Lily
Nie patrząc na konsekwencje, pierwsza całuje Jorge, a on nie pozostaje mi dłużny i sam przyciąga mnie bliżej siebie. Nie wiem ile tak się całowaliśmy, ale dzwonek oprzytomniał mój umysł i szybko zerwałam się z blatu. Pognałam w stronę wyjścia, za sobą usłyszałam jego głos.
– Po zajęciach zaczekaj na dworze, proszę.
Tylko nie to, chyba nie zamierza powiedzieć o tym dziekanowi? Przecież to by było głupie, sam by się wkopał. Na każdych kolejnych zajęciach nie mogłam się skupić, i czy nie było by lepiej po prostu zwiać? Albo jednak zostać i może się nie rozczarować. Tyle myśli a tylko jedna odpowiedź w głowie. Jednak zostanę, co ma być to będzie. Po zajęciach zbyłam Ashley, że muszę chwilę zostać i żeby na mnie nie czekała, i po upewnieniu się, że nikt już nie został, podeszłam do ławki na dziedzińcu i czekam. Po dziesięciu minutach, nadal go nie ma. A jeśli to pułapka lub żart?
Chce już wstać gdy z budynku wychodzi sam dziekan, kiwam mu głową na pożegnanie i po chwili po nim wychodzi Jorge. Patrzę czy dziekan już sobie poszedł i podchodzę do Jorge.
– Możemy porozmawiać u mnie? Nie chce by ktoś nas widział razem.
– ...Okej
Wsiadamy do jego samochodu i przez resztę drogi nie odzywamy się do drugiej osoby i to chyba lepiej, bo ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należy.
Po dwudziestu minutach wchodzimy do jego domu i od razu zabieram głos.
– Jorge. Nie przedłużajmy tego, powiedzmy sobie to co nam leży i tyle.
– Tylko ja nie chce by po tym wszystkim było tylko "tyle". Lily ja nie wytrzymam tyle tego, ja coś czuje do ciebie i to nie jest przelotne uczucie.
– Jeśli mam być szczera to ja też, darzę ciebie dosyć głębokim uczuciem, ale przecież jesteś moim profesorem!
– Wiem, ale został nam tylko rok, możemy ukrywać ten związek, a później się zobaczy. Jeśli oczywiście zgodzisz się zostać moją dziewczyną?
– A jeśli nas ktoś nakryje?
– Będziemy na tyle ostrożni by nas nikt nie połapał, to jak?
– No...Dobrze.
Już dawno nie czułam się tak bezpiecznie w ramionach mężczyzny, wtulam się w niego jeszcze bardziej, nie chcąc by kiedykolwiek to się skończyło.
– Posłuchaj, a co powiesz na wyjazd? By lepiej się poznać, oczywiście w wakacje.
– No okej może uda mi się wziąć urlop na tydzień, wiesz dopiero zaczęłam pracować, więc głupio trochę.
– Ale lepiej byśmy się poznali, na ten tydzień chociaż co?
Jego ręce błądzące po moich ramionach i jego wzrok nie ułatwia sprawy.
– A gdzie byś ty chciał wyjechać?
– Nie wiem. Dawno nie byłem w górach.
– W górach? Ja nic bym tam nie miała do roboty, nie umiem jeździć na nartach.
– Wiesz zawsze możemy zostać cały tydzień w domku, będzie klimat, pewnie i ciepłe łóżko.
– Zboczuch! Nie pamiętasz? Jak ci mówiłam, że chce poczekać do ślubu?
– Jeszcze to przedyskutujemy, odwieźć cię czy chcesz dziś zostać?
– No nie wiem. A nie zgwałcisz mnie?
– Ha, ty jeszcze sama mnie o to poprosisz.
Nathalie
Jest już 19. Po rozmowie z Lily poszliśmy do Alexa po rzeczy, a teraz on zostaje u mnie na noc.
– To może teraz karaoke?
Pytam po skończonej wojnie na poduszki.
– Ale ja nie umiem śpiewać...
Skarży się chłopak.
– Alex! Tyle razy już razem śpiewaliśmy, że mi nie wmówisz.
Śmieję się widząc reakcję chłopaka. Nie zwlekając dłużej wstaję z łóżka i podchodzę do laptopa. Włączam karaoke i zaczynamy śpiewać.
– Nie myślisz o karierze?
Zaśmiał się.
– Tak... teraz... już lecę.
Mówię śmiejąc się i pokazuję na brzuch.
Rano
Budzę się jakoś przed godziną 10. Alex jeszcze śpi, więc postanawiam go nie budzić. Schodzę na dół.
– Hej mamo.
Przytulam rodzicielkę.
– Hej kochanie, jak się spało?
Pyta ze szczerym uśmiechem.
– Bardzo dobrze, a ty nie w pracy?
– Nie...dziś po raz pierwszy od dawna mam okazję odpoczęcia i razem z Robertem chcemy jechać nad morze na weekend i chcieliśmy cię zabrać.
– Nie, dzięki.
– Na pewno?
– Tak
– No dobrze, wyjeżdżamy wieczorem, więc może jeszcze zmienisz zdanie.
Odpowiada, a ja tylko uśmiecham się i wracam na górę. Biorę tam ten zestaw:
I idę do łazienki się ogarnąć. Gdy wracam Alex nadal śpi, stwierdzam że go obudzę.
– Wstawaj!
Krzyczę
– Jeszcze 5 minut...
Odpowiada odwracając się na drugi bok.
– O boże rodzę!
Krzyczę, a chłopak zrywa się na równe nogi
– Dobra już wstaje....
Odburkuje słysząc mój śmiech.
Niedługo potem chłopak idzie do domu, a ja siadam do biurka. Zaczynam pisać. Pisać to, co czułam. Czyli? Czyli radość.
Ten years old, hair running wild
Dirt on my face and a naughty smile
I was so in love with the place that I called home
To by było na tyle. Schodzę na dół i włączam telewizor. Chwytam ulotkę z pizzeri i zaczynam zastanawiać się co chciałabym zamówić. Przemyślenia przerywa mi mama.
– I jak Nath?
– Nie wiem...jestem w ciąży, a to są aż 4 godziny drogi...
– Nic Ci nie będzie... jak ja byłam z wami w ciąży to latałam samolotem.
Śmieje się mama, a ja spoglądam na nią wesoła. Po chwili jednak wzrok przenoszę na telefon oznajmiający, że ktoś wysłał mi sms-a. Odczytuję go szybko
Chcę się przytulić do Jorge, ale moje ręce trafiają na...plecy? Otwieram oczy i widzę Jorge z laptopem na kolanach.
– A ty co w pracy? Sobota jest.
– Jak ty sobie jeszcze smacznie spałaś to do mnie dzwonili z uczelni. Przez tydzień są odwołane wszystkie zajęcia bo nie ma wody.
Odkłada laptop i przybliża się do mnie z zamiarem pocałowania mnie, ale nie tak szybko. Zakrywam usta dłonią i sprawdzam swój oddech.
– O co chodzi?
– Chyba oboje musimy umyć zęby.
– Chwila. Teraz sprawdzam hotele. I może najpierw pojedziemy nad morze na trzy dni, i później może w góry.
– A wyrobimy się?
– Na pewno. A teraz wynocha myć te zęby! Później cię odwiozę i się spakujesz, przyjadę po ciebie z samego rana.
Po odwiezieniu szybko informuje Darena i mojego szefa o moich krótkich wakacjach po czym w pół godziny wszystko udaje mi się spakować na dwa różne klimaty. Postanawiam się przejść i trafiam na Luke'a!? Już skończył trasę? Chyba wyczuł mój wzrok bo odwrócił się i idzie w moim kierunku.
– Cześć, Lily? Dobrze pamiętam? Siostra Nath.
– Hej, zgadza się, Lily.
– Co u Nath? Dawno jej nie widziałem.
– Ja w sumie też. Po tym jak się upiła, chociaż przez ciąże nie powinna, i po zrzuceniu winy na mnie, nie mam z nimi kontaktu od jakiegoś miesiąca.
– Upiła się?!
Chce odpowiedzieć, ale Luke szybko odchodzi.
Nathalie
Leżę już tak z dobra 20 minut kiedy nagle do mojego pokoju ktoś wpada.
– Luke?!
Pytam zszokowana podnosząc się
– No, a kto?! Czemu nie odpisujesz do cholery?! I czemu się upiłaś?!
– Po pierwsze. Nie będziesz na mnie krzyczał, a po drugie nie muszę ci się spowiadać.
Mówię spokojnie.
–Upiłaś się?
Pyta spokojniej widząc, że mam ,łzy w oczach.
–Tak, ale raz i żałuję...
Mówię, a z moich oczu leci łza. Siadam na łóżku.
– Przepraszam...
Mówię i łapię się za brzuch płacząc
– Nie szkodzi...a...czy to prawda, że to nie moje dziecko?
– Nie, skąd ty to wziąłeś?
– Sama mi to powiedziałaś...
– To było w nerwach...To twoje dziecko.
– Proszę wybacz mi
Mówi siadając obok mnie.
– Luke...
– Nie Nathalie, proszę wybacz mi...
– Chodź tu...
Mówię i przyciągam go do siebie. Chłopak całuje mnie tak delikatnie, jakby bał się, że zrobi coś źle, albo jakby miał mnie skrzywdzić. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale do mojego pokoju wchodzi mama.
– Ups....Przepraszam...Nathalie spakowana?
Pyta speszona.
– Tak mamo, walizka stoi tam.
Mówię pokazując bagaż.
– Jedziesz gdzieś?
Pyta zmartwiony patrząc mi w oczy.
– Nad morze na weekend, może chciałbyś jechać z nami? Może?
Ostatnie pytanie kieruję do rodzicielki, która zaczynała wychodzić z pokoju.
– Tak, ale musiałby jechać się teraz spakować, bo o 19 wyjeżdżamy.
Mówi i wychodzi.
– To jak?
– Będę za godzinę.
Mówi całując mnie szybko ostatni raz i wychodzi z mojego pokoju. Czekałam na to tak długo...
– I jak Nath?
– Nie wiem...jestem w ciąży, a to są aż 4 godziny drogi...
– Nic Ci nie będzie... jak ja byłam z wami w ciąży to latałam samolotem.
Śmieje się mama, a ja spoglądam na nią wesoła. Po chwili jednak wzrok przenoszę na telefon oznajmiający, że ktoś wysłał mi sms-a. Odczytuję go szybko
Od: Luke
Możemy się jutro spotkać? Proszę...
– Mamo jadę z wami.
Mówię szybko
– Zobaczysz, dobrze ci to zrobi.
– Mam nadzieję.
Przytulam szybko mamę i idę na górę, nie mam już ochoty na pizze. Muszę się spakować. Kończę pakowanie i odkładam walizkę w róg pokoju. Kładę się na łóżku zmęczona.
LilyChcę się przytulić do Jorge, ale moje ręce trafiają na...plecy? Otwieram oczy i widzę Jorge z laptopem na kolanach.
– A ty co w pracy? Sobota jest.
– Jak ty sobie jeszcze smacznie spałaś to do mnie dzwonili z uczelni. Przez tydzień są odwołane wszystkie zajęcia bo nie ma wody.
Odkłada laptop i przybliża się do mnie z zamiarem pocałowania mnie, ale nie tak szybko. Zakrywam usta dłonią i sprawdzam swój oddech.
– O co chodzi?
– Chyba oboje musimy umyć zęby.
– Chwila. Teraz sprawdzam hotele. I może najpierw pojedziemy nad morze na trzy dni, i później może w góry.
– A wyrobimy się?
– Na pewno. A teraz wynocha myć te zęby! Później cię odwiozę i się spakujesz, przyjadę po ciebie z samego rana.
Po odwiezieniu szybko informuje Darena i mojego szefa o moich krótkich wakacjach po czym w pół godziny wszystko udaje mi się spakować na dwa różne klimaty. Postanawiam się przejść i trafiam na Luke'a!? Już skończył trasę? Chyba wyczuł mój wzrok bo odwrócił się i idzie w moim kierunku.
– Cześć, Lily? Dobrze pamiętam? Siostra Nath.
– Hej, zgadza się, Lily.
– Co u Nath? Dawno jej nie widziałem.
– Ja w sumie też. Po tym jak się upiła, chociaż przez ciąże nie powinna, i po zrzuceniu winy na mnie, nie mam z nimi kontaktu od jakiegoś miesiąca.
– Upiła się?!
Chce odpowiedzieć, ale Luke szybko odchodzi.
Nathalie
Leżę już tak z dobra 20 minut kiedy nagle do mojego pokoju ktoś wpada.
– Luke?!
Pytam zszokowana podnosząc się
– No, a kto?! Czemu nie odpisujesz do cholery?! I czemu się upiłaś?!
– Po pierwsze. Nie będziesz na mnie krzyczał, a po drugie nie muszę ci się spowiadać.
Mówię spokojnie.
–Upiłaś się?
Pyta spokojniej widząc, że mam ,łzy w oczach.
–Tak, ale raz i żałuję...
Mówię, a z moich oczu leci łza. Siadam na łóżku.
– Przepraszam...
Mówię i łapię się za brzuch płacząc
– Nie szkodzi...a...czy to prawda, że to nie moje dziecko?
– Nie, skąd ty to wziąłeś?
– Sama mi to powiedziałaś...
– To było w nerwach...To twoje dziecko.
– Proszę wybacz mi
Mówi siadając obok mnie.
– Luke...
– Nie Nathalie, proszę wybacz mi...
– Chodź tu...
Mówię i przyciągam go do siebie. Chłopak całuje mnie tak delikatnie, jakby bał się, że zrobi coś źle, albo jakby miał mnie skrzywdzić. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale do mojego pokoju wchodzi mama.
– Ups....Przepraszam...Nathalie spakowana?
Pyta speszona.
– Tak mamo, walizka stoi tam.
Mówię pokazując bagaż.
– Jedziesz gdzieś?
Pyta zmartwiony patrząc mi w oczy.
– Nad morze na weekend, może chciałbyś jechać z nami? Może?
Ostatnie pytanie kieruję do rodzicielki, która zaczynała wychodzić z pokoju.
– Tak, ale musiałby jechać się teraz spakować, bo o 19 wyjeżdżamy.
Mówi i wychodzi.
– To jak?
– Będę za godzinę.
Mówi całując mnie szybko ostatni raz i wychodzi z mojego pokoju. Czekałam na to tak długo...


Lily i Jorge wyznali sobie miłość. Bardzo się z tego powodu cieszę.Nath jedzie nad morze Lily i Jorge też, więc może się spotkają. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuń