wtorek, 2 maja 2017

Rozdział 12


Lily

Deszcz powoli ustaję, burza przeszła jakoś godzinę temu przez to wszystko straciłam rachubę czasu.
Wiem tylko tyle iż na pewno zaczyna się już dzień jest może siódma rano lub ósma a ja siedziałam tu przez cały czas jakieś pięć godzin i mogę powiedzieć jest mi zimno, jestem cała przemoczona a jak wstanę i dotrę do hotelu to będzie cud. No ale kiedyś trzeba tam wrócić, jutro na bank cały dzień będę leżeć w łóżku, powoli wstaje z piasku i znów na niego upadam no tak skurcz, próbuje jeszcze raz i tym razem ustaje na swoich nogach po czym ruszam w stronę hotelu chociaż to nie jest takie proste bo jak tu chodziłam to była noc i nie za bardzo pamiętam wszystkie miejsca ale w dali zauważam chłopaka który jest podobny do Darena, próbuje go zawołać lecz jakby mój głos stracił jaki kolwiek dźwięk. Staram się jeszcze raz i z moich ust wydobywa się lekki mało słyszalny dźwięk lecz chłopak go chyba usłyszał bo zaczął się rozglądać.
-Lily?! Matko święta jak ty wyglądasz, Co ty tu robisz?
-Ch..cia..ł.am do.. ci..eb..ie..
-Dobra okej nic już nie mów, wskakuj do auta odwiozę cię do hotelu
Przy pomocy przyjaciela udaje mi się dotrzeć do jego tymczasowego samochodu, po czym mogę poczuć choć odrobinę ciepła od tego mrozu chłopak oznajmił mi, że niestety lecz nie ma żadnego koca i muszę wytrzymać aż do powrotu. Siedzę cicho przez najbliższe pół godziny i cierpliwie czekam na dotarcie do celu, jest mi trochę przykro bo na pewno nie pożegnam jutro Darena na lotnisko. Po odwiezieniu mnie chce wyjść z samochodu ale Daren mnie w tym uprzedza i bierze mnie na swoje ręce, po wejściu do środka chce od razu znaleźć się w moim pokoju żeby jak najmniej osób mnie taką zobaczyło. Lekko uchylonymi oczami udaje mi się zobaczyć Jorge wraz z Ashley lecz teraz to mnie guzik obchodzi.
-O mój boże Lily co ci się stało?
-Chwila, to Pan jest jej profesorem?
-Tak, ale co jej się stało?
-Jeszcze nie wiem ale chyba się domyślam, a teraz przepraszam  Pana my już sobie pójdziemy
Widzę jeszcze zmartwiony wzrok Jorge i po tym bardziej wtulam się w Darena.
Chłopak kładzie mnie na łóżku po czy znika żeby zaraz wrócić z czystymi ubraniami i ręcznikami, chce zacząć się przebierać lecz chłopak mi to uniemożliwia i sam zabiera się do przebrania mnie.
Ja nawet nie mam siły zaprotestować i staram się ułatwić działania chłopaka, po wszystkim jestem otulona dosłownie wszystkim i trzymam w ręku ciepłą herbatę za którą mało przepadam pije je tylko w takim stanie bo osobiście nie przepadam za gorącymi napojami wole zimne. Po paru godzinach leżenia schodzę tylko na kolację, Daren już musiał jechać więc wyściskałam go i obiecałam, że jak tylko wrócę to do niego wpadnę. Mimo wielogodzinnego leżenia nadal czuję się chora, wszystko mnie boli a gardło to totalna porażka, ale coś czuję że zrzucę kilka kilo bo jedzenie to średnio mi ostatnio wchodzi nie wiem czemu ale czuję jakby takie obrzydzenie do większości jedzenia oby mi to minęło. Po dziesięciu bezsensownych minutach wychodzę najedzona jakimiś trzema kęsami jajecznicy i postanawiam udać się do pokoju Pana Jorge i go przeprosić chociaż za ten policzek bo teraz nie chce mi się wdawać w jakieś kłótnie, stojąc koło drzwi przypomina mi się wczorajsza noc no cóż weź się w garść Lily wejdziesz i zaraz wyjdziesz, pukam i czekam aż on mi otworzy co się dzieje po paru sekundach.
-Lily?
-Czy mogłabym wejść?
-Tak, zapraszam
-Ja tylko na krótko, chciałam Pana przeprosić za wczoraj
-To chyba ja powinienem to tobie powiedzieć, chyba za dużo przebywałem w towarzystwie Ashley, że nie brałem jej kłamstw i manipulacji pod uwagę
-To może zapomnijmy o tym, do widzenia
-Żegnam Lily
Wchodzę do pokoju i zastaje tam moje dwie współlokatorki wrzawie o czymś dyskutując ale z rozmowy wynika, że o jutro ma być jakaś impreza na basenie z rana i one z Ash się na nią wybierają to nawet dobrze to tylko muszę jakoś przemycić jej telefon ale z tego co usłyszałam impreza rozpoczyna się o jedenastej a kończy gdzieś tak szesnasta a Chris zaczyna mecz o dwunastej więc nie zbawi go przyjście tutaj, no ale na dziś to żadnych rewelacji nie przewiduje.

Jutro- Godz.10:40

Okej Ashley jest w łazience a ja jakimś cudem dostałam się do jej pokoju więc teraz tylko poszukać jej telefonu, dobra widzę go pozostaję wysłać sms do Chrisa na bank ma jego numer, JEST!
Ash: Skarbie, słyszałam o twoim meczu nie chciałbyś dostać czegoś na zachętę?
Ch: Mogłaś o tym pomyśleć trochę wcześniej teraz na nic nie licz
Ash: Nie to nie, ciekawe może twoi kumple będą mieli większą ochotę nara
Ch: Dobra ale szybko za pół godziny u ciebie jestem
No i mamy pierwszy punkt odhaczony, teraz czekać tylko aż Ashley wyjdzie i muszę zabrać Chrsowi telefon żeby nie miał jak się skontaktować z kimś, jeszcze tylko usunąć wiadomości które napisałam i gotowe. Pół godziny później szybko odkręcam wodę w wannie i szybko wychodzę  z łazienki po czym chowam się w dużej szafie dobrze, że jest duża bo to byłby kłopot z znalezieniem kryjówki dobra jest już Chris tak! Kładzie telefon na łóżko, zagląda do łazienki okej szybko biegnę i zamykam drzwi po czym podkładam pod klamkę krzesło, teraz szybko tylko skasować u niego smsy i gotowe.
Żeby było pójdę na ten mecz i zobaczę czy mój plan całkowicie się udał co do Chrisa, po dwudziestu minutach mogę spokojnie usiąść na trybunach i oglądać mecz już od samego początku widać, że trener jest poddenerwowany czym świadczy oczywiście mój wkład. Po niecałych dwóch godzinach mecz kończy się wynikiem pozytywnym dla przeciwnej drużyny coś czuje, że miło to nie będzie Chrisowi jak się zjawi.
Wchodzę do holu i widzę Jorge czytającego jakąś książkę skoro mam dobry humor  to chyba zwykła rozmowa z nim mi go nie zepsuje.
-A dzień dobry Panu
-Witam, a komu tu tak dobry humor dopisuje?
-A czemu miałby nie dopisywać?
- Nic tak tylko pytałem, chciałabyś o czymś konkretnym porozmawiać czy tylko taka błaha rozmowa?
Chcę mu odpowiedzieć lecz nagle w pomieszczeniu pojawił się wkurzony Chris i chyba domyślił się że mu się przyglądam bo idzie w moim kierunku, a jeśli mi coś zrobi? Tak naprawdę to ja go wogóle nie znałam więc nie wiem do czego jest zdolny.
-Musimy pogadać
-W tej chwili? Bo teraz nie mam za bardzo czasu
-Nic mnie to nie obchodzi choć
Łapię moją rękę dosyć mocno a ja tylko rzucam przestraszone spojrzenie Jorge po czym znikam z jego pola widzenia w jakieś ustronne miejsce to chyba pomieszczenie dla sprzątaczek, Chris pcha mnie do środka po czym zamyka drzwi.

Nathalie

Chłopak chciał się wytłumaczyć, ale mu ni wychodziło, więc zrezygnowałam z pytanie go i poszłam do siebie gdy tylko położyłam się na łóżku od razu zasnęłam wykończona dzisiejszymi wydarzeniami.

Rano

Wstaję i drepcze do łazienki. Spoglądam w lustro. Wyglądam koszmarnie. Nie tracąc czasu zaczynam od kąpieli, która zamienia się w godzinne leżenie w wannie. Następnie wstaję, wycieram się i suszę włosy. wykonuję resztę porannych czynności łącznie z lekkim makijażem. Gdy wychodzę z łazienki na wyświetlaczu telefonu widzę godzinę 10:23 powinnam się zbierać do reszty, ale w ostatniej chwili ktoś do mnie dzwoni. Tą osobą okazuje się Alex. Jest on moim przyjacielem od lat dziecinnych. Nasze mamy były jeszcze przyjaciółkami w szkole. Poznałam go w piaskownicy pamiętam to jak dziś...

-Nathalie to Alexander.
Mówi moja mama, a ja uśmiechnięta spoglądam na chłopca,
który uważnie mnie obserwuje. 
-Nathalie.
Mówię i niepewnie podaję mu rękę
-Alex.
odpowiada z uśmiechem odwzajemniając mój gest.

Od tego czasu jesteśmy nie rozłączni, jest dla mnie bardzo ważny mimo, że jest homoseksualny. Mogę mu powiedzieć o wszystkim, a on zawsze mnie wysłucha i pomoże w trudnych chwilach. Jest dla mnie jak starszy brat. Chwilę rozmawiamy po czym rozłączam się i z uśmiechem na ustach idę na dół. Są tam już wszyscy oprócz Luke'a. Witam się z resztą i zasiadam do śniadania. Luke dołącza do nas po kilku minutach. Po śniadaniu zespół jedzie na próby, a ja zostaję w hotelu, ponieważ źle się czuję i nie mam ochoty nigdzie wychodzić. Wracam do pokoju i dzwonie do Lily. 

1 komentarz:

Rozdział 23

Lily Po raz setny próbuje się dodzwonić do Jorge ale nic z tego, nie wiem obraził się czy co. Ostatnio nie mogę z nikim pogadać. Dar...