Nathalie
Jest już godzina 19:33. Razem z Calumem nie możemy znaleźć Luke'a i Francescy... On strasznie się zmienił, wcześniej się mną przejmował, był opiekuńczy, a teraz? Aktualnie idziemy do pokoju Luke'a, ponieważ jest to nasza ostatnia szansa, w pokoju dziewczyny ich nie było. Gdy jesteśmy przed drzwiami naciskam klamkę i wchodzimy do pokoju... To co widzę zapiera mi dech w piersiach. Chłopak całuje namiętnie dziewczynę po piersiach. Stoję i patrzę na nich nie potrafiąc wydusić z siebie ani jednego słowa...czuję się zraniona, cholernie zraniona. Gdy ja stoję jak słup soli Calum podbiega do Luke'a z pięściami, a ja wybiegam z płaczem i biegnę do pokoju, w który od razu zakluczam. Osuwam się po drzwiach i zaczynam strasznie płakać. Jak on mógł mi to zrobić?! Bez zastanowienia pakuję walizkę, biorę paszport i bukuję bilety na dziś. Lot mam za 30 minut. Wychodzę i szybko idę w stronę wyjścia. Jadę na lotnisko, a już po 10 minutach wylatuję.
22:48
Lądujemy. Idę przed lotnisko SAMA. Zbiera mi się na płacz widząc jak wszyscy wokół się witają mimo późnej pory...Wychodzę z lotniska i wsiadam w taksówkę, która po 20 minutach zatrzymuje się pod moim domem. Płacę kierowcy i wysiadam. Wchodzę w bramę, a następnie staję przed drzwiami. Biorę głęboki wdech i wchodzę do domu. Moja mama całuje się z jakimś mężczyzną na kanapie. Po chwili mnie zauważa. Czuję jak do moich oczu napływają łzy. Biegnę na górę, a w tle słyszę krzyk mamy ''NATHALIE TO NIE TAK!''. Zamykam się w pokoju i zaczynam bardzo głośno płakać. Gdy tylko trochę się uspokajam kładę się na łóżku i zasypiam.
ok. godziny 10
Wstaję i idę do łazienki. Pierwsze co robię to przeglądam się w lustrze. Opuchnięte i czerwone oczy..no jasne... Po ogarnięciu się wracam do pokoju i piszę do Lily
Lily...wracaj do domu proszę...
Po czym kładę się, ale zbyt długo poleżeć nie mogę, bo dzwoni do mnie Alex.
-Hallo?
Pytam cicho
-Płakałaś??
-Ja? Nie.....
-Słyszę...
-Dobra nie ważne po co dzwonisz?
-Chciałem zapytać co tamu mojej zagranicznej przyjaciółki?
-Jakiej tam zagranicznej... w domu siedzę.
-Szykuj się będę za 10 minut!
Krzyczy uradowany i rozłącza się. Uwielbiam w nim to, że zawsze gdy go potrzebuję on jest. Jest przy mnie. Moje przemyślenia przerywa wiadomość
Nathalie! Gdzie ty jesteś?!
Nadawcą jest nie kto inny jak Luke. Wyłączam telefon i znowu zaczynam płakać. Po 10-ciu minutach do mojego pokoju wchodzi Alex i bez żadnych pytań przytula mnie mocno. Kocham to w nim, że bez żadnych pytań potrafił mnie zrozumieć...
3 godziny później
Alex już poszedł, ale obiecał, że jutro zgarnie mnie i Lucy z domów i pójdziemy na spacer. Jest naprawdę niesamowity. Teraz poszłam coś zjeść bo od rana nic nie jadłam..
-Więc o czym chcesz pogadać?
-Nie zgrywaj głupiej, wiem że to ty
-Trochę jaśniej proszę
-To ty mnie zamknęłaś w łazience!
-Okej, nie wiem o czym mówisz ale niech ci będzie
-Śmieszy cię to? Przez ciebie nie zagrałem w meczu! On był cholernie dla mnie ważny
-A ciekawe kiedy miałabym cię zamknąć w tej łazience skoro ja poszłam na ten mecz więc mam alibi
-Po co byłaś na tym meczu skoro już ze sobą nie chodzimy?
-Żeby patrzeć jak przegrywacie, i wiesz tak się właśnie stało
Tego się po nim na pewno nie spodziewałam to stało się tak szybko, że tylko piekący policzek może mię utwierdzić, że to wydarzyło się naprawdę. Wychodzę szybko z kantorka i biegnę do mojego pokoju, mam gdzieś jego przeprosiny bo go poniosło ale on mnie uderzył! Nadal jakoś ciężko mi w to uwierzyć, wstaję i idę do łazienki w celu zobaczenia tego śladu i było do przewidzenia wielki czerwony ślad który z biegiem czasu stanie się fioletowy, staram się jeszcze go dotknąć lecz cholernie szczypie. A jak to ja mam ze sobą tylko tusz do rzęs i błyszczyk bo tylko to mi jest do życia potrzebne ale cholera mogłam jednak wziąć jakiś podkład z kosmetyków mamy tak na wszelki wypadek.
