piątek, 21 kwietnia 2017

Rozdział 11


Lily

Nie wytrzymuje tego więc szybko do niej podchodzę i daje jej prosto w twarz, nie dość już namieszała w moim życiu to jeden czerwony ślad nie wyrządzi jej tyle krzywdy.
-Hej co się tu dzieje?
-Czy Pan zawsze musi być tam gdzie ja?
-Porozmawiamy później, a ty Ashley chodź ze mną po okład na ten policzek
Ten facet jest na prawdę jakiś chory, oczywiście ta biedna to Ash a ja to ta zła,  nie zamierzam czekać na jaśnie księcia który się zajmuje swoją biedną księżniczką tylko wychodzę z hotelu do apteki, i chyba będę musiała dopisać do mojej listy leki uspokajające bo zaraz z tych nerwów serce mi wyskoczy. Po zakupieniu owych tabletek od razu biorę jedną tabletkę na uspokojenie i czekam na jej działanie po czym ruszam do hotelu, patrzę jeszcze na godzinę i widzę 16:03 nie jest źle chyba teraz pójdę się zdrzemnąć i nie pokazywać się chwilowo Jorge na oczy bo już wiem na czym ta rozmowa będzie polegać i że przemoc to nie jest rozwiązanie a ciekawe co on by na moim miejscu zrobił. Cichaczem sprawdzam moje piętro i nie widząc na nim jego wchodzę do pokoju i od razu idę wciąć szybki prysznic, rano widziałam moje współlokatorki na bajerowaniu nowych facetów więc mogę stwierdzić, że całe lokum jest dziś tylko moje. Po krótkim prysznicu jak to ja zapominam zabrać ze sobą ubrania na zmianę więc wychodzę z łazienki w samym ręczniku i wchodząc do pokoju o mało co nie dostaję ataku serca a co z tym idzie? Oczywiście mój ręcznik leci w dół a mnie całą nagą widzi nie jaki Jorge Blanco mój wykładowca, rzecz jasna szybko próbuje się nim przykryć co mi nie wychodzi, a ten baran nawet się nie odwróci tylko ciągle się gapi.
-Czy mógłbyś chociaż zamknąć te oczy!?
-Chciałem tylko porozmawiać o tym incydencie ale chyba zrobię to później, cześć
-Żegnam
Boże, gorzej chyba nie może być, daruje sobie już tą drzemkę ale patrząc na krajobraz zbliża się mocna wichura i chyba burza co jest bardzo złe, bo cholernie boje się burzy a raczej nie będzie tu nikogo w nocy żeby chociaż nie być sama w ciemnym pokoju podczas burzy i wichury.
Postanawiam porozmawiać na wideo czacie z moją siostrą i poplotkować trochę i muszę jeszcze pogadać z Jess i Sophi, oznajmić im iż ja i Chris to historia. Po godzinie mogę wyłączyć laptopa i odetchnąć po dwóch ciężkich rozmowach w których próbowano wycisnąć ode mnie dosłownie wszystko, nagle coś błysnęło więc podchodzę do okna i patrzę na deszcz z gradem który z każdą chwilą przybiera na silę i do tego jakby drzewa zaraz miały się położyć.
Otwieram na chwilę okno i wpada na mnie zimny deszcz i chłodne powietrze, po niebie znów rozchodzi się błysk i kolejny duży grzmot szybko zamykam okno i wychodzę z pokoju do restauracji na kolacje bo przyznaje nie chce być sama podczas burzy, a jeśli się nie skończy i będzie całą noc, przecież ja nie zasnę. Wchodzę do środka i widzę garstkę ludzi w tym przy jednym stoliku Ashley i Jorge, rany on naprawdę chce stracić tą pracę ale nie mogę powstrzymać uśmiechu przy zobaczeniu czerwonego śladu na jej policzku przyglądając się bliżej zauważam, że jedzą razem kolację i z tego co widać po minie Ash jest z tego zadowolona. Do czasu, nie wspominałam ale mam już plan jak zemścić się na Chrisie i Ash to proste mój były bardzo dużo mi mówił jak ten mecz jest ważny i może mu otworzyć świetlaną przyszłość bo będą na nim sponsorzy i takie tam więc co by się stało jeżeli by nie zjawił się na tym meczu? Proste trener będzie na niego wściekły i straci do niego zaufanie z czym idzie ławka rezerwowych a Ashley to się załatwi jak zdobędę jej telefon ale o tym potem. Teraz chce coś zjeść bo jadłam dzisiaj tylko kanapkę przechodzę obok nich i siadam przy oknie i biorę w rękę menu po czym podchodzi do mnie kelnerka i podaję jej zamówienie oczywiście w ramach wycieczki posiłki w restauracji są opłacone, przeglądając telefon słyszę kogoś wołającego mnie więc podnoszę wzrok i widzę Darena mojego najlepszego przyjaciela z liceum który musiał się wyprowadzić do Europy, nie myśląc zbyt wiele szybko do niego biegnę i rzucam mu się na szyję i mam gdzieś, że połowa tu obecnych przygląda się temu.
-Jezu nie mogę w to uwierzyć to naprawdę ty!
-No trochę się chodziło na siłownie ale żeby aż tak, nie no ty też pięknie wyglądasz
-Właśnie miałam zacząć jeść więc przyłączysz się do mnie?
-No pewnie, mamy dużo do obgadania
Biorę Darena za rękę i ruszamy w stronę stolika rzucając okiem widziałam dziwne spojrzenie Jorge jakby przeszkadzała mu obecność Darena a za to widziałam zadowalającą minę Ash która już obmyślała jakby tu go nie poderwać. Ale to się nigdy nie stanie bo mój najlepszy przyjaciel nigdy nie lubił jednorazowych numerków i w życiu miał tylko jedną dziewczynę w sumie w miarę podobną do Ashley gdy się o tym dowiedział, że zdradzała go z wieloma innymi nie tylko ze szkoły to wściekł się i uderzył ją w twarz po tym z swoimi kumplami zaczął ją gnębić w szkole przez co nie wytrzymała i odeszła do innej szkoły. Po piętnastu minutach skończyliśmy opowiadać co się działo u drugiej osoby przez te dwa lata.
-Nie mogę uwierzyć, że ten cały Chris zdradził cię z takim pustakiem, znając ciebie zapewne już masz pomysł na zemstę
-Jak ty mnie dobrze znasz, na Chrisa już mam plan a Ash to dopiero jak wrócę do Stanów
-A kiedy wracacie z tej wycieczki?
-Za jakieś dwa tygodnie to jest mój pierwszy dzień tutaj
-No to się świetnie składa bo ja wracam do Stanów na stałe i jak chcesz mogę ci pomóc z tą Ashley
-Czyli chcesz powiedzieć, że mój najlepszy przyjaciel znów będzie w tym samym mieście co ja?
-Tak, a do tego mój ojciec kupił mi mieszkanie w jednym z budynków i koło mnie jest puste lokum więc pomyślałem, że może ty szukasz czegoś do kupienia a to mieszkanie nie kosztuje dużo
-No nie wiem Daren, mam może jakieś oszczędności ale moja mama musiałaby się dołożyć
