poniedziałek, 31 lipca 2017

Rozdział 20



Nathalie

Budzę się z głową na kolanach Luke'a. Uśmiecham się do niego.
– Która godzina?
Pytam zaspana.
– 20... będziemy jechać jeszcze 3 godziny.
Odpowiada patrząc mi w oczy. Ja uśmiecham się i wtulam się w niego. Po niecałych 10-ciu minutach Morfeusz zabiera mnie do siebie.
– Nathalie...
Słyszę dobrze znany mi głos, a następnie czuję czyjeś usta na swoich
– Co się stało?
Pytam podnosząc się
– Już jesteśmy...
Mówi Luke tuląc mnie

Rano

– Heej
Witam chłopaka, który dopiero otwiera oczy
– Hej.
Chłopak odwzajemnia uśmiech.
– Zbieraj się i idziemy na śniadanie.
Mówię malując oczy.
– Już?
Pyta przytulając poduszkę i zamykając oczy.
– Tak, bo za godzinę mama chce iść na plażę.
Mówię malując usta. Kończę makijaż i wstaję.
– Idę na dół. Jak się zbierzesz to przyjdź.
Mówię i wychodzę. Luke dołącza do nas po chwili i razem jemy śniadanie, które swoją drogą jest pyszne.
– Lekka zmiana planów...
Mówi mama
– Czyli?
Pytam zdziwiona.
– Teraz pójdziemy pozwiedzać, a nad morze pójdziemy wieczorem.
Mówi Robert.
– No dobrze..
Przytakuję niechętnie.

Lily

Schodzę po schodach z moją wielką walizką i słyszę kroki z dołu. Podnoszę wzrok i widzę Jorge z rozbawioną miną.
– Z czego się tak śmiejesz!?
– Od tego chyba jest winda, wiesz?
– Tak się składa, że jest zepsuta.
– Daj to.
Bez żadnego sprzeciwu oddaje mu moją walizkę i sama ruszam do auta. W połowie drogi dostaje sms-a od Darena.
                                     D: Tylko mi tam nie wpadnij :)

Co za buc! Spokojnie Daren na to się akurat nie zanosi. Szybko chowam telefon do torebki i zapinam pasy.
– Będziemy długo jechać?
– Jakieś cztery godziny...jeszcze są postoje.
Wyjmuje słuchawki i włączam moją playliste, po czym próbuje zasnąć.
Otwieram oczy i spoglądam na godzinę, 14:32 zaczęliśmy gdzieś jechać może...trzy godziny temu.
– Daleko jeszcze?
– Tak
– Aleś ty bezpośredni, a ile było postojów?
– Dopiero jeden
Boże, ale duszno tu. Otwieram okno i spoglądam na krajobrazy za oknem i muszę przyznać, że gdyby nie mój budżet chętnie bym podróżowała po całym świecie. Nagle mój pęcherz daje o sobie znać i czuje się już pełny.
– Ymm...Jorge? Kiedy będzie najbliższa stacja benzynowa?
– Jakieś parę minut temu minęliśmy najbliższą, a co?
–Nie nic, tak pytam.
Kurde, nie jednak nie wytrzymam.
– A mógłbyś zawrócić? Proszę.
– Coś się dzieje?
– Muszę do toalety.
Nic już nie mówi tylko skręca na pobocze i jedzie w przeciwną drogę.
– Dziękuje.
Po paru minutach samochód staje, a ja szybko lecę do łazienki. Po chwili wychodzę z niej i idę kupić coś na ząb, jedyne co tu korzystnego widzę to hot dogi, biorę dwa i jakieś picie po czym ruszam w stronę samochodu.
–  Trzymaj.
Podaje mu jednego i widzę, że skorzystał z postoju, bo tankuje i sam później rusza do łazienki.
–  Okej, możemy już jechać.
–  CHWILA!
Szybko biegnę w stronę sklepu i kupuje miętowe gumy do żucia. To jedyne "jedzenie" które mój żołądek toleruje podczas jazdy i nie mam przez to mdłości.
Wracam do pojazdu i już widzę minę Jorge, która oczekuje wyjaśnień.
– Mam chorobę lokomocyjną, odwal się.
Po parunastu minutach udaje mi się znowu zasnąć.
– LILY!
– Co jest kurde?
Otwieram oczy i widzę jakiś hotel i nie daleko plaże, no nareszcie.
– Ile spałam?
– Prawie dwie godziny. Już wcześniej zarezerwowałem nam pokój więc teraz tylko po klucze.
– Dziś już pewnie nie zdążymy nic zrobić?
– No nie, bo jest zaraz osiemnasta.
Zabieramy bagaże i wchodzimy do hotelu. Już w samym holu można zauważyć, że nie jest to przeciętny hotel, czekam na Jorge który odbiera klucze i ruszamy do wspólnego pokoju.
– Jorge, ile kosztowało cię to?
– Spokojnie, nie zbankrutuje.
Wnętrze nie jest luksusowe, ale gustowne jak na wystrój plażowy. Odkładam moje rzeczy na bok, bo raczej nie opłaca się rozpakowywać na trzy dni i razem ustalamy, że teraz zjemy i pójdziemy spać.
W drodze można zauważyć wyjście z holu od razu na plażę i jeszcze lekkie słońce które dzielnie się trzyma na niebie. Zerkam okiem na ludzi którzy są na plaży i jedna rodzina przykuwa moją uwagę. Czy tam jest Luke? Ale jeśli on tam jest, to zapewne Nathalie też! I zapewne nie pojechali sami tylko z mamą i jej facetem.
Dopiero teraz orientuje się, że przyglądam się im od kilku minut i Jorge musiał też odgadnąć o co mi chodzi, bo patrzy się na ten sam punkt co ja. No to rodzina w komplecie.

niedziela, 16 lipca 2017

Rozdział 19


Lily

Nie patrząc na konsekwencje, pierwsza całuje Jorge, a on nie pozostaje mi dłużny i sam przyciąga mnie bliżej siebie. Nie wiem ile tak się całowaliśmy, ale dzwonek oprzytomniał mój umysł i szybko zerwałam się z blatu. Pognałam w stronę wyjścia, za sobą usłyszałam jego głos.
– Po zajęciach zaczekaj na dworze, proszę.
Tylko nie to, chyba nie zamierza powiedzieć o tym dziekanowi? Przecież to by było głupie, sam by się wkopał. Na każdych kolejnych zajęciach nie mogłam się skupić, i czy nie było by lepiej po prostu zwiać? Albo jednak zostać i może się nie rozczarować. Tyle myśli a tylko jedna odpowiedź w głowie. Jednak zostanę, co ma być to będzie. Po zajęciach zbyłam Ashley, że muszę chwilę zostać i żeby na mnie nie czekała, i po upewnieniu się, że nikt już nie został, podeszłam do ławki na dziedzińcu i czekam. Po dziesięciu minutach, nadal go nie ma. A jeśli to pułapka lub żart?
Chce już wstać gdy z budynku wychodzi sam dziekan, kiwam mu głową na pożegnanie i po chwili po nim wychodzi Jorge. Patrzę czy dziekan już sobie poszedł i podchodzę do Jorge.
– Możemy porozmawiać u mnie? Nie chce by ktoś nas widział razem.
– ...Okej
Wsiadamy do jego samochodu i przez resztę drogi nie odzywamy się do drugiej osoby i to chyba lepiej, bo ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należy.
Po dwudziestu minutach wchodzimy do jego domu i od razu zabieram głos.
– Jorge. Nie przedłużajmy tego, powiedzmy sobie to co nam leży i tyle.
– Tylko ja nie chce by po tym wszystkim było tylko "tyle". Lily ja nie wytrzymam tyle tego, ja coś czuje do ciebie i to nie jest przelotne uczucie.
– Jeśli mam być szczera to ja też, darzę ciebie dosyć głębokim uczuciem, ale przecież jesteś moim profesorem!
– Wiem, ale został nam tylko rok, możemy ukrywać ten związek, a później się zobaczy. Jeśli oczywiście zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
– A jeśli nas ktoś nakryje?
– Będziemy na tyle ostrożni by nas nikt nie połapał, to jak?
– No...Dobrze.
Już dawno nie czułam się tak bezpiecznie w ramionach mężczyzny, wtulam się w niego jeszcze bardziej, nie chcąc by kiedykolwiek to się skończyło.
– Posłuchaj, a co powiesz na wyjazd? By lepiej się poznać, oczywiście w wakacje.
– No okej może uda mi się wziąć urlop na tydzień, wiesz dopiero zaczęłam pracować, więc głupio trochę.
– Ale lepiej byśmy się poznali, na ten tydzień chociaż co?
Jego ręce błądzące po moich ramionach i jego wzrok nie ułatwia sprawy.
– A gdzie byś ty chciał wyjechać?
– Nie wiem. Dawno nie byłem w górach.
– W górach? Ja nic bym tam nie miała do roboty, nie umiem jeździć na nartach.
– Wiesz zawsze możemy zostać cały tydzień w domku, będzie klimat, pewnie i ciepłe łóżko.
– Zboczuch! Nie pamiętasz? Jak ci mówiłam, że chce poczekać do ślubu?
– Jeszcze to przedyskutujemy, odwieźć cię czy chcesz dziś zostać?
– No nie wiem. A nie zgwałcisz mnie?
– Ha, ty jeszcze sama mnie o to poprosisz.


Nathalie

Jest już 19. Po rozmowie z Lily poszliśmy do Alexa po rzeczy, a teraz on zostaje u mnie na noc.
– To może teraz karaoke?
Pytam po skończonej wojnie na poduszki.
– Ale ja nie umiem śpiewać...
Skarży się chłopak.
– Alex! Tyle razy już razem śpiewaliśmy, że mi nie wmówisz.
Śmieję się widząc reakcję chłopaka. Nie zwlekając dłużej wstaję z łóżka i podchodzę do laptopa. Włączam karaoke i zaczynamy śpiewać.
– Nie myślisz o karierze?
Zaśmiał się.
– Tak... teraz... już lecę.
Mówię śmiejąc się i pokazuję na brzuch.

Rano

Budzę się jakoś przed godziną 10. Alex jeszcze śpi, więc postanawiam go nie budzić. Schodzę na dół.
– Hej mamo.
Przytulam rodzicielkę.
– Hej kochanie, jak się spało?
Pyta ze szczerym uśmiechem.
– Bardzo dobrze, a ty nie w pracy?
– Nie...dziś po raz pierwszy od dawna mam okazję odpoczęcia i razem z Robertem chcemy jechać nad morze na weekend i chcieliśmy cię zabrać.
– Nie, dzięki.
– Na pewno?
– Tak
– No dobrze, wyjeżdżamy wieczorem, więc może jeszcze zmienisz zdanie.
Odpowiada, a ja tylko uśmiecham się i wracam na górę. Biorę tam ten zestaw:

I idę do łazienki się ogarnąć. Gdy wracam Alex nadal śpi, stwierdzam że go obudzę.
– Wstawaj!
Krzyczę
– Jeszcze 5 minut...
Odpowiada odwracając się na drugi bok.
– O boże rodzę!
Krzyczę, a chłopak zrywa się na równe nogi
– Dobra już wstaje....
Odburkuje słysząc mój śmiech.
Niedługo potem chłopak idzie do domu, a ja siadam do biurka. Zaczynam pisać. Pisać to, co czułam. Czyli? Czyli radość.

Ten years old, hair running wild
Dirt on my face and a naughty smile
I was so in love with the place that I called home

To by było na tyle. Schodzę na dół i włączam telewizor. Chwytam ulotkę z pizzeri i zaczynam zastanawiać się co chciałabym zamówić. Przemyślenia przerywa mi mama.
– I jak Nath?
– Nie wiem...jestem w ciąży, a to są aż 4 godziny drogi...
– Nic Ci nie będzie... jak ja byłam z wami w ciąży to latałam samolotem.
Śmieje się mama, a ja spoglądam na nią wesoła. Po chwili jednak wzrok przenoszę na telefon oznajmiający, że ktoś wysłał mi sms-a. Odczytuję go szybko

Od: Luke

Możemy się jutro spotkać? Proszę...

– Mamo jadę z wami. 
Mówię szybko
– Zobaczysz, dobrze ci to zrobi.
– Mam nadzieję.
Przytulam szybko mamę i idę na górę, nie mam już ochoty na pizze. Muszę się spakować. Kończę pakowanie i odkładam walizkę w róg pokoju. Kładę się na łóżku zmęczona.

Lily

Chcę się przytulić do Jorge, ale moje ręce trafiają na...plecy? Otwieram oczy i widzę Jorge z laptopem na kolanach.
– A ty co w pracy? Sobota jest.
– Jak ty sobie jeszcze smacznie spałaś to do mnie dzwonili z uczelni. Przez tydzień są odwołane wszystkie zajęcia bo nie ma wody.
Odkłada laptop i przybliża się do mnie z zamiarem pocałowania mnie, ale nie tak szybko. Zakrywam usta dłonią i sprawdzam swój oddech.
– O co chodzi?
– Chyba oboje musimy umyć zęby.
– Chwila. Teraz sprawdzam hotele. I może najpierw pojedziemy nad morze na trzy dni, i później może w góry.
– A wyrobimy się?
– Na pewno. A teraz wynocha myć te zęby! Później cię odwiozę i się spakujesz, przyjadę po ciebie z samego rana.
Po odwiezieniu szybko informuje Darena i mojego szefa o moich krótkich wakacjach po czym w pół godziny wszystko udaje mi się spakować na dwa różne klimaty. Postanawiam się przejść i trafiam na Luke'a!? Już skończył trasę? Chyba wyczuł mój wzrok bo odwrócił się i idzie w moim kierunku.
– Cześć, Lily? Dobrze pamiętam? Siostra Nath.
– Hej, zgadza się, Lily.
– Co u Nath? Dawno jej nie widziałem.
– Ja w sumie też. Po tym jak się upiła, chociaż przez ciąże nie powinna, i po zrzuceniu winy na mnie, nie mam z nimi kontaktu od jakiegoś miesiąca.
– Upiła się?!
Chce odpowiedzieć, ale Luke szybko odchodzi.

Nathalie

Leżę już tak z dobra 20 minut kiedy nagle do mojego pokoju ktoś wpada.
– Luke?!
Pytam zszokowana podnosząc się
– No, a kto?! Czemu nie odpisujesz do cholery?! I czemu się upiłaś?!
– Po pierwsze. Nie będziesz na mnie krzyczał, a po drugie nie muszę ci się spowiadać.
Mówię spokojnie.
–Upiłaś się?
Pyta spokojniej widząc, że mam ,łzy w oczach.
–Tak, ale raz i żałuję...
Mówię, a z moich oczu leci łza. Siadam na łóżku.
– Przepraszam...
Mówię i łapię się za brzuch płacząc
– Nie szkodzi...a...czy to prawda, że to nie moje dziecko?
– Nie, skąd ty to wziąłeś?
– Sama mi to powiedziałaś...
– To było w nerwach...To twoje dziecko.
– Proszę wybacz mi
Mówi siadając obok mnie.
– Luke...
– Nie Nathalie, proszę wybacz mi...
– Chodź tu...
Mówię i przyciągam go do siebie. Chłopak całuje mnie tak delikatnie, jakby bał się, że zrobi coś źle, albo jakby miał mnie skrzywdzić. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale do mojego pokoju wchodzi mama.
– Ups....Przepraszam...Nathalie spakowana?
Pyta speszona.
– Tak mamo, walizka stoi tam.
Mówię pokazując bagaż.
– Jedziesz gdzieś?
Pyta zmartwiony patrząc mi w oczy.
– Nad morze na weekend, może chciałbyś jechać z nami? Może?
Ostatnie pytanie kieruję do rodzicielki, która zaczynała wychodzić z pokoju.
– Tak, ale musiałby jechać się teraz spakować, bo o 19 wyjeżdżamy.
Mówi i wychodzi.
– To jak?
– Będę za godzinę.
Mówi całując mnie szybko ostatni raz i wychodzi z mojego pokoju. Czekałam na to tak długo...

poniedziałek, 3 lipca 2017

Rozdział 18


Nathalie

Jaka ta chemia jest nudna...Marzę tylko o tym, aby wrócić do domu i położyć się po kołdrą, z dala od ludzi...Nagle Lucy uderza mnie w ramię.
– Ała! Co ty robisz?
– Robimy razem to doświadczenie?
Pyta i na dźwięk dzwonka wstaje
– Jakie doświadczenie?
– Widać jak słuchałaś...
Śmieje się widząc moją minę
– To nie jest zabawne...mów co mamy zrobić?
– Dobrać się w pary i zrobić razem wybrane przez siebie doświadczenie.
– Powiedz, że żartujesz...
Mówię i kieruję się do szafki.
– Niestety nie, ale zobacz kto idzie...
Mówi wręcz z piskiem, a w naszym kierunku podąża osoba, której nie widzę ponieważ stoję do niej tyłem.
– Możemy porozmawiać?
Słyszę przy swoim uchu melodyjny głos osoby, której bym się tu nie spodziewała.
– Nie mamy o czym.
Mówię zamykając szafkę z hukiem.
– A ja jednak myślę, że mamy. Sorki, ale możesz zostawić nas samych?
W tym drugim zdaniu Luke zwraca się do Lucy.

– Jasne.
Oznajmia radośnie dziewczyna, a ja morduję ją wzrokiem
– To o czym chcesz rozmawiać?
– Słyszałem, że jesteś w ciąży...
Mówi cicho chłopak patrząc mi w oczy
– Calum ci powiedział?!
– Tak, ale czemu mi nie powiedziałaś, że zostanę ojcem?
Pyta patrząc mi w oczy ze złością. Zwlekam chwilę z odpowiedzią, bo co jeśli będzie mi kazał usunąć ciążę? Nie żebym jakoś specjalnie kochała to dziecko, ale w końcu ma prawo do życia.
– Nie mówiłam Ci, ponieważ to nie twoje dziecko...
– Co?! Zdradziłaś mnie?! Kiedy?! Z kim?!
Krzyczy, a oczy wszystkich kierują się na nas. Wybiegłam ze szkoły nie zwracając na NIKOGO uwagi i wraca, zapłakana do domu. Strasznie brakuje mi Lily...chciałabym, aby mnie przytuliła...Ponownie próbuję się do niej dodzwonić...

Lily

Wychodzę z klasy i zaczynam szukać dziewczyn, w końcu trzeba odnowić stare stosunki, o ile to możliwe. Starałam się dziś wszystkich unikać i jak to możliwe gadać na wszystkich lekcjach z Ashley. Widzę je! Chcę do nich podejść ale Ash popycha mnie w stronę innego korytarza.
 – O co ci chodzi.
Okej to już jest dziwne.
– Nie ważne po prostu chodź za mną!
Idę za nią co jest mega dziwne, bo "śledzimy" Sophie i Jess.
– Czemu śledzimy moje przyjaciółki?
Oczywiście nie mogę liczyć na odpowiedź bo wchodzimy do łazienki dla dziewczyn i Ashley zamyka nas w jednej z kabin, czy to się już podlicza jako próba gwałtu? Siedzimy już tak dłuższą chwilę gdy do łazienki wchodzą Soph i Jess.
– Rozmawiałam dziś z Chrisem. Napisał mi, że ma wolną chatę i czy chcę do niego wpaść.
O co tutaj chodzi?
– Nie wiem jak on mógł tyle wytrzymać z tą cnotką, nawet jej młodsza siostra zaliczyła już tego Luke'a.
Czyli tylko udawały moje przyjaciółki i za pewne Chris i Jess byli w "kontakcie" jak jeszcze z nim chodziłam. Przeczekujemy z Ash ich wyjście po czym wybieramy się wspólnie do kawiarni i chyba czas szczerze pogadać.
 – Skąd.. skąd wiedziałaś?
 – Że to podłe siksy? Od dawna, ale nie miałam dowodów by ich zdemaskować, teraz słyszałam na przerwie, że w toalecie powie coś ważnego Sophi.
 – Czemu to robisz? Wiesz nie pałaliśmy do siebie miłością.
 – Bo cię...polubiłam.
– Może chcesz wyjść dzisiaj do klubu?
– A będzie może Daren?
– Może uda mi się go wyciągnąć
 – To o dwudziestej pod klubem Cosmo?
 Tylko grzecznie mi tam z Darenem.

Godzina 19:40

Okej, ostatnie poprawki i możemy wychodzić, Daren od razu mówił, że będzie pił i na jego pomoc nie mamy co liczyć z podwózką. Po paru minutach widzę czekającą na nas Ashley. Muszę przyznać, że obie wyglądamy do schrupania:











 











– No muszę przyznać dziewczyny, będę o obie zazdrosny. 
Na mnie ta uwaga nie zrobiła wrażenia, ale Ashley zarumieniła się na tą uwagę. Po wejściu do klubu od razy poszliśmy do baru zamówić drinki na orzeźwienie, gdy chce go wypić, mój telefon zaczyna dzwonić. Cholera! Chyba zacznę go zostawiać w domu, Nathalie...czy ona nie ma życia prywatnego. 
– Zaraz wracam.
Odchodzę tam gdzie mniej słychać muzyki i do niej oddzwaniam.

– Luke był u mnie dzisiaj w szkole
Mówi zapłakana.
– I to tyle? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?!
– I wróć do domu...tęsknię...
– Jasne żeby znowu było wszystko na mnie?        
– Nic nie jest na ciebie. Mama zapomniała, a ja cię potrzebuję...
Mówi nadal płacząc
– Nie Nathalie, i tak miałam się wyprowadzić, to tylko przyspieszyło przeprowadzkę, i czemu teraz do mnie dzwonisz? Po tygodniu, kiedy znowu się coś u ciebie dzieje to Lily mi pomoże!?
– Dzwoniłam wcześniej!
– Po kilku dniach od mojego zniknięcia. Przepraszam, ale teraz nie jestem jeszcze gotowa by zapomnieć, pa Nath.
Wracam do przyjaciół i bawimy się przez resztę wieczoru, a po dwóch godzinach wracamy do mnie w trójkę i jak to Daren stwierdził, skoro to był nasz pierwszy wypad gdzieś razem to trzeba uwiecznić tą chwile. Pobiegłam do mojego pokoju i wzięłam mój aparat "natychmiastowy" i po tym Daren poszedł odprowadzić Ashley a ja poszłam spać.

Nathalie

Po skończonej rozmowie rzucam telefonem o fotel i zaczynam płakać jak małe dziecko. Gdy trochę się uspokajam dzwonię do Lucy, a ta gwarantuje, że będzie u mnie niedługo. Ja przebieram się w piżamę i otwieram laptopa w celu napisania do Alexa. Niestety. Pech chce, że laptop rozładował się, a ja nie wiem gdzie jest ładowarka. Schodzę na dół. Niestety nikt nie raczył mnie poinformować, że tego wieczoru odbędzie się spotkanie mojej mamy z jej znajomymi.Oczywiście gdy pojawiam się na dole wszystkie oczy kierują się na mnie. Ciekawe dlaczego. Bo mam na sobie piżamę? Ludzie jestem u siebie. Nie zwracając na nikogo uwagi udaję się do kuchni. Biorę z niej popcorn, czekoladę, oraz wino, po czym wychodzę z kuchni i kieruję się na górę. Na schodach zatrzymuje mnie głos mamy.
– Nathalie możesz chwilę poczekać?
Pyta, a ja zrezygnowana podążam na dół.
– Tak?
Na moich ustach pojawia się sztuczny uśmiech.
– To jest moja przyjaciółka Sylvia
– Ymmm...dobry wieczór?
– Dobry wieczór
Odpowiada mi pogodnie kobieta.
– A to jej syn Leo.
Ty razem mama pokazuje na chłopaka, który ma, według mnie, 19 lat.
– Może posiedzi z tobą i Lucy w pokoju, bo tu i tak się nudzi
Mówi zadowolona mama, a ja tylko kieruję się do pokoju, chłopak udaje się za mną.
– Napijesz się wina?
Pytam po chwili ciszy.
– Pewnie.
Odpowiada chłopak ze szczerym uśmiechem.
– Nathalie jestem tak w ogóle, ale wszyscy mówią mi Nath.
Mówię podając chłopakowi wino
– Leo.
Uśmiecha się po raz kolejny tego wieczoru, a w tym samym momencie do mojego pokoju wpada Lucy.
– Jestem! Sorry za...hej?
– To jest Leo, syn koleżanki mojej mamy.
Mówię zadowolona.
– Hej, Lucy jestem.
Widzę, że dziewczynie świecą się oczy, więc postanawiam ich zostawić.
– Poczekacie? Ja zadzwonię do Alexa.
Nie słyszę odpowiedzi, więc biorę telefon i wyjmuję szybko jednego papierosa, po czym wychodzę na balkon i odpalając papierosa próbuję dobić się do przyjaciela. Jednak wszystko na marne. Gdy wracam do pokoju na łóżku zauważam kartkę

Leo musiał już iść, a ja jadę do szpitala.
Katherine RODZI!

Katherine to jej 21-letnia siostra. No i znowu jestem sama. Super. Kładę się spać, bo mam na jutro plan.

Lily

Następnego dnia

Chowam swoje rzeczy i mam zamiar opuścić salę, gdy Jorge wchodzi do niej i zamyka mi drzwi przed nosem.
 – Dzień dobry, ale my nie mamy teraz ze sobą lekcji.
 – Wiem, widziałem twoją siostrę przed uczelnią i chyba na ciebie czeka.
 – Nie wiem po co skoro wszystko sobie wyjaśniłyśmy, a co robiła?
 – To nie moja sprawa, ale paliła jeśli o to ci chodziło
 – Wiedziałam, cholerna egoistka
Nic już nie mówiąc idę pod uczelnie i podglądając jeszcze przez okno widzę ją z jej przyjacielem i oczywiście papierosem w ręku.

Nathalie

Rano

Po śniadaniu wychodzę z domu i podążam przed uczelnię Lily. Muszę z nią porozmawiać. Idzie ze mną Alex, który rano do mnie oddzwonił i przepraszał. Jak to on. Pozwala mi na wszystko. Przy nim mogę być po prostu sobą, więc wyjmuję papierosa i odpalam go. Po 5 minutach jesteśmy na miejscu. Czekamy chwilę, ale nagle słyszę znajomy głos, więc szybko gaszę resztkę papierosa.
– Miałaś z tym skończyć
– Myślisz, że tak łatwo jest zerwać z nałogiem? Z resztą ja nie po to tu jestem. Proszę wróć do domu...
– Przecież ci mówiłam już tam nie wrócę! I przez telefon powiedziałaś, że mama już zapomniała, o co ci wtedy chodziło? 
– Ale mama już zapomniała o złości na ciebie...
– Złości się na mnie?!
– No już nie. Chodziło o to jak się napiłam i wylądowałam w szpitalu, a mama cię obwiniała... Zresztą rób co chcesz.
Odeszłam łapiąc Alexa za rękę, ale po chwili rozpłakałam się.

Lily

Jak zawsze wszystko moja wina, czemu ja zawsze muszę być ta gorsza. Wracam na uczelnie i zamykam się w damskiej toalecie, napiszę tylko do Ashley, że jestem tutaj.
Po posłuchaniu piosenek na uspokojenie, spoglądam na telefon i widzę, że jestem spóźniona na lekcje Jorge! Kurde, miała być dzisiaj ostatnia kartkówka w tym roku. Szybko przemywam twarz wodą, super nie zdążę poprawić makijażu, wychodzę z łazienki i idę do sali.
– Przepraszam, za spóźnienie
Szybko idę do Ashley z głową spuszczoną w dół i zaczynam przepisywać pytania z tablicy na kartkę. Nie mogę się skupić przez to wszystko, tylko żeby mi to nie pogorszyło oceny końcowej, no nic już nie wymyślę. Wstaje i kładę pustą kartkę i z powrotem siadam na swoje miejsce. Chyba nic się nie stanie jak położę się na moment.
– Lily....Lily obudź się.
Czyżbym znowu usnęła, otwieram oczy i widzę pochylającego się nade mną Jorge, rozglądam się po klasie ale jesteśmy tu sami, patrzę na zegar i widzę, że jest już dawno po zajęciach.
– Już tak późno?!
– Co się tam wydarzyło? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć.
– Nic, to co zwykle...Dowiedziałam się od mojej siostry, że matka obwiniała mnie za wylądowanie Nathalie w szpitalu a moja ukochana siostra chce odegrać rolę tej uroczej i chce mnie namówić na powrót do domu.
– Skąd wiesz, że nie mówi tego szczerze?
– No nie wiem, może dlatego, że matka jej na wszystko pozwala! I przez to ma wodę zamiast mózgu!
Chce schować wszystkie swoje rzeczy gdy w torebce zauważam moje zdjęcie zrobione wczoraj, na taki widok aż warto się uśmiechnąć.
– Nie wiedziałem, że przyjaźnisz się z Ashley. – Odrywam wzrok od zdjęcia i przenoszę go na Jorge który przygląda się zdjęciu.
– Pomogła mi chociaż wcale nie musiała.
– Nie chce brzmieć jakoś dziwnie, ale wyszłaś pięknie na tym zdjęciu
Podnoszę wzrok na niego, a on w tym czasie zaczyna się przybliżać chociaż widać, jakby walczył z tym. Czy powinnam go zatrzymać? Czy mieć gdzieś prawo i poddać się swoim uczuciom?

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...