Lily
Patrzę na mamę przerażona ponieważ wiem do czego jest zdolna jeżeli nie przestrzega się jej zasad, a tym bardziej jeżeli wychodzę na imprezę z koleżankami. Jej zdaniem powinnam w czasie wolnym od zajęć siedzieć w domu i się uczyć. Mimo, że ją bardzo kocham to rozumiem naszego ojca, że z nią nie wytrzymał i uciekł do innej, sama bym to zrobiła ale nie miałabym gdzie uciec, nie chcę mieszać w to moich przyjaciółek i Chrisa, jedyna osoba która o tym wie jest to moja młodsza siostra Nathalie.
Po paru minutach ciszy znowu odzywa się mama.
-Pytam się ostatni raz, gdzie byłaś!!
Do oczu napłynęły mi łzy, strasznie nie lubię gdy ktoś na mnie krzyczy a przy mamie zdarza się to bardzo często.
-Byłam u koleżanki na noc chciałam się z nią pouczyć na poniedziałkowy sprawdzian z matmy. Ledwo z siebie to wypuściłam i od razu słyszę jej krzyk.
-Nie kłam!!! Widziałam jak wychodzisz z samochodu z jakimś facetem, jeżeli aż tak mało masz pieniędzy to załatw sobie jakąś normalną pracę a nie się puszczasz z obcymi!
Nie wytrzymuję tego i wychodzę szybko z domu, biegnę ile sił w nogach aż zatrzymuje się w parku, siadam pod drzewem i wylewam z siebie coraz więcej łez.
Po godzinie spoglądam na niebo i widzę coraz ciemniejsze chmury a po chwili czuję pierwsze krople na moim czole.
Pędem szybko biegnę do domu, nagle przy ulicy nie zauważam nadjeżdżającego samochodu i po chwili słyszę tylko głośne trąbienie.
Nathalie
Właśnie skończyłam lekcje.... NARESZCIE! Skończyły się moje godziny udręki . Wracam sobie spokojnie do domu, aż nagle jakiś chłopak biegnący obok mnie zaczął ciągnąc mnie za rękę. Nie powiem dziwne to było. Wbiegamy do jakiegoś budynku, który później okazuje się być hotelem. Dopiero teraz zauważam, że to ten Luke...Przyznam szczerze, że nigdy nie lubiłam takich gwiazdeczek.
-Proszę ratuj...
Mówi zdyszany
- Przed czym?
Pytam z kpiną
-Fankami..
Gdy wypowiada te słowa duża grupka dziewczyn dobiega do okna z piskiem
-Dobra chodź. Tu się nie schowasz.
Mówię i idę w przeciwnym kierunku. Wychodzimy tylnym wyjściem. Idziemy do znanej mi ruiny w której często spotykam się ze znajomymi na papierosa. Odpalam jednego, a następnie wciągam dym do ust.
-A teraz gadaj, czemu one cię tak napadły?
Pytam wypuszczając dym i siadając na murku
-Nie wiesz kim jestem?
-Wiem, ale to nie powód raczej.
-Tak to właśnie powód.
-No to ciekawe masz życie
Prycham. Siada obok mnie
-Bardzo... Luke jestem
-Nathalie. Co zamierzasz zrobić, żeby cię nie dorwały?
-kierowca po mnie przyjedzie.
-no jasne
prycham i zeskakuję z murku
-O co ci chodzi?
-o nic
Zmierzam do wyjścia z ruiny
-Gdzie ty idziesz
-Do domu? No wiesz. Nie wszyscy mają to szczęście i są wszędzie zawożeni.
-Masz mój numer. Jak będziesz chciała się spotkać to pisz
Wręczył mi numer i zaczął dzwonić do kierowcy podając mu adres. Ja wychodzę i idę w kierunku domu.
-palant
mruczę.
Nathalie
Jestem w domu już od godziny i gdy przeglądałam zeszyt z fizyki natrafiłam na numer Luke'a.
Zadzwonić
czy
Nie zadzwonić?
Takie pytanie krążyło mi w głowie. A co tam. Wybrałam numer chłopaka.
-Hallo?
usłyszałam w słuchawce jego głos
-To ja Nathalie no dzwonię.
-O cześć czekałem na telefon od ciebie.
-Czego chcesz?
-Spotkać się. Jutro o 13:00 tam gdzie dziś.
-No dobra. Ale ja mam wtedy lekcje.
-Zerwij się. Palisz, a boisz się zerwać z lekcji...
-Dobra skończ będę, ale bądź sam, bez żadnych ochroniarzy.
-No dobra, ale ty też bądź sama. Bez żadnych koleżaneczek.
-Spoko. Cześć.
-Cześć
Rozłączyłam się. Nadal nie wiem po co do niego dzwoniłam, ale już za późno żeby to odwołać.
RANO
Nathalie
Właśnie jem śniadanie. Dziś muszę iść na to spotkanie chociaż strasznie mi się nie chce. Najchętniej zostałabym pod kołdrą z kakao w ręce i oglądała ''Gwiazd naszych wina'', ale pójdę choćby z samej ciekawości. Ubrana jestem w to:
Dopijam kawę i wychodzę. Już po 10 minutach jestem na miejscu. To teraz przetrwać do 13....
Nathalie
Jest 12:30 i kończy się język polski. Zabieram swój plecak i wychodzę poza teren szkoły. Około 12:50 jestem na miejscu i widzę, że chłopaka jeszcze nie ma. Zapalam papierosa i czekam słuchając muzyki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz