cały miesiąc po lekcjach do siedemnastej
-CO?! Nie może Pan mi tego zrobić chociaż nie dzisiaj. Chce postawić moją torebkę na krześle lecz ta leci na podłogę rozsypując wszystkie rzeczy w tym na pierwszym planie dwa testy, ja to mam szczęście chcę to wszystko szybko pozbierać lecz za późno Jorge bierze w swoje ręce opakowanie po teście, czy ma ktoś pistolet bo ja chętnie odkupie.
-Czy ty jesteś w ciąży? Przepraszam, nie chciałem na ciebie wrzeszczeć to raczej nie jest dobre denerwować kobiety w takim stanie.
-Niech Pan nie kusi bo jeżeli przez to Pan byłby dla mnie milutki to jeszcze to przemyśle, ale to dla mojej siostry nie dla mnie
-Starsza czy młodsza?
-Młodsza, ostatnia klasa liceum dla tego ja wole raczej z tym poczekać bo później opss i wpadka
Jasna cholera czy ja mu właśnie oznajmiłam, że jestem dziewicą? Tą rozmowę możemy zaliczyć do najbardziej zażenowanych w całym moim życiu.
-Nie słyszał Pan tego ostatniego zdania
-Nie do końca rozumiem, wstydzisz się tego że nigdy jeszcze tego nie robiłaś czy swoich poglądów wobec twoich  intymnych decyzji?
-Raczej tego, że powiedziałam to Panu, to widzimy się po czternastej?
- Tak do zobaczenia
Po sześciu godzinach przeglądam jakieś wiadomości i myślę co powinnam zabrać ze sobą na jutrzejsze przesiadywanie po lekcjach przez cały okrągły miesiąc, lecz poduszka i jakaś muzyka to da się przeżyć. Nie wiem czy to z przegrzania i że słońce tak świeci na mnie przez okna czy ja taka cały czas byłam bo nie wiem jak mogłam pomyśleć, że Jorge wygląda seksownie w tym garniturze i przy zwykłym sprawdzaniu prac. Ale skoro aż tak zależało mu na moim towarzystwie tutaj to czemuż to nie miałabym tego wykorzystać. Podchodzę do jego biurka i siadam na skrawku przyciągając jego uwagę, uśmiecham się do niego i wyrywam mu kartkę z dłoni po czym sama patrzę co to jest i akurat fartem trafiłam na moją pracę, cztery z plusem no nieźle lecz szybko to mija bo Jorge odbiera mi kartę.
-Jeszcze chwila a obniżę ci to, i co to całe przedstawienie ma znaczyć?
-Proszę Pana mogę już sobie pójść? Tak strasznie mi się nudzi
-Trzeba było o tym pomyśleć jak pakowałaś się do samolotu
-No, ale to była sytuacja kryzysowa, a poza tym to trwało jakieś dwa tygodnie nie cały miesiąc
-Przynajmniej na następny raz będziesz bardziej rozsądna
-Ale z Pana sknera, szkoda mi twojego rodzeństwa jeżeli masz oczywiście.
-Tak się składa, że też mam młodszego brata który już jest ojcem, więc wiem jak to jest
-Naprawdę?! Czyli masz już siostrzeńca lub siostrzenicę, słodko pewnie wyglądasz z dzieckiem, to znaczy nie bierz tego na poważnie
-A umiesz być poważna w ogóle?
-Jak każdy, tylko teraz nie specjalnie, a ile miał twój brat gdy został ojcem?
-Jakieś siedemnaście, teraz ma już dwadzieścia a Elizabeth ma już jakieś trzy latka
-Ja się boje bo jeżeli Nath będzie w ciąży to będzie jej trudniej w szkole i dalej, a to jej ostatni rok
-No ale przecież będzie mogła liczyć na was
-Taak, ale ja nie za bardzo przepadam za małymi dziećmi
-No to raczej wtopa.

Nathalie

Do 14:00 nie byłam w stanie wstać z łóżka, ale gdy tylko lepiej się czuję dzwonię do Lucy i umawiamy się na spotkanie. Spotykamy się Starbucks-ie. Ja biorę Strawberries & Crème Frappuccino, a Lucy Caramel Crème Frappuccino. Rozmawiamy chwilę, aż w  końcu zaczynam temat dręczący mnie od kilku dni.
-Lucy... muszę Ci coś powiedzieć...
Mówię nieśmiało 
-Tak kochana
Pyta upijając łyka Frappuccino.
-Ja mam pewne podejrzenia...
-Jakie?
-Ja mogę być w ciąży...
-Co?! Ale jak?! Kiedy?!
-To co słyszysz i to jeszcze nie pewne, Lily ma przynieść mi testy. Właśnie muszę wracać, bo Lily zaraz będzie w domu...bardzo się boję, ale muszę spojrzeć prawdzie w oczy. Jak już poznam wynik to dam Ci znać.
Mówię, przytulam przyjaciółkę na pożegnanie, a następnie wracam do domu.

Około godziny 17


Do domu wraca Lily

-Hejj
Mówię jedząc popcorn w salonie.
-Siema, sorry że tak długo, ale do końca miesiąca muszę siedzieć w kozie, ale to nic trzymaj testy i leć szybko je robić, mama napisała że wróci później więc jest czas.
-Dobra, ale jak będę to jak jej to powiemy?
Pytam cicho
-Nie mam pojęcia ale jakby co będziesz za niedługo mogła zatrzymać się u mnie na jak długo będziesz chciała.
-Wyprowadzasz się?!
-Dopiero jak skończę ten rok na studiach, ale spokojnie daleko nie ucieknę, a teraz leć rób te testy
-No dobrze...
pobiegłam na górę. po 10 minutach zeszłam zapłakana.
-Nie płacz skarbie, testy mogą kłamać lub były przeterminowane, jutro pójdziemy do ginekologa i będzie jasne okej?
-BOJĘ SIĘ
rozpłakałam się  jeszcze bardziej i przytuliłam siostrę
-Nawet jeżeli będziesz w ciąży to możesz na mnie liczyć, pomogę ci
-Ale szkoła...NAUKA, praca, znajomi, imprezy... co ja z tym wszystkim zrobię?
Pytam i biegnę do pokoju załamana

Jutro godz. 9.00 Lily

Próbuje dodzwonić się do Darena w celu podwózki ale nikt nie ma czasu lub ma coś teraz ważnego do roboty, mamę wole nie mieszać w to teraz a ginekolog jest godzinę piechotą bo akurat tylko ten był wolny w ten dzień. A ja teraz nie wiem jak tam dotrzeć bo wizytę mamy o 15:00 a ja muszę siedzieć w kozie do siedemnastej ale w tym moja głowa żeby dotrzeć na czas. Za pięć minut powinnam pójść do wyznaczonej sali by siedzieć i się nudzić przez trzy godziny, dlatego mam już plan w który muszę wtajemniczyć Jorge, otwieram drzwi do sali i idę w stronę biurka przy którym już czeka na mnie Pan Jorge, zatrzymuje się przy nim i zaczynam swoją przygotowaną przemowę.
-Mam do Pana taką tycią prośbę
-Zapomnij, nie wypuszczę cię wcześniej a teraz usiądź na swoim miejscu
-Ale nie wiesz dokładnie o co mi chodzi
-Mam się bać?
-Wiesz mamy już z moją siostrą zaplanowaną wizytę u ginekologa a ta wizyta zaczyna się o 15:00
a to jest jedyny wolny termin najbliższy z możliwych a tam piechotą się idzie jakąś godzinę a samochodem było by szybciej, a Pan ma samochód i  czy nie mógłbyś nas tam podwieźć? Później możemy tu wrócić i będę siedzieć do tej siedemnastej, proszę
-Dziś wyjątkowo mogę darować ci tą kozę ale nigdy więcej
-Naprawdę, jejku tak strasznie dziękuje.
-Dobra, zadzwoń do siostry i zabieram was
-Dwie minuty i wracam
Pół godziny później czekam na Nathalie która jest już w środku a my z Jorge siedzimy na korytarzu i obserwujemy kobiety w zaawansowanej ciąży które cieszą się z mężem i pokazują zdjęcia ich jeszcze nie naradzonego dziecka, Nath nie może liczyć na Arthura w tej sytuacji, co na pewno nie pomaga.
Nagle drzwi od gabinetu otwierają się a po chwili wychodzi z nich Nathalie która od razu przytula mnie do siebie i zanosi się większym płaczem. Na pewno będę jej pomagać bo od tego ma się starszą siostrę.


poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział 13


Nathalie

Jest już godzina 19:33. Razem z Calumem nie możemy znaleźć Luke'a i Francescy... On strasznie się zmienił, wcześniej się mną  przejmował, był opiekuńczy, a teraz? Aktualnie idziemy do pokoju Luke'a, ponieważ jest to nasza ostatnia szansa, w pokoju dziewczyny ich nie było. Gdy jesteśmy przed drzwiami naciskam klamkę i wchodzimy do pokoju... To co widzę zapiera mi dech w piersiach. Chłopak całuje namiętnie dziewczynę po piersiach. Stoję i patrzę na nich nie potrafiąc wydusić z siebie ani jednego słowa...czuję się zraniona, cholernie zraniona. Gdy ja stoję jak słup soli Calum podbiega do Luke'a z pięściami, a ja wybiegam z płaczem i biegnę do pokoju, w który od razu zakluczam. Osuwam się po drzwiach i zaczynam strasznie płakać. Jak on mógł mi to zrobić?! Bez zastanowienia pakuję walizkę, biorę paszport i bukuję bilety na dziś. Lot mam za 30 minut. Wychodzę i szybko idę w stronę wyjścia. Jadę na lotnisko, a już po 10 minutach wylatuję.

22:48

Lądujemy. Idę przed lotnisko SAMA. Zbiera mi się na płacz widząc jak wszyscy wokół się witają mimo późnej pory...Wychodzę z lotniska i wsiadam w taksówkę, która po 20 minutach zatrzymuje się pod moim domem. Płacę kierowcy i wysiadam. Wchodzę w bramę, a następnie staję przed drzwiami. Biorę głęboki wdech i wchodzę do domu. Moja mama całuje się z jakimś mężczyzną na kanapie. Po chwili mnie zauważa. Czuję jak do moich oczu napływają łzy. Biegnę na górę, a w tle słyszę krzyk mamy ''NATHALIE TO NIE TAK!''. Zamykam się w pokoju i zaczynam bardzo głośno płakać. Gdy tylko trochę się uspokajam kładę się na łóżku i zasypiam.

ok. godziny 10

Wstaję i idę do łazienki. Pierwsze co robię to przeglądam się w lustrze. Opuchnięte i czerwone oczy..no jasne... Po ogarnięciu się wracam do pokoju i piszę do Lily

Lily...wracaj do domu proszę...

Po czym kładę się, ale zbyt długo poleżeć nie mogę, bo dzwoni do mnie Alex.
-Hallo?
Pytam cicho
-Płakałaś??
-Ja? Nie.....
-Słyszę...
-Dobra nie ważne po co dzwonisz?
-Chciałem zapytać co tamu mojej zagranicznej przyjaciółki?
-Jakiej tam zagranicznej... w domu siedzę.
-Szykuj się będę za 10 minut!
Krzyczy uradowany i rozłącza się. Uwielbiam w nim to, że zawsze gdy go potrzebuję on jest. Jest przy mnie. Moje przemyślenia przerywa wiadomość

Nathalie! Gdzie ty jesteś?!

Nadawcą jest nie kto inny jak Luke. Wyłączam telefon i znowu zaczynam płakać. Po 10-ciu minutach do mojego pokoju wchodzi Alex i bez żadnych pytań przytula mnie mocno. Kocham to w nim, że bez żadnych pytań potrafił mnie zrozumieć...

3 godziny później

Alex już poszedł, ale obiecał, że jutro zgarnie mnie i Lucy z domów i pójdziemy na spacer. Jest naprawdę niesamowity. Teraz poszłam coś zjeść bo od rana nic nie jadłam..

Lily

-Więc o czym chcesz pogadać?
-Nie zgrywaj głupiej, wiem że to ty
-Trochę jaśniej proszę
-To ty mnie zamknęłaś w łazience!
-Okej, nie wiem o czym mówisz ale niech ci będzie
-Śmieszy cię to? Przez ciebie nie zagrałem w meczu! On był cholernie dla mnie ważny
-A ciekawe kiedy miałabym cię zamknąć w tej łazience skoro ja poszłam na ten mecz więc mam alibi
-Po co byłaś na tym meczu skoro już ze sobą nie chodzimy?
-Żeby patrzeć jak przegrywacie, i wiesz tak się właśnie stało
Tego się po nim na pewno nie spodziewałam to stało się tak szybko, że tylko piekący policzek może mię utwierdzić, że to wydarzyło się naprawdę. Wychodzę szybko z kantorka i biegnę do mojego pokoju, mam gdzieś jego przeprosiny bo go poniosło ale on mnie uderzył! Nadal jakoś ciężko mi w to uwierzyć, wstaję i idę do łazienki w celu zobaczenia tego śladu i było do przewidzenia wielki czerwony ślad który z biegiem czasu stanie się fioletowy, staram się jeszcze go dotknąć lecz cholernie szczypie. A jak to ja mam ze sobą tylko tusz do rzęs i błyszczyk bo tylko to mi jest do życia potrzebne ale cholera mogłam jednak wziąć jakiś podkład z kosmetyków mamy tak na wszelki wypadek.
-Lily to ja Jorge mogę wejść?
Cholera jasna jeszcze jego mi tylko tu brakowało, i co ja teraz zrobię? No nic do odważnych świat należy, podchodzę do drzwi i nie otwierając ich zaczynam rozmowę.
-A możemy porozmawiać później?
-Wolałbym teraz
Z lekkim wahaniem ale otwieram mu drzwi i szybko ruszam w stronę końca pokoju czyli okna.
-Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku widziałem, że się bałaś
-Wszystko jest okej
-Mogłabyś chociaż rozmawiać ze mną twarzą w twarz
-Proszę bardzo. Odwracam się w jego stronę i widzę coś na kształt złości i smutku, a pod tym spojrzeniem pozwalam moim łzą na opuszczenie moich oczu a ja podchodzę do niego i bez żadnego przeciągania wtulam się w osłupiałego Jorge który przyciąga mnie do siebie jeszcze bardziej. Po paru minutach odsuwam się i spoglądam na Jorge który próbuje dotknąć mojego policzka lecz znowu zaczyna mnie piec.
-Piecze cię?
-Tak, ale spokojnie przejdzie
-W swoim pokoju mam chyba jakiś worek z kostkami, chodź
Idę za nim ale wątpię żeby i tak to w czymś pomogło, i tak zostanie ślad lecz jest dzisiaj jeden plus w ogóle praktycznie nie używałam swojego telefonu po powrocie do mojego pokoju trzeba to nadrobić, ale o tym potem teraz muszę patrzeć jak Jorge użera się z zamrażalką bo coś chyba blokuję i nie może się dostać do środka nie powiem śmiesznie wygląda gdy się wkurza.