-Na pewno się zgodzi, a jeśli będzie miała jakieś wątpliwości to zadzwoń
-A właśnie co u twoje siostry ona teraz powinna być w ostatniej klasie liceum?
-Powinna być ale jej chłopak gra w znanym zespole i na parę miesięcy pojechała z nim w trasę, a kiedy wyjeżdżasz z Hiszpanii do Stanów?
-Pojutrze, więc jutro już muszę się zacząć pakować i mam nadzieje, że pożegnasz mnie na lotnisku
-No może, słuchaj ja już muszę lecieć ale jakby co masz mój numer?
-Tak, trzymaj się Lily
Patrzę jak odchodzi po czym sama wstaje i ruszam do mojego pokoju w celu pójścia spać bo to był  zakręcony dzień i nic mnie już dzisiaj nie zdziwi, po położeniu się wygodnie w łóżku zasypiam o godzinie dosyć wczesnej bo dwudziesta druga to jeszcze nie jest u mnie pora do spania.
Nagle głośny huk budzi mnie ze snu i zaspana rozglądam się po pomieszczeniu i patrzę na godzinę 23:56 to sobie długo pospałam i na pewno teraz zasnę przecież ta burza będzie trwać wiecznie. Próbuje zapalić lampkę lecz chyba korki wysiadły bo za nic nie chce się włączyć, wstaję z łóżka i wychodzę z pokoju do jakiegoś automatu po butelkę wody ponieważ zapomniałam jej zabrać wcześniej jak to ja. Po zabraniu owego przedmiotu kieruję się w stronę pokoju ale mocny grzmot i błysk uniemożliwia mi dalsze pójście do przodu, w wielu horrorach tak często jest jedna osoba na korytarzu błysk i później jakiś potwór z nikąd rzuca się na ciebie, mimo iż lubię oglądać horrory to przypominanie ich sobie w nocy w czasie burzy to nie jest dobry pomysł. I już sama nie wiem na jakim piętrze się znajduje ale chyba moim chociaż po ciemaku ciężko określić, próbuje wejść do mojego pokoju lecz wydaje się być zamknięty a ja zostawiłam otwarty pokój próbuje jeszcze coś wskórać a drzwi się otwierają lecz nie dzięki mnie tylko właściciela tego lokum czyli Jorge.
-Lily? Co ty tu o takiej godzinie robisz?
-Przepraszam ale chyba pomyliłam piętra a do tego ta ciemność nie pomagała
-Nic się nie stało tylko uważaj następnym razem żeby ci kiedyś nie otworzył ktoś zupełnie obcy
Chcę odpowiedzieć na tą uwagę ale mocny huk psuje moje plany, to chyba najgłośniejszy grzmot jaki kiedy kolwiek  słyszałam, rzecz jasna musiałam podskoczyć po tym incydencie i wtulić się w zaskoczonego profesora, szybko chce się uwolnić lecz burza uniemożliwia mi to kolejnym hukiem, czy ona się uwzięła na mnie to nie jest już normalne, znowu wtulam swoją głowę w klatę Jorge a on mnie od siebie odciąga.
-Czy ty się boisz burzy?
-Aż tak to Pana dziwi, nie każdy musi ją lubić
-Wiesz oglądałem prognozę pogody i ta burza ma trwać całą długą noc
-Teraz to na pewno sobie ze mnie żartujesz
-Jakże bym śmiał
Waham się nad tym co za chwilę ma nastąpić lecz przypominam sobie tą "uroczą" scenę w restauracji parę godzin temu, wpycham się do pokoju Jorge i siadam na jego łóżku a ja dopiero teraz dostrzegłam co ma na sobie , a ma na sobie tylko bokserki plus rozczochrane włosy dobrze, że nie widzi moich czerwonych policzków bo to już by nie przeszło.