-Lily to ja Jorge mogę wejść?
Cholera jasna jeszcze jego mi tylko tu brakowało, i co ja teraz zrobię? No nic do odważnych świat należy, podchodzę do drzwi i nie otwierając ich zaczynam rozmowę.
-A możemy porozmawiać później?
-Wolałbym teraz
Z lekkim wahaniem ale otwieram mu drzwi i szybko ruszam w stronę końca pokoju czyli okna.
-Chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku widziałem, że się bałaś
-Wszystko jest okej
-Mogłabyś chociaż rozmawiać ze mną twarzą w twarz
-Proszę bardzo. Odwracam się w jego stronę i widzę coś na kształt złości i smutku, a pod tym spojrzeniem pozwalam moim łzą na opuszczenie moich oczu a ja podchodzę do niego i bez żadnego przeciągania wtulam się w osłupiałego Jorge który przyciąga mnie do siebie jeszcze bardziej. Po paru minutach odsuwam się i spoglądam na Jorge który próbuje dotknąć mojego policzka lecz znowu zaczyna mnie piec.
-Piecze cię?
-Tak, ale spokojnie przejdzie
-W swoim pokoju mam chyba jakiś worek z kostkami, chodź
Idę za nim ale wątpię żeby i tak to w czymś pomogło, i tak zostanie ślad lecz jest dzisiaj jeden plus w ogóle praktycznie nie używałam swojego telefonu po powrocie do mojego pokoju trzeba to nadrobić, ale o tym potem teraz muszę patrzeć jak Jorge użera się z zamrażalką bo coś chyba blokuję i nie może się dostać do środka nie powiem śmiesznie wygląda gdy się wkurza.
-Proszę, a ciebie moja walka z zamrażalką tak bawiła czy masz jakąś huśtawkę emocjonalną?
-Raczej to pierwsze ale dziękuję za lód
-O czym tak rozmawialiście, że użył do tego siły fizycznej?
Okej jeżeli mu powiem możliwe, że nie będzie myślał że to ja uwięziłam go w łazience bo mu o tym powiedziałam a gdybym mu nie powiedziała zaczął by węszyć.
-Myśli, że to ja uwięziłam go w łazience i przez to nie zdążył na swój mecz
-Yhym, A to nie byłaś ty tak?
-Oczywiście że nie ja ,byłam na tym meczu od rana więc jak mogłam być w dwóch miejscach na raz?
-Okej jak go gdzieś spotkasz to lepiej trzymaj się od niego jak najdalej raz uderzył to i drugi raz może
-Postaram się, dziękuje jeszcze raz za kostki lodu ale chyba już pójdę do swojego pokoju, do widzenia Jorge
-Do widzenia Lily
Po dotarciu na miejsce od razu rzucam się na łóżko i zaglądam do telefonu i widzę jeden sms od Nathalie, wchodzę w wiadomość i sama treść już mnie przeraża prosi mnie żebym wróciła do domu czyli już nie jest z nimi w trasie to może znaczyć, że albo stało się coś Mamie lub komuś bliskiemu lub coś z Arthurem ale wiadomość przyszła o dziesiątej, a ja cały dzień telefon miałam wyłączony.
Szybko podnoszę się z łóżka i ruszam w stronę szafy, wrzucam na oślep wszystkie moje rzeczy i po dziesięciu minutach mogę śmiało stwierdzić, że wszystko już spakowałam i mogę jechać na lotnisko.
Okej jestem już w taksówce na szczęście nie ma jakiś mega wielkich korków więc za jakieś piętnaście minut powinnam być na miejscu szybko zarezerwowałam bilet i mam fart bo akurat za godzinę leci samolot do Atlanty, próbowałam się dodzwonić do Nathalie lecz jedynie co udało mi się uzyskać to jakeś pojedyncze i nie pełne zdania coś o Arthurze, jakimś facecie mamy i jeszcze coś chociaż nie wiem czemu Nath tak bardzo zabolało, że mama znalazła sobie kogoś po śmierci taty a dokładnie umarł dwa lata temu jak dla mnie to dobrze chociaż może to być tak, że boi się że mama zapomni o tacie ale raczej to nigdy się nie stanie, nawet mama trzyma w sypialni wspólne zdjęcia z tatą więc nie trzeba panikować na zapas.
Trzy godziny później mogę spokojnie wrócić do domu tylko wpadnę jeszcze po lody truskawkowe dla Nathalie i śmietankowe dla mnie, jeszcze parę innym przekąsek i dopiero teraz po dwudziestej mogę wracać do domu. Wchodzę do środka biorę dwie duże łyżki i kieruję się do pokoju Nathalie.

Biedna Nathalie. Rozdział jak zwykle cudowny. Czekam z niecierpliwością na kolejny.
OdpowiedzUsuń