-Proszę, a ciebie moja walka z zamrażalką tak bawiła czy masz jakąś huśtawkę emocjonalną?
-Raczej to pierwsze ale dziękuję za lód
-O czym tak rozmawialiście, że użył do tego siły fizycznej?
Okej jeżeli mu powiem możliwe, że nie będzie myślał że to ja uwięziłam go w łazience bo mu o tym powiedziałam a gdybym mu nie powiedziała zaczął by węszyć.
-Myśli, że to ja uwięziłam go w łazience i przez to nie zdążył na swój mecz
-Yhym, A to nie byłaś ty tak?
-Oczywiście że nie ja ,byłam na tym meczu od rana więc jak mogłam być w dwóch miejscach na raz?
-Okej jak go gdzieś spotkasz to lepiej trzymaj się od niego jak najdalej raz uderzył to i drugi raz może
-Postaram się, dziękuje jeszcze raz za kostki lodu ale chyba już pójdę do swojego pokoju, do widzenia Jorge
-Do widzenia Lily
Po dotarciu na miejsce od razu rzucam się na łóżko i zaglądam do telefonu i widzę jeden sms od Nathalie, wchodzę w wiadomość i sama treść już mnie przeraża prosi mnie żebym wróciła do domu czyli już nie jest z nimi w trasie to może znaczyć, że albo stało się coś Mamie lub komuś bliskiemu lub coś z Arthurem ale wiadomość przyszła o dziesiątej, a ja cały dzień telefon miałam wyłączony.
Szybko podnoszę się z łóżka i ruszam w stronę szafy, wrzucam na oślep wszystkie moje rzeczy i po dziesięciu minutach mogę śmiało stwierdzić, że wszystko już spakowałam i mogę jechać na lotnisko.
Okej jestem już w taksówce na szczęście nie ma jakiś mega wielkich korków więc za jakieś piętnaście minut powinnam być na miejscu szybko zarezerwowałam bilet i mam fart bo akurat za godzinę leci samolot do Atlanty, próbowałam się dodzwonić do Nathalie lecz jedynie co udało mi się uzyskać to jakeś pojedyncze i nie pełne zdania coś o Arthurze, jakimś facecie mamy i jeszcze coś chociaż nie wiem czemu Nath tak bardzo zabolało, że mama znalazła sobie kogoś po śmierci taty a dokładnie umarł dwa lata temu jak dla mnie to dobrze chociaż może to być tak, że boi się że mama zapomni o tacie ale raczej to nigdy się nie stanie, nawet mama trzyma w sypialni wspólne zdjęcia z tatą więc nie trzeba panikować na zapas.
Trzy godziny później mogę spokojnie wrócić do domu tylko wpadnę jeszcze po lody truskawkowe dla Nathalie i śmietankowe dla mnie, jeszcze parę innym przekąsek i dopiero teraz po dwudziestej mogę wracać do domu. Wchodzę do środka biorę dwie duże łyżki i kieruję się do pokoju Nathalie.

wtorek, 2 maja 2017

Rozdział 12


Lily

Deszcz powoli ustaję, burza przeszła jakoś godzinę temu przez to wszystko straciłam rachubę czasu.
Wiem tylko tyle iż na pewno zaczyna się już dzień jest może siódma rano lub ósma a ja siedziałam tu przez cały czas jakieś pięć godzin i mogę powiedzieć jest mi zimno, jestem cała przemoczona a jak wstanę i dotrę do hotelu to będzie cud. No ale kiedyś trzeba tam wrócić, jutro na bank cały dzień będę leżeć w łóżku, powoli wstaje z piasku i znów na niego upadam no tak skurcz, próbuje jeszcze raz i tym razem ustaje na swoich nogach po czym ruszam w stronę hotelu chociaż to nie jest takie proste bo jak tu chodziłam to była noc i nie za bardzo pamiętam wszystkie miejsca ale w dali zauważam chłopaka który jest podobny do Darena, próbuje go zawołać lecz jakby mój głos stracił jaki kolwiek dźwięk. Staram się jeszcze raz i z moich ust wydobywa się lekki mało słyszalny dźwięk lecz chłopak go chyba usłyszał bo zaczął się rozglądać.
-Lily?! Matko święta jak ty wyglądasz, Co ty tu robisz?
-Ch..cia..ł.am do.. ci..eb..ie..
-Dobra okej nic już nie mów, wskakuj do auta odwiozę cię do hotelu
Przy pomocy przyjaciela udaje mi się dotrzeć do jego tymczasowego samochodu, po czym mogę poczuć choć odrobinę ciepła od tego mrozu chłopak oznajmił mi, że niestety lecz nie ma żadnego koca i muszę wytrzymać aż do powrotu. Siedzę cicho przez najbliższe pół godziny i cierpliwie czekam na dotarcie do celu, jest mi trochę przykro bo na pewno nie pożegnam jutro Darena na lotnisko. Po odwiezieniu mnie chce wyjść z samochodu ale Daren mnie w tym uprzedza i bierze mnie na swoje ręce, po wejściu do środka chce od razu znaleźć się w moim pokoju żeby jak najmniej osób mnie taką zobaczyło. Lekko uchylonymi oczami udaje mi się zobaczyć Jorge wraz z Ashley lecz teraz to mnie guzik obchodzi.
-O mój boże Lily co ci się stało?
-Chwila, to Pan jest jej profesorem?
-Tak, ale co jej się stało?
-Jeszcze nie wiem ale chyba się domyślam, a teraz przepraszam  Pana my już sobie pójdziemy
Widzę jeszcze zmartwiony wzrok Jorge i po tym bardziej wtulam się w Darena.
Chłopak kładzie mnie na łóżku po czy znika żeby zaraz wrócić z czystymi ubraniami i ręcznikami, chce zacząć się przebierać lecz chłopak mi to uniemożliwia i sam zabiera się do przebrania mnie.
Ja nawet nie mam siły zaprotestować i staram się ułatwić działania chłopaka, po wszystkim jestem otulona dosłownie wszystkim i trzymam w ręku ciepłą herbatę za którą mało przepadam pije je tylko w takim stanie bo osobiście nie przepadam za gorącymi napojami wole zimne. Po paru godzinach leżenia schodzę tylko na kolację, Daren już musiał jechać więc wyściskałam go i obiecałam, że jak tylko wrócę to do niego wpadnę. Mimo wielogodzinnego leżenia nadal czuję się chora, wszystko mnie boli a gardło to totalna porażka, ale coś czuję że zrzucę kilka kilo bo jedzenie to średnio mi ostatnio wchodzi nie wiem czemu ale czuję jakby takie obrzydzenie do większości jedzenia oby mi to minęło. Po dziesięciu bezsensownych minutach wychodzę najedzona jakimiś trzema kęsami jajecznicy i postanawiam udać się do pokoju Pana Jorge i go przeprosić chociaż za ten policzek bo teraz nie chce mi się wdawać w jakieś kłótnie, stojąc koło drzwi przypomina mi się wczorajsza noc no cóż weź się w garść Lily wejdziesz i zaraz wyjdziesz, pukam i czekam aż on mi otworzy co się dzieje po paru sekundach.
-Lily?
-Czy mogłabym wejść?
-Tak, zapraszam
-Ja tylko na krótko, chciałam Pana przeprosić za wczoraj
-To chyba ja powinienem to tobie powiedzieć, chyba za dużo przebywałem w towarzystwie Ashley, że nie brałem jej kłamstw i manipulacji pod uwagę
-To może zapomnijmy o tym, do widzenia
-Żegnam Lily
Wchodzę do pokoju i zastaje tam moje dwie współlokatorki wrzawie o czymś dyskutując ale z rozmowy wynika, że o jutro ma być jakaś impreza na basenie z rana i one z Ash się na nią wybierają to nawet dobrze to tylko muszę jakoś przemycić jej telefon ale z tego co usłyszałam impreza rozpoczyna się o jedenastej a kończy gdzieś tak szesnasta a Chris zaczyna mecz o dwunastej więc nie zbawi go przyjście tutaj, no ale na dziś to żadnych rewelacji nie przewiduje.

Jutro- Godz.10:40

Okej Ashley jest w łazience a ja jakimś cudem dostałam się do jej pokoju więc teraz tylko poszukać jej telefonu, dobra widzę go pozostaję wysłać sms do Chrisa na bank ma jego numer, JEST!
Ash: Skarbie, słyszałam o twoim meczu nie chciałbyś dostać czegoś na zachętę?
Ch: Mogłaś o tym pomyśleć trochę wcześniej teraz na nic nie licz
Ash: Nie to nie, ciekawe może twoi kumple będą mieli większą ochotę nara
Ch: Dobra ale szybko za pół godziny u ciebie jestem
No i mamy pierwszy punkt odhaczony, teraz czekać tylko aż Ashley wyjdzie i muszę zabrać Chrsowi telefon żeby nie miał jak się skontaktować z kimś, jeszcze tylko usunąć wiadomości które napisałam i gotowe. Pół godziny później szybko odkręcam wodę w wannie i szybko wychodzę  z łazienki po czym chowam się w dużej szafie dobrze, że jest duża bo to byłby kłopot z znalezieniem kryjówki dobra jest już Chris tak! Kładzie telefon na łóżko, zagląda do łazienki okej szybko biegnę i zamykam drzwi po czym podkładam pod klamkę krzesło, teraz szybko tylko skasować u niego smsy i gotowe.
Żeby było pójdę na ten mecz i zobaczę czy mój plan całkowicie się udał co do Chrisa, po dwudziestu minutach mogę spokojnie usiąść na trybunach i oglądać mecz już od samego początku widać, że trener jest poddenerwowany czym świadczy oczywiście mój wkład. Po niecałych dwóch godzinach mecz kończy się wynikiem pozytywnym dla przeciwnej drużyny coś czuje, że miło to nie będzie Chrisowi jak się zjawi.
Wchodzę do holu i widzę Jorge czytającego jakąś książkę skoro mam dobry humor  to chyba zwykła rozmowa z nim mi go nie zepsuje.
-A dzień dobry Panu
-Witam, a komu tu tak dobry humor dopisuje?
-A czemu miałby nie dopisywać?
- Nic tak tylko pytałem, chciałabyś o czymś konkretnym porozmawiać czy tylko taka błaha rozmowa?
Chcę mu odpowiedzieć lecz nagle w pomieszczeniu pojawił się wkurzony Chris i chyba domyślił się że mu się przyglądam bo idzie w moim kierunku, a jeśli mi coś zrobi? Tak naprawdę to ja go wogóle nie znałam więc nie wiem do czego jest zdolny.
-Musimy pogadać
-W tej chwili? Bo teraz nie mam za bardzo czasu
-Nic mnie to nie obchodzi choć
Łapię moją rękę dosyć mocno a ja tylko rzucam przestraszone spojrzenie Jorge po czym znikam z jego pola widzenia w jakieś ustronne miejsce to chyba pomieszczenie dla sprzątaczek, Chris pcha mnie do środka po czym zamyka drzwi.

Nathalie

Chłopak chciał się wytłumaczyć, ale mu ni wychodziło, więc zrezygnowałam z pytanie go i poszłam do siebie gdy tylko położyłam się na łóżku od razu zasnęłam wykończona dzisiejszymi wydarzeniami.

Rano

Wstaję i drepcze do łazienki. Spoglądam w lustro. Wyglądam koszmarnie. Nie tracąc czasu zaczynam od kąpieli, która zamienia się w godzinne leżenie w wannie. Następnie wstaję, wycieram się i suszę włosy. wykonuję resztę porannych czynności łącznie z lekkim makijażem. Gdy wychodzę z łazienki na wyświetlaczu telefonu widzę godzinę 10:23 powinnam się zbierać do reszty, ale w ostatniej chwili ktoś do mnie dzwoni. Tą osobą okazuje się Alex. Jest on moim przyjacielem od lat dziecinnych. Nasze mamy były jeszcze przyjaciółkami w szkole. Poznałam go w piaskownicy pamiętam to jak dziś...

-Nathalie to Alexander.
Mówi moja mama, a ja uśmiechnięta spoglądam na chłopca,
który uważnie mnie obserwuje. 
-Nathalie.
Mówię i niepewnie podaję mu rękę
-Alex.
odpowiada z uśmiechem odwzajemniając mój gest.

Od tego czasu jesteśmy nie rozłączni, jest dla mnie bardzo ważny mimo, że jest homoseksualny. Mogę mu powiedzieć o wszystkim, a on zawsze mnie wysłucha i pomoże w trudnych chwilach. Jest dla mnie jak starszy brat. Chwilę rozmawiamy po czym rozłączam się i z uśmiechem na ustach idę na dół. Są tam już wszyscy oprócz Luke'a. Witam się z resztą i zasiadam do śniadania. Luke dołącza do nas po kilku minutach. Po śniadaniu zespół jedzie na próby, a ja zostaję w hotelu, ponieważ źle się czuję i nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Wracam do pokoju i dzwonie do Lily. 

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...