wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozdział 21


Nathelie

Około godziny 17 wszyscy zwijają się do hotelów i zostajemy sami. Nareszcie. Wychodzę z wody i staje na brzegu patrząc na morze łączące się z horyzontem. Po chwili dołącza do mnie Luke tuląc mnie od tyłu.
– Jest cudownie...
Przyznaję z uśmiechem
– Tak...Dziękuję.
Mówi chłopak kładąc mi rękę na brzuchu.
– Nie masz za co.
Odwracam się do chłopaka.
– Mam. Za kilka miesięcy na świat przyjdzie nasz skarb.
Oznajmia i całuje mnie. Po pocałunku styka czoło z moim.
– A dokładnie za 5 miesięcy.
Uśmiecham się, co chłopak odwzajemnia. Odwracam się z powrotem w stronę morza i rozkoszuję się tym widokiem. Nagle odwracam się i w drzwiach wyjściowych hotelu, w którym wynajmujemy aktualnie pokój, widzę Lily z jej profesorem?! Chwilę stoję wmurowana w podłogę, ale potem otrząsam się i podążam do mamy.
– Mamo...
Mówię półszeptem.
– Co się stało kochanie?
Pokazuje na miejsce obok siebie bym usiadłam.
– Nie dziękuję, ale wydaje mi się, że widziałam Lily...
– Nath coś się stało? To przecież nie możliwe...
Śmieje się Robert.
– Nie! Naprawdę! Mamo, chodźmy coś zjeść.
– Dobrze. Skoro tak bardzo chcesz...
Mówi mama i wstaje. Podążamy do bufetu.

Lily

Nie, nie i jeszcze raz nie! Co oni tutaj robią? Nawet nie zamierzam przez to psuć naszych planów. Biorę rękę Jorge i ciągnę go do bufetu, ale nawet jego widok nie jest wstanie mnie zadowolić. Czy tutaj wszystko musi być związane z morzem! Ryby wszelkiego rodzaju i ze wszystkim, owoce morza utwierdzają mnie w przekonaniu, że to nie jest przeciętny hotel. Chce wziąć już jakąś sałatkę, ale nawet w niej znajduje się jakaś ryba. Chyba przejdę na strajk głodowy przez te trzy dni. Decyduje się na jakąś kanapkę i siadamy przy oknie.
 – Myślałem, że po podróży będziesz bardziej głodna.
No co ty kurde nie powiesz.
– Nie lubię jedzenia związanego z morzem.
– Przepraszam, nie wiedziałem. Chociaż powinienem zapytać wcześniej.
Chce go jakoś pocieszyć, więc kładę moją dłoń na jego i ją ściskam.
– Jak chcesz możesz jeszcze zostać ja idę do pokoju.
Już próbuje odejść gdy do sali wchodzą oni. Szybko chowam się pod stół przy którym siedzi Jorge, i szepczę do niego, że mnie nie ma. Cholera ile czasu będę musiała tu siedzieć? Znaczy my, bo Jorge nie zostawi mnie samej.

Nathalie

Wchodzimy do pomieszczenia i zajmujemy miejsca.
– Widzisz? Nikogo nie ma, oprócz tego pana i pani z dzieckiem.
Zauważa Robert.
– Mamo...ten PAN, to profesor Lily.
– To chyba nie on...
– Tak to on!
– Poczekajcie chwilę.
Mówi mama i podchodzi do mężczyzny.

Lily

Słyszę jak ktoś podchodzi do naszego stolika i nagle słyszę ten głos. Mojej matki.
– Przepraszam, czy to Pan jest profesorem Lily?
– Tak, ale..
– Chwileczkę! Lily widzę twoją torebke, wyłaź z pod stołu TERAZ!
Niechętnie, ale wychodzę z pod stołu i staje twarzą w twarz z mamą. W progu zauważam resztę osób przyglądających nam się z uwagą.
– Czyżby ktoś znowu ci wyśpiewał gdzie jestem?
Mówię podniesionym głosem by Nathalie to usłyszała, jestem pewna, że to ona nas zauważyła.
– To nie jest teraz ważne.
– Ach tak? A co jest dla ciebie teraz ważne?
– Żeby spędzić z tobą trochę czasu. Jesteś moją córką! Kocham cię.
Mówi i przytula mnie.
Odpycham ją od siebie z obrzydzeniem.
– NIE! Ty już powiedziałaś co o mnie myślisz!
– Przepraszam...proszę wybacz mi...może pójdziemy gdzieś wszyscy na miasto?
– Co!? Nie mów, że nie obchodzi cię co tutaj robię z moim profesorem!?
– Obchodzi, ale chciałabym iść porozmawiać gdzieś na miasto...
– Teraz. Pytaj teraz.
– Lily może lepiej porozmawiajcie na spokojnie?
I on jeszcze przeciw mnie?
– Chyba byłeś tam, co nie? Słyszałeś co mówiła. Ja wiem, że to prawda.
Szybko odchodzę od nich i biegnę do naszego pokoju. Szybko zamykam się w łazience i odkręcam kran żeby nalać wody do wanny. Ja wiem, że to co mówiła w szpitalu było prawdą. Nigdy ze mną nie chodziła na zakupy, chociaż z Nathalie osobiście szła po sukienkę na jej bal w szkole. Ja gdy tylko powiedziałam, że coś takiego jest w szkole od razu zakazała mi iść na nie. I ten obraz, który powraca choć nie jest tu mile widziany jak weszła do pokoju gdy jej własny brat, a mój wujek próbował dobrać mi się do majtek gdy miałam sześć lat. Gdy chciałam powiedzieć o tym tacie sama zaczęła snuć ojcu, jaką ja mam bujną wyobraźnię. Takich wspomnień jest zbyt dużo. Wchodzę do wanny i próbuje o tym zapomnieć. Po dziesięciu minutach słyszę otwieranie drzwi, więc szybko przebieram się w piżamę i wychodzę z łazienki. Na łóżku zamiast mojego chłopaka siedziała moja siostra.
– Skąd wiedziałaś gdzie mam pokój?
– Jorge mi powiedział.
Odpowiada bawiąc się brelokiem od kluczy.
– Słucham. Miejmy to za sobą.
– Proszę dogadajmy się...za 5 miesięcy zostaniesz ciocią...
– Ale na rozejm z mamą nie licz.
– To już jest sprawa między tobą, a mamą. Dziękuję, że mi wybaczyłaś!
Mówi radośnie i wstaje.
– Hej, ale nie spowiadaj jej się po każdym naszym spotkaniu, okej?
– okej. A pójdziesz z nami dziś wieczorem na pizze? Możesz cały czas gadać z Jorge, tylko chodź...
I po co ja ubrałam piżamę?
– Jak chcesz możesz przyjść z Luke'iem i pizzą tutaj, nie chce mi się przebierać.
– Zobaczę co da się zrobić.
Śmieje się i wychodzi.

Nathalie

Schodzę na dół gdzie jest reszta.
– Mamo, idźcie z Robertem sami na miasto, Lily chce pobyć z naszą dwójkę, nie wiem, może zróbcie sobie romantyczny wieczór, czy coś.
Mówię łapiąc Luke za rękę.
– Myślę, że to dobry pomysł
Odpowiada Robert.
– Dobrze, to wrócimy około północy.
Śmieje się mama, a ja z nią po czym wychodzą. My trójkę skierowaliśmy się do pokoju Lily i Jorge.

Lily

Po wyjściu Nath, staram się trochę ogarnąć pokój i poszukać coś do picia. Po czym włączam telewizor i otwierają się drzwi, w progu stoją trzy osoby.
– Stop. A gdzie ta pizza?
Wszyscy stają i patrzą na mnie przez chwile, a potem Nath znika w tyle by zamówić. Ja w tym czasie przeglądam programy gdzie trafiam na czyste zło.
– Nie przewijaj!
Titanic. Moja siostra zna go na pamięć i wręcz zmuszała mnie za każdym razem kiedy leciał w telewizji do wspólnego oglądania.
– Nath błagam cię, chociaż nie teraz.
– Nie. Dopiero się zaczyna więc to znak, żeby go obejrzeć.
Mówi i układa się jak najbliżej telewizora.
– Nath nie na brzuchu!
Krzyczy Luke.
– BOŻE!
Dziewczyna wstaje i siada po turecku przed ekranem. Ja za to układam się jak najdalej w łóżku i po kryjomu przeglądam jakieś strony na telefonie.
– Luke, nie teraz.
Mówi Nathalie odpychając chłopaka, który pocałował ją w szyję.
– Ej! Z tym na zewnątrz proszę.
Kończę tą konwersacje bo, do pokoju ktoś puka. Wstaje i odbieram naszą pizze i oddaje jedną kochasią a drugą nam. Już chcę wziąć jeden kawałek gdy przypomina mi się moja obietnica złożona pół roku temu. Chociaż jeden fast food który musi zniknąć z mojego życia. Los zadecydował, że była to pizza.
– Czemu nie teraz?
Pyta Luke
– Bo oglądam?
Odpowiada ironicznie dziewczyna. Co za ludzie. Jeszcze jedno takie zdanie a ich wyrzucę z stąd.
Po dwóch godzinach męki w końcu młodzi wyszli, a ja bardziej przytuliłam się do Jorge.
– Ja przynajmniej umiem się powstrzymać przy ludziach.
– Yhym.
Chcę już coś odpowiedzieć, ale mój brzuch zaczyna głośno burczeć.
– Nie rozumiem cię. Rozumiem jeszcze te ryby, ale pizza? Nie wybrzydzasz?
– Wiesz? Akurat chciałam chociaż ograniczyć jeden fast food w moim życiu! Ale, skąd to możesz wiedzieć! Że ponad dwa lata nie jem pizzy! Przecież nic o sobie nie wiemy!
– Dla tego przecież pojechaliśmy na ten wyjazd! Żeby się lepiej poznać!
– Chyba przez łóżko. Chciałam powiedzieć to pod nosem, ale Jorge raczej to usłyszał bo ruszył w stronę łazienki. Ja za to idę spać.

Nathalie

– Luke, nadal jestem głodna.
– Dopiero co była pizza.
– Odmówisz ciężarnej?
– Nie no dobra, chodźmy.
Mówi chłopak i łapie mnie za rękę.
Po godzinie wracamy do hotelu i kładziemy się wykończeni spać.

Rano

Budzą mnie hałasy dochodzące z zewnątrz. Pada grad. Zakrywam twarz poduszką, ale do drzwi ktoś puka. Niechętnie wstaję i otwieram.
– Mama?
Pytam zaspana.
– Tak, razem z tatą jedziemy na cały dzień do centrum, jedziecie z nami?
– Po pierwsze nie nazywaj go tatą, bo nigdy nim nie będzie...a po drugie nie idę.
– No dobrze, to do wieczora...
Odchodzi zrezygnowana.

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...