-Mogę wiedzieć co ty wyprawiasz dziewczyno?
-Skoro ja na pewno nie zasnę to czemu Pan miałby mieć z tego ubaw gdy zapewne ja bym odchodziła od zmysłów
-Nie do końca rozumiem? Do czego zmierzasz?
-Ta strona łóżka będzie dziś twoja a moja będzie lewa
-Słucham!?
-Chyba w hotelu także obowiązuje cisza nocna więc troszkę ciszej proponuje
-Wiesz wydaje mi się ale ja jestem twoim Profesorem a nie chłopakiem a po drugie masz współlokatorki
-No niby tak ale one gdzieś sobie poszły a ja nie chce być tej nocy sama
-Jak to sobie poszły? I może jeszcze mi powiesz, że śpisz z włączoną lampką nocną
-A nawet jeśli to chyba nie Pański problem
-Mój może nie ale twojego przyszłego męża to tak a i Ashley mówiła mi, że w ogóle nie zna żadnego Chrisa
-Jasne skąd ma wiedzieć skoro ona nie patrzy na imiona tylko zabiera się do rzeczy!
-Skończ! Jutro z samego rana pójdziesz ze mną do Ashley i na moich oczach ją przeprosisz
-Co!? To ja mam ją przepraszać skoro to ona zniszczyła mi związek i znając życie to nie tylko mój.
-Ashley nic nie wie o żadnym Chrisie i zapewne te nagranie z tą rozmową to też jakaś przeróbka co?
Łzy same opuszczają moje oczy a ja nie chce im w tym przeszkadzać, szybko podnoszę się z mojego miejsca i daję z liścia temu dupkowi od siedmiu boleści po czym chcę wybiec z jego pokoju ale on mi to uniemożliwia bo łapię za moje ramię.
-Lily przepraszam to nie miało tak zabrzmieć
-Zostawcie mnie wszyscy w świętym spokoju! Pieprzcie się wszyscy razem tylko mnie zostawcie!!
Szybko dostaję się do mojego pokoju i próbuje napisać do Darena lecz przypominam sobie o burzy za oknem, cholera! Czemu ja się go nie spytałam o to gdzie się zatrzymał ale ja tu na pewno dłużej nie zostaje mam już gdzieś tą zemstę na Chrisie a na Ashley zemszczę się z pomocą Darena.
Wciągam na siebie luźne dresy i zamykam drzwi na klucz, telefon zostawiłam chce od tego wszystkiego odpocząć nie wiem kiedy tu wrócę ale na pewno pójdę już dzisiaj do Darena i pomogę mu się spakować, nie wiem jak wytrzymam tu z nimi jeszcze dwa tygodnie ale jak będzie jakaś okazja to wyjadę stąd jak najszybciej. Nie zabrałam żadnej parasolki ze sobą no ale ja tu przyjechałam myśląc, że tu będzie cieplej niż u nas i na przykład burzę i takie ulewy nie wchodzą w grę. Stanęłam na środku ulicy i zastanawiam się gdzie by tu pójść przecież pod drzewo to się na pewno nie schowam, ale na sto procent będę później chora a może kto wie jak wrócę do hotelu zamarznięta, zmoknięta to mina obarczającego się Jorge da trochę ciepła na sercu.
Chodząc tak po mieście cała zmoknięta i trochę głucha (przez grzmoty) mogę stwierdzić, że nie wiem która jest godzina i czy w ogóle ktoś przejmie się moim brakiem tam, ja też wątpię i chyba znalazłam swoje miejsce gdzie nikt mnie nie znajdzie i będę miała spokój jest to plaża znajdująca się daleko od hotelu, tu na bank nikt mi nie będzie przeszkadzał.

Nathalie

Po wyczerpującej podróży NARESZCIE lądujemy. Aktualnie marzę tylko o spaniu w wygodnym hotelowym łóżku, Kto by mi się dziwił, przecież jest 3 rano.

10:50
Budzę się wykończona, ale gdy widzę godzinę biegnę do łazienki się ubrać. Postanawiam dziś ubrać to:



Jest środek wiosny, a na dworze grzeje słonko i jest 30 stopni. Gdy wychodzę  gotowa z łazienki słyszę pukanie do drzwi. Otwieram je i widzę Luke'a. Całuję go i schodzimy na dół. Na dole jest już cała ekipa, dosiadamy się i zaczynamy jeść  śniadanie. Poznałam dziewczynę Caluma, jest to miła, drobna blondynka o imieniu Francesca. Jesteśmy umówione, że po śniadaniu skoczymy do centrum handlowego.

11:35
My jesteśmy już w drodze do centrum. Pogoda nas rozpieszcza, ponieważ jest już 35 stopni!
Po kilku godzinach wracamy z zakupów. Było świetnie. Czuję, że Luke mnie zabije, bo razem z Francescą nie odbieraliśmy od chłopaków telefonów. Po prostu dzień bez wszelkich komunikatorów.
Aktualnie wracamy do hotelu. Po odniesieniu wszystkich rzeczy schodzimy na dół do hotelarskiej restauracji, widzimy już naszych facetów lecz najpierw idziemy po jedzenie ja chyba postawie na ziemniaki i jakąś surówkę, chce już usadowić się na miejscu koło Luke'a, ale Francesca mnie w tym uprzedza i sama zajmuje moje miejsce. No cóż jest jeszcze wolne koło Caluma więc co mi szkodzi, w trakcie jedzenia daje się zauważyć jak mój chłopak i dziewczyna Caluma szepczą do siebie i się do siebie dziwnie uśmiechają.

15:30
Okej próbuje się dodzwonić do Luke'a lecz ma wyłączony telefon, pytałam się jeszcze pozostałych członków zespołu i Calum też zauważył nagłe zniknięcie Francesci coś mi tu nie gra, moja kobieca intuicja mi podpowiada różne i złe scenariusze. Rozmawiałam nie dawno z Lily i powiedziała co Chris nawyczyniał, ale czy Luke też może zaliczać się do tej grupy? Sama już nic nie wiem, wszystko mi się plącze może po prostu miał coś do załatwienia a Francesca coś jej też może wypadło lub poszła się z kimś spotkać to by miało sens. Może zamiast się zamartwiać  zajmę się czymś, właśnie! Luke miał mnie kiedyś nauczyć na gitarze ale skoro go teraz nie ma to może poproszę Caluma o nauczenie mnie chociaż podstaw, bo on też gra na gitarze, no nic trzeba spróbować szukam go wzrokiem i widzę go przy instrumentach szybko podchodzę do niego i zaczynam myśleć jakby tu do tego podejść a Calum widząc, że chce coś powiedzieć sam zaczyna rozmowę.
-W czymś ci pomóc Nathalie?
-No, bo wiesz Luke kiedyś mi obiecał, że nauczy mnie na gitarze a go nie ma więc czy ty byś mógł?
-Wiesz zaskoczyłaś mnie, ale tak bardzo chętnie
Nie owijając w bawełnę od razu bierzemy się do roboty i tak mi się to spodobało, że nie zauważyłam jak dzień stał się nocą a tak właściwie 18:49 dopiero się zorientowałam gdy drzwi od sali muzycznej się otworzyły i stanął w nich zaskoczony Luke.
-Co wy tu razem robicie?
-Calum mnie uczył grać na gitarze
-Przecież ja miałem cię nauczyć
-Tak! Chciałam nawet cię o to dziś poprosić ale ty gdzieś zniknąłeś. A tak właściwie to gdzie byłeś?

niedziela, 9 kwietnia 2017

Rozdział 10


Lily

Otwieram oczy i uśmiecham się na wieść o całym dniu na plaży z moim chłopakiem, wstaje z łóżka i wybieram strój na dziś po czym idę do łazienki. Po dwudziestu minutach mogę spokojnie opuścić mój tymczasowy pokój, jest godzina dziewiąta a Chris kończy o dziesiątej trzydzieści więc napisałam mu żebyśmy spotkali się o jedenastej, wczoraj musiałam jeszcze zdać relację Jess i Soph a w szczególności wypytywały o rozmowę z Ashley nie mogąc dać wiary, że zrobiła to z przypadkowym facetem żeby popisać się profesorkowi. Cóż to pokazuje jak bardzo człowiek może zaskoczyć drugiego człowieka, wchodząc do restauracji widzę kilka osób z mojej klasy które kończą jeść śniadanie, no cóż ja nie należę do stereotypu "porannego ptaszka' więc nie schodzę równo o ósmej na pierwszy posiłek dnia. Podchodzę do bufetu i biorę jedną kanapkę po czym opuszczam pomieszczenie, idąc do mojego tymczasowego pokoju widzę Ashley z mnóstwem toreb z Victoria Secret, na to można tylko przewrócić oczami no ale ja też muszę się zacząć szykować na plażę.
Postawiłam na czarny kostium kąpielowy który powali szczękę Chrisa na piasek.


Na to zakładam czarną sukienkę, chowam krem z filtrem do torebki i kieruję się w stronę plaży, chyba zapomniałam dodać, że plaża jest zaraz koło naszego hotelu więc dojście tam nie zajęło mi dosyć dużo czasu.Spoglądam na godzinę i dostaję wiadomość od Chrisa, że trening mu się przedłużył i musi zostać do trzynastej więc go dziś na pewno nie spotkam, no ale cóż ja nie zamierzam rezygnować z opalania się więc jego strata. Nagle spotykam się z niezwykłym widokiem czyli klatą Jorge, muszę przyznać ale na pewno dużo siedzi na siłowni żeby był taki efekt, zajmuje miejsce blisko niego ale jednak z dystansem, rozglądam się i nie widzę tu nikogo z mojej grupy pewnie jeszcze są w hotelu lub zwiedzają. Zdejmuje z siebie sukienkę i chcę już posmarować ciało kremem gdy przypominam sobie, że nie ma tu nikogo znajomego żebym mogła poprosić go o pomoc no bo Jorge raczej nie poproszę, to chyba nie jest najlepszy pomysł, stoję z tym kremem i nie wiem co zrobić gdy słyszę jego głos.
-Może ci pomóc z tym kremem?
- Sama nie wiem czy to najlepszy pomysł
-Daj spokój, po prostu się połóż
Tak jak powiedział tak i zrobiłam, ułożyłam się w miarę wygodnie na brzuchu i czekałam na jego ruch. Nagle czuję jak mężczyzna na mnie siada i bierze na swoje ręce krem po czym zaczyna smarować mi plecy, muszę powiedzieć nigdy się tak nie czułam nawet przy Chrisie to jest mega cudowne uczucie nagle jego ręce zjeżdżają na moje uda i łydki po czym czuję na sobie wzrok Jorge a raczej jego wzrok na moim tyłku, okej czas skończyć to przedstawienie wstaje i mówię ciche dziękuje po czym zaczynam smarować ręce, brzuch i nogi po czym na nos kładę czarne okulary przeciwsłoneczne i poddaje się promienią słonecznym.
Po dwóch godzinach opalania się stwierdzam, że zrobię Chrisowi niespodziankę i wybiorę się do jego hotelu w którym raczej powinien teraz być. Sprawdzam w telefonie czy aby na pewno to ten adres i ruszam w jego stronę, po dotarciu na miejsce idę od razu w stronę windy i wybieram 5 piętro i czekam aż znajdę się na właściwym piętrze.
Po odszukaniu pokoju Chrisa chcę zapukać do drzwi gdy słyszę kobiecy głos i głos mojego chłopaka, wchodzę do środka bez pukania i widzę Chrisa leżącego na Ashley!? Okej to już cios poniżej pasa nie dość jej tego gościa w samolocie, Jorge to musi przelecieć już mojego byłego chłopaka.
Szybko wychodzę z tego pomieszczenia, słyszę wołanie Chrisa i tej zdziry lecz teraz wolę się skupić na zemście, nikt nie będzie mnie upokarzał a w szczególności ta dziwka jeszcze oboje mnie popamiętają. Szybko wchodzę do mojego hotelu i wpadam na mojego nauczyciela a, że mój humor jest teraz niezbyt przyjazny nie obyło się bez mojego krzyku.
-Możesz ciągle na mnie nie wpadać!
-Po pierwsze nie tym tonem, a po drugie co się stało?
-Po co miałabym ci mówić skoro i tak niedługo stracisz posadę
-Słucham? O czym ty mówisz?
-Nie ważne, nie było tego
Szybko bez pomocy windy docieram do mojego pokoju i już chcę wejść do środka gdy ktoś mnie do niego wpycha i zamyka drzwi na klucz, oczywiście to musi być Jorge.
-Co to miało wszystko znaczyć?
-Proszę o opuszczenie tego pokoju, bo zacznę krzyczeć
-Nie ruszę się z stąd dopóki nie usłyszę prawdy
-Chcesz usłyszeć prawdę proszę bardzo
Wyciągam mój telefon i włączam nagranie z mojej rozmowy i Ashley, po tym wszystkim dodaje.
-Chyba nie muszę mówić do kogo ten głos należy a gdybyś jeszcze go nie rozpoznawał to była Ashley ta pieprzona dziwka która dziś pieprzyła się z moim chłopakiem zadowolony?!
-Lil..
-Wyjdź! NIE SŁYSZAŁEŚ WYJDŹ Z STĄD, JUŻ!!!
Wypycham go za drzwi i osuwam się na ziemie, za dużo emocji jak na dziś oczywiście to nie była zemsta na Ashley muszę tylko wymyślić coś żeby więcej się do mnie nie zbliżała.
Po paru godzinach chcę iść do apteki po tabletki nasenne, ponieważ nie mam ich ze sobą a dziś na bank samej nie uda mi się zasnąć, gdy przechodzę przez restaurację widzę tą okropną tapeciarską twarz, ona chyba też mnie zauważyła ponieważ uśmiechnęła się do mnie z tym uśmiechem zwycięstwa i wyższości, nie wytrzymuję i ruszam w jej kierunku.

Nathalie

Koncert oczywiście był cudowny. Luke mimo tego, że miał mało prób to podołał. Dziś żegnamy się już z Rzymem, ale wyruszamy w dalszą podróż.
-Gotowa?
Z moich rozmyśleń wyrywa mnie Luke wchodząc do mojego pokoju
-Yyyyyy...chyba tak
Mówię niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu.
-A to?
Pyta pokazując na biustonosz przewieszony na krześle, śmiejąc się przy tym.
-Oddaj.
Wyrywam mu część bielizny i wytykam język.
-O nie...DO MNIE Z JĘZYKIEM?!
Pyta z wyrzutem zakładając ręce na piersi
-Też cię kocham
Mówię kierując się do wyjścia z pokoju.
-Nathalie!
Krzyczy Luke, a ja leniwie odwracam się na pięcie.
-Jedziemy teraz o Paryża i poznasz dziewczynę Caluma!
Krzyczy biegnąc do mnie z telefonem w ręce.
-I po to krzyczysz?
Pytam zrezygnowana, ale gdy widzę jego minę wybucham niekontrolowanym śmiechem.
-I co cię bawi?
-Nic, chodź bo pojadą bez nas
Schodzimy na dół gdzie jest już reszta.
-Nareszcie!
Krzyczy Calum czytając sms-a
-Spokojnie, zobaczysz się z nią
Śmieje się Luke za co dostaje kuksańca w bok. Następnie wchodzimy i wsiadamy do busa, który ma nas zawieść do samolotu. Opieram głowę o Luke'a i zasypiam. Gdy się budzę jest już 13, czyli spałam 15 minut. Wysiadamy i zanim wsiądziemy do wyznaczonego samolotu chłopacy muszą dać autografy. Ja siadam na walizkach i piszę do mamy, że zaraz wsiadam do samolotu, oczywiście otrzymuję odpowiedź, że mam na siebie uważać, następnie chowam telefon i czekam jeszcze około 15 minut po czym dopiero wsiadamy do samolotu. Gdy jesteśmy w maszynie kładę się na fotelach i Morfeusz zabiera mnie o siebie.

